Piątek, 9 grudnia 2016. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Zgliczyn Pobodzy Pozbawieni ponad 10 tysięcy w jedną noc.

2013-04-01 12:00:00 (ost. akt: 2013-03-29 09:29:34)
Gospodarstwo państwa Tuszyńskich znajduje się z dala od centrum wsi

Gospodarstwo państwa Tuszyńskich znajduje się z dala od centrum wsi

Autor zdjęcia: fot. ał

Podziel się:

O kradzieży nawozu we wsi Zgliczyn Pobodzy pisaliśmy już w zeszłym tygodniu. Dziś prezentujemy Państwu artykuł Adriana Łubińskiego z miejsca zdarzenia.

Do zuchwałej kradzieży ok. 4 ton nawozu doszło w nocy z 13 na 14 marca w Zgliczynie Pobodzym w gminie Bieżuń. Państwo Bogumiła i Wiesław Tuszyńscy ponieśli straty, które szacują na ponad 10 tysięcy złotych.
- Nigdy nie spodziewalibyśmy się podobnego obrotu spraw. Byliśmy do tego stopnia zaskoczeni i zbici z tropu, że brak palet zauważyliśmy dopiero po upływie 24 godzin od kradzieży – przyznaje pan Wiesław.
Nieznani sprawcy najprawdopodobniej od dłuższego czasu upatrywali podwórko państwa Tuszyńskich jako potencjalny i opłacalny cel. Niedaleko budynków gospodarczych znaleziono niedopałki papierosów oraz puszki po piwie. Złodzieje poruszali się najprawdopodobniej busem, czego dowodem są charakterystyczne ślady bieżnika opon na śniegu. Tym bardziej dziwi fakt, że na tak niewielki pojazd udało się załadować tak znaczną ilość nawozu. Późna pora oraz znaczne oddalenie gospodarstwa od centrum miejscowości sprawiły jednak, że nikt nie zauważył niczego podejrzanego. Podążając śladem auta natrafiono na cegły, rękawice i głębokie bruzdy w ziemi, co świadczy o tym, że przeładowany pojazd grzązł w miękkim podłożu. Dodajmy, że sprawcy znaczną odległość pokonali po prostu „szczerym polem”. Niestety wraz z momentem, kiedy złodzieje znaleźli się na utwardzonej drodze, urwał się także ślad busa.
Bezsilność rodziny pogłębiło pismo, otrzymane 21 marca, mówiące o umorzeniu śledztwa w sprawie kradzieży.
- Nie wierzę, żeby była jakakolwiek szansa na odzyskanie skradzionych nawozów –przyznaje zrezygnowana pani Bogumiła.
- Wiosną tego roku mieliśmy zamiar przeprowadzić remont pokrycia dachowego, ale po tym, co się stało, nasze plany stoją pod dużym znakiem zapytania – z rozgoryczeniem w głosie mówi Radosław, starszy syn państwa Tuszyńskich.
- Niemożliwe, żeby okradł nas ktoś, kto mieszka 50 czy 100 kilometrów stąd. Ten ktoś dobrze wiedział, co znajdzie na naszym podwórzu. Dziś złodziejem najczęściej okazuje się osoba z bliskiego otoczenia, dobrze poinformowana, którą często mijamy co dzień na ulicy – zgodnie przyznają państwo Bogumiła i Wiesław.
Mimo widocznego przytłoczenia spowodowanego trudną sytuacją, nikt nie załamuje rąk. Tuszyńscy to doświadczeni i przedsiębiorczy gospodarze, którzy na co dzień udowadniają, że każdej przeciwności losu można stawić czoło.

Materiał przygotowany w ramach praktyk studenckich przez Adriana Łubińskiego

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB