Sobota, 10 grudnia 2016. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Na krawędzi zdrowia. POMAGAĆ NA SIŁĘ CZY NIE ? 3/3

2013-11-19 12:34:27 (ost. akt: 2013-11-19 12:45:49)

Podziel się:

Nasz cykl o istocie uodparniania dzieci trochę się wydłużył w czasie z różnych przyczyn. Jak Państwo zauważyliście, poszczególne odcinki tego cyklu ukazywały się co dwa tygodnie. Dzisiaj ostatnie rozważania. W końcu musi paść pytanie, które zadają mi rodzice prawie codziennie w poradni. Czy stosować dodatkowe preparaty uodparniające jesienią i zimą. Pytanie trudne. Może być wiele odpowiedzi: tak, nie, są zalecane, nie ma dowodów naukowych co o ich skuteczności.

Zawsze jestem za tym, żeby nie ingerować na siłę w naturalne struktury organizmu człowieka. Jak już pisałem, układ odpornościowy człowieka, podobnie jak cały organizm, dojrzewa stopniowo. Noworodek otrzymuje pulę p/ciał odpornościowych od matki zarówno w czasie ciąży, jak i podczas karmienia piersią. Jednak jego układ immunologiczny jest na tyle słaby, że trzeba go wspierać szczepieniami. O szczepionkach tradycyjnych już mówiliśmy w artykułach poświęconych uodparnianiu.
Ostrzegałbym jednak przed tzw. autoszczepionkami, o które pytają rodzice. Są to preparaty kompilowane z elementów układu odpornościowego dziecka przeciwko np. gronkowcom. Metoda te była szeroko rozpowszechniona m.in. w USA w latach osiemdziesiątych. Niektóre ośrodki medyczne w Polsce jeszcze propagują tę metodę. Jednak okazało się, że po latach dzieci, które były poddane autoszczepionkom są bardziej podatne na zachorowalność na choroby nowotworowe. Powoli odchodzi się od tej metody uodparniania.
Przedszkolaki są szczególnie narażone na infekcje. Żeby lepiej się przed nimi broniły, warto podawać im preparaty witaminowe i ziołowe. Są także chemiczne preparaty, prezentowane jako specjalne szczepionki doustne (nie mogę używać nazw handlowych), które wg producentów podnoszą odporność na choroby infekcyjne. W swojej długiej praktyce pediatrycznej stosując je, nie mogę z czystym sumieniem zarekomendować ich rodzicom jako pewne panaceum na podniesienie odporności. Skuteczność ich jest dla mnie niezadawalająca.
Trzeba pamiętać, że dzisiaj stawiamy dzieciom naprawdę duże wymagania. Stres, zmęczenie wysiłek psychiczny i fizyczny, a wreszcie spadek odporności organizmu to często cena, jaką maluchy płacą za wielogodzinny pobyt w przedszkolu i liczne zajęcia dodatkowe. Przemęczonym dzieciom doskonale robi przeprowadzona przynajmniej dwa razy w roku kuracja witaminowa, wzbogacona o magnez i wapń. Szczególnie korzystny efekt daje ona w okresie przesilenia jesiennego i zimowego.
Szczepionki wieloskładnikowe (poliwalentne), podawane doustnie lub do nosa, mogą rozchwiać system odpornościowy dziecka. Nie są one dobrane do indywidualnych potrzeb. Mogą dawać odczyny alergiczne i powodować rozmaite powikłania. W rezultacie organizm staje się z czasem coraz bardziej bezbronny. System immunologiczny jest „adresatem” szczepień ogólnie dostępnych (obowiązkowych i fakultatywnych), których jestem gorącym zwolennikiem, ale dodatkowych działań już może nie wytrzymać. Nie można dziecka faszerować dodatkowymi preparatami sezonowej odporności.
Chętnie kupujemy witaminy i mikroelementy, myśląc, że można podać maluchowi preparat, zawierający „wszystko co dziecko potrzebuje”. Przecież można poświęcić więcej czasu i uwagi jego diecie. Pastylka lub saszetka to w końcu czysta chemia plus dodatki smakowe. Znacznie lepiej służą dziecku owoce i warzywa.
Zachowajmy więc umiar we wspomaganiu odporności naszego dziecka poprzez preparaty farmakologiczne. Pamiętajmy o metodach wspomnianych w poprzednim odcinku. Jak zwykle poszukajmy złotego środka.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. p #1248804 | 31.174.*.* 20 lis 2013 00:09

    To chrzcić czy nie,

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz