Piątek, 9 grudnia 2016. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Powiewy wolności - 3

2013-11-01 12:00:00 (ost. akt: 2013-10-31 08:41:39)
Kompani. Zbyszek po prawej.

Kompani. Zbyszek po prawej.

Podziel się:

Transportery opancerzone „Skot” miały za zadanie „wartować” przy wojskowym pasie startowym. W razie próby ucieczki samolotu czechosłowackiego, jego zadaniem było zatarasowanie drogi. Gdyby pilot próbował poderwać maszynę, transporter miał stanąć w poprzek, doprowadzając do zderzenia. Nietrudno sobie wyobrazić efekt takiego „spotkania”, zważywszy na fakt, że na pokładzie myśliwca było kilka ton paliwa lotniczego. Żołnierze w pojeździe mieli świadomość, że wówczas żaden nie wyjdzie żywy. Zbyszek został wyznaczony do takiego zadania wraz z sześcioma kompanami.

Tadeusz Manista
tadek.manista@op.pl

Strzelanina

W pobliżu pasa startowego Rosjanie rozstawili wielki biały ekran. Na nocny maraton filmowy zaprosili Polaków. Żołnierze usadowieni na łące po obu stronach ekranu, pochłonięci byli oglądaniem filmu. Jeden z towarzyszy Zbyszka poczuł potrzebę bliższego obcowania z przyrodą, a że była noc, niezauważony oddalił się. Nieopodal stały „Skoty” i czołgi. Radziecki wartownik zobaczywszy idącą postać od strony parku maszynowego zawołał donośnym głosem: „Stoj, kto idziot?” Przestraszony Polak wskoczył do jednego ze „Skotów” i ukrył się. Rosjanin posłał serię w rozgwieżdżone niebo dla ostrzeżenia. Wtem wszyscy poderwali się na równe nogi i zaczęli ładować broń. Ustawieni w tyralierę ruszyli w kierunku „intruza”, jednak jeden z żołnierzy potknął się o kretowisko i niechcący posłał serię ze swojego PMK. Przestraszony sąsiad posłał kolejną serię do niewidzialnego „wroga’ i tak zaczęła się ogólna strzelanina. Nikt nie wiedział po co i do kogo strzela. Wszystko wyjaśniło się w chwili znalezienia przestraszonego „winowajcy” wewnątrz transportera.

Służba

Szeregowemu Ejnikowi przypadła służba dyżurnego kompanii. Do jednego z jego licznych zadań należało sprawdzenie, co na śniadanie przygotowano w kuchni polskiej i radzieckiej. Dowódca kompanii zalecił, żeby żołnierze stołowali się we własnej kuchni. Powszechnie było wiadomo, że Rosjanie podawali smaczniejsze i bardziej urozmaicone posiłki.

Po porannej zaprawie wojsko poszło na śniadanie. Z namiotu dowódcy kompanii dało się słyszeć charakterystyczne: „Dyziurnyyy, dyziurnyyy”. Szeregowy przewidując, że coś się święci, poprosił swojego kompana Rysia, aby przygotował RKM. Sam stawiwszy się w namiocie, zameldował się. Wypytany przez kapitana o menu na obu kuchniach oraz o to, co robi wojsko, został zaskoczony kolejnym pytaniem: „A kadra to śniadanie jadła?”. „Kadry nie obserwowałem – obywatelu kapitanie”. „No to wyobraźcie sobie, że nie jadła”. „Wyobraziłem sobie – obywatelu kapitanie”. „I jaki stąd wniosek?”. „Kadra głodna – odpowiedział szeregowy”. „No to macie dostarczyć śniadanie do namiotu dla mnie i dla kadry”. „Obywatelu kapitanie ja nie jestem fajfusem (tu w znaczeniu ordynansem) i żadnego śniadania nie przyniosę ani mi się śni”. „Tak?”. „Tak – odparł stanowczo podwładny”. Przez odsłonięte poły namiotu dowódca obserwował Rysia paradującego ze swoim RKM-D, z dyndającą taśmą z nabojami. Kapitan spoglądał teraz na Zbyszka i jego broń. Miał ją przeładowaną i gotową do strzału. Znowu zapanowała nieznośna chwila, w której dowódca oceniał sytuację, przypatrując się na przemian obu podwładnym. W końcu podjął decyzję: „Zdajcie broń szeregowy – zwrócił się do stojącego w namiocie”. „Zdam tylko za pokwitowaniem – odpowiedział chłopak”. Zbyszek zdał swój PMK dowódcy kompanii wraz z przeliczonymi nabojami. Szef kompanii wystawił mu pokwitowanie za oddaną broń.

„Na dołek”

Kompanijnym „gazikiem” Zbyszek został odwieziony do d-cy pułku ppłk-a Kamoli. Ten bez ogródek zwrócił się do zatrzymanego: „ I co ja mam z Toba zrobić? Miesiąc temu śliwki, a teraz takie zachowanie?” „Obywatelu pułkowniku zachowałem się tak, jak się zachowałem, ale powiedziałem prawdę”. Po dłuższym namyśle dowódca nałożył karę: „ Dostaniesz tymczasowy areszt dwutygodniowy”. Na miejscu szeregowy został osadzony w areszcie, który w niczym aresztu nie przypominał. Był to zwykły, głęboki dół przykryty gałęziami sosny. Kiedy Zbyszek wszedł do niego, od razu poczuł, że po kostki stoi w wodzie. Było tam już paru osadzonych. Żeby nie stać w wodzie, wygrzebali sobie półki w bocznych burtach wykopu i tam leżeli na gołej ziemi.

Wizytacja MON

Zbyszkowi dopisywało szczęście. W kilka godzin od momentu osadzenia, do pułku zawitała inspekcja z Ministerstwa Obrony Narodowej. Kiedy dotarli do dołu z aresztowanymi, zalecili natychmiastową likwidację „aresztu”. Zastrzegli przy tym, aby aresztantów z cięższymi przewinieniami skierować pod sąd polowy do Kamiennej Góry, a tym z lekkimi karę zawiesić i wypuścić. Resztę kary mają odbyć po powrocie do jednostki. Po kilkugodzinnym staniu w wodzie szeregowy wraz z innymi aresztantami został zwolniony i ponownie postawiony przed płk Kamolą. „I co ja z tobą zrobię? - zagadnął pułkownik - niby sam do siebie”. „Obywatelu pułkowniku, to ja już sam do kompanii wrócę pieszo” „Nigdzie nie pójdziesz – twoja kompania jest 15 km stąd. Zostaniesz odwieziony”.

Tryumfalny powrót

Dowódca pułku wyznaczył swojego kierowcę i dwóch żołnierzy ochrony (warunki wojenne) do odwiezienia szeregowego Ejnika do kompanii. Zbliżając się do lotniska w Hotusicach, wojskowy „gazik” skierował się do bocznej bramy, a następnie w kierunku obozowiska. Kiedy zbliżali się do namiotu dowódcy kompanii, Zbyszek włączył syrenę w „gaziku”, czym poruszył cały obóz. Z namiotu dowódcy padła komenda: „Warta pod broń!”. Kiedy dowódca warty pośpiesznie ustawiał w szeregu wartowników, koła pojazdu zatrzymały się, a z wnętrza wyskoczył Zbyszek. Żartobliwie rzucił: „ Dajcie spocznij!”, wprawiając w osłupienie dowództwo oraz kolegów. Chłopak cieszył się w duchu z poczynionego psikusa i miał tę satysfakcję, że nie dał z siebie zrobić „popychadła”.

Samobójcy

Kamikaze, to inaczej „Boski Wiatr”. Wielu Japońskich pilotów szkolonych było do wykonania samobójczego ataku samolotem na przeciwnika. Tę wschodnią ideologię dowództwo polskie zastosowało na lotnisku w Hotusicach. Transportery opancerzone „Skot” miały za zadanie „wartować” przy wojskowym pasie startowym. W razie próby ucieczki samolotu czechosłowackiego, jego zadaniem było zatarasowanie drogi. W wypadku, gdyby pilot samolotu próbował startować, „Skot” miał stanąć w poprzek pasa, doprowadzając do zderzenia z samolotem. Nietrudno sobie wyobrazić efekt takiego „spotkania”, zważywszy na fakt, że na pokładzie myśliwca było kilka ton paliwa lotniczego. Żołnierze w pojeździe mieli świadomość, że w takim przypadku żaden nie wyjdzie żywy. Zbyszek został wyznaczony do takiego zadania wraz z sześcioma kompanami.

Od autora

W związku ze zdobyciem nowych materiałów, ilość artykułów pt: „Powiewy wolności” zmieni się. Przepraszam, mając jednocześnie nadzieję, że Czytelnik, którego tak cenię, nie poczyta mi tego za złe.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB