Czwartek, 8 grudnia 2016. Imieniny Delfiny, Marii, Wirginiusza

Tajemnice katastrofy

2013-12-12 12:29:41 (ost. akt: 2013-12-20 13:01:40)
Ppłk pilot Henryk Przychodzień

Ppłk pilot Henryk Przychodzień

Autor zdjęcia: fot. zbiory prywatne

Podziel się:

Wtedy, w czerwcu 1987 roku, o katastrofie lotniczej pod Straszewami mówili wszyscy. Że bohaterski pilot zginął, bo chciał odprowadzić niesprawny samolot z dala od zabudowań. Że popełnił samobójstwo. Że próbował się katapultować Mimo iż informacja o katastrofie szybko rozeszła się po okolicy, to nikt nie poinformował społeczeństwa o tym, co się tak naprawdę wydarzyło. Jak niewiele brakowało, żeby katastrofa zebrała większe żniwo. Przecież samolot rozbił się zaledwie 1,5 km od zabudowań w Straszewach i około 1 km od miejscowości Mały Las.

Marcin Jabłoński
jablonski.marcin2@gmail.com

Dokładnie 3 czerwca 1987 roku o godzinie 14:35:27s w odległości 1,5 km na południe od miejscowości Straszewy przy drodze biegnącej w kierunku na Osówkę miała miejsce katastrofa wojskowego myśliwca MiG 21 R numer seryjny 94R0011911 o numerach taktycznych 1911 wyposażonego w zasobnik typu D (zasobnik fotograficzny przeznaczony do rozpoznania wzrokowo – fotograficznego). Tego typu MiG-ów w Polskich Siłach Powietrznych było 36 sztuk i tylko jeden z nich uległ zniszczeniu w katastrofie – właśnie pod Straszewami.


Pułkownik Przychodzień. Pilot I klasy


Samolot pochodził z 32. Pułku Lotnictwa Rozpoznania Taktycznego w Sochaczewie – JW 1031. Była to jedna z najbardziej elitarnych jednostek Wojska Polskiego rozformowana w 1998 roku. Samolot pilotował dowódca eskadry pilot 1. klasy, podpułkownik pilot Henryk Przychodzień. Według informacji pozyskanych z Archiwum Sił Powietrznych w Nowym Dworze Mazowieckim pilot wykonywał tego dnia szkolenie metodyczno – taktyczne na temat „Rozpoznanie obiektów naziemnych z jednoczesnym oznaczeniem i naprowadzaniem na te obiekty grup uderzeniowych”. Rozpoznanie wzrokowo – fotograficzne i naprowadzanie grup uderzeniowych realizować miały kolejne załogi w składzie par na samolotach MiG-21 startujące do strefy krótkotrwałego wyczekiwania, gdzie mogły mieć postawione zadania. Grupę uderzeniową stanowić miały każdorazowo klucz samolotów MiG 21 R znajdujący się aktualnie w powietrzu w wyznaczonej strefie krótkotrwałego wyczekiwania. Po przekazaniu danych o obiekcie para rozpoznawcza miała wykonać lot na poligon Ślubowo celem zwalczania wskazanych przez kierownika lotów obiektów naziemnych rozmieszczonych na poligonie. Do wykonywania zadań rozpoznawczych wyznaczone zostały dwa rejony bezpośrednio przylegające do siebie, a ograniczone następującymi miejscowościami: Rejon 1: Żuromin, Brudnice, Lubowidz, Straszewy, Żuromin; Rejon 2: Żuromin, Straszewy, Gościszka – Baraki, Zielona, Żuromin. W rejonach tych zmieniając okresowo swoje położenie, znajdowały się obiekty pozorujące środki rakietowe, jako obiekty naziemne przeznaczone do rozpoznania wzrokowo-fotograficznego.

Okoliczności katastrofy

Loty zaplanowane były na 2 czerwca 1987 roku, jednak ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne nie odbyły się. Również w tych samych powodów w dniu 3 czerwca rozpoczęły się ze znacznym opóźnieniem – zamiast o godz. 10:00 początek lotów nastąpił o 12:05. Do krytycznego lotu ppłk pil. Henryk Przychodzień jako prowadzący wystartował w ugrupowaniu (samolot MiG 21 R) wraz z por. pil Romanem Chełchowskim, jako prowadzonym (samolot MiG-21 R) o godzinie 14:16. Lot do rejonu rozpoznania po trasie Rybno, Dobrzyków, Dobrzyń, Żuromin bez większych odchyleń odbył się zgodnie planem na wysokości 600 m. Około godz. 14:29 ppłk pil. Henryk Przychodzień zgłosił dowódcy grupy pozoracyjnej początek wykonywania rozpoznania w wyznaczonym rejonie nr 1. Warunki atmosferyczne w pełni umożliwiały wykonanie zadania. Podczas poszukiwania obiektów rozpoznania para samolotów wykonywała lot na zmiennej wysokości (w granicach 100 do 300 m) ze skrętem w lewo i z przechyłem około 50° - 55°, utrzymując cały czas łączność radiową z dowódcą grupy pozoracyjnej. Wymiana korespondencji związana była z wykonywanym zadaniem. Zadanie (fotografowanie) pilot wykonał w locie poziomym na wysokości 200 do 250 m, wkrótce po tym, to jest o godz. 14:35:9 s. podał przez radio meldunek „wyłączam foto i odchodzę na WPT– podam” (Wyjściowy Punkt Trasy). Oznaczało to, że zamierzał wkrótce podać współrzędne rozpoznanego obiektu naziemnego zgodnie z otrzymanym zadaniem. Następnie wprowadził samolot w lewy zakręt z przechyleniem 50° i przeleciał obok punktu kierowania z niewielkim naborem wysokości do około 300 m. W tym momencie, lot samolotu obserwował dowódca grupy pozoracyjnej oraz podoficer wyznaczony do śledzenia ruchu samolotów w rejonie rozpoznania. Po około 7 s od chwili przelotu obok punktu kierowania, będąc nadal na lewym zakręcie, pilot przekazał współrzędne rozpoznanego obiektu naziemnego dowódcy grupy uderzeniowej (prawdopodobnie w chwili składania meldunku wystąpiły krótkotrwałe zakłócenia w kanale radiowym). W tym czasie, na skutek odwrócenia uwagi od pilotowania, samolot przeszedł na zniżanie z narastającym przechyleniem. Zderzenie z ziemią nastąpiło bezpośrednio po meldunku o godz. 14:35. 27s w rejonie 1,5 km na południe od miejscowości Straszewy przy drodze biegnącej w kierunku Żuromina. Pilot poniósł śmierć, a samolot uległ całkowitemu zniszczeniu. W momencie zderzenia z ziemią prędkość samolotu (na przyrządach) wynosiła 850 km/h, samolot znajdował się w przechyleniu na lewe skrzydło, a kąt upadku (tor lotu) wynosił 22°. Na podstawie badań szczątków samolotu nie stwierdzono niesprawności samolotu do momentu zderzenia. Nie stwierdzono wpływu stanu psychofizycznego pilota na zaistniały wypadek. Przyczyną katastrofy było odwrócenie uwagi pilota – ppłk Henryka Przychodzienia od pilotowania samolotu w czasie odczytywania z mapy współrzędnych wykrytego obiektu i składania meldunku przy wykonywaniu manewru na zbyt małej wysokości lotu, co doprowadziło do przejścia samolotu na zniżanie i zderzenie z ziemią.
Mimo upływu 26 lat od katastrofy mieszkańcy pobliskich miejscowości doskonale pamiętają to zdarzenie. Ich relacje są bardzo subiektywne i często mijają się z prawdą. Każdy z nich zapamiętał to wydarzenie w inny sposób. Mimo to warto je przytoczyć.

Relacje świadków


Mieszkaniec Straszew pamięta, że tego dnia samoloty latały nad wsią przez cały dzień. – „Latały bardzo nisko a jak przelatywały nad wsią, to słychać było wielki huk. Gdy samolot spadł w domach zadrżały szyby. Wszyscy w okolicy to słyszeli. Ludzie zeszli się na miejsce katastrofy. Samolot rozbił się ok. 3 metrów od szosy a w miejscu, w którym spadł wyrył ok. sześciometrowy dół. W kilka minut po wybuchu na miejscu zjawiło się wojsko. Żołnierze zabronili ludziom zbliżać się do miejsca katastrofy. Natychmiast zaczęli sprzątać szczątki maszyny. Cały samolot udało im się zmieścić na jeden wojskowy samochód ciężarowy.”

Świadek z Małego Lasu


Był także bezpośredni świadek zdarzenia. Mieszkaniec Małego Lasu, który widział lot samolotu na chwilę przed zderzeniem z ziemią. Oto jak wspomina to zdarzenie: Tego dnia jechałem z synem. Zobaczyliśmy, że samolot leci nad szosą niespokojnym torem przechylając się raz na prawą, a raz na lewą stronę. Wszystko wskazywało na to, że z samolotem jest jakiś problem. Na wysokości ok 100 metrów nad ziemią wydawać się mogło, że pilot ratował się jak tylko mógł, ale jednocześnie udało się też zaobserwować, że już nic nie da się zrobić. Z silnika wydobywał się ogień o długości mniej więcej 6 metrów za samolotem, prawdopodobnie spowodowany zwiększeniem obrotów silnika. Pamiętam, że wtedy powiedziałem do syna: Patrz ten samolot spadnie! Syn odpowiedział: Nie! zobacz dodał gazu i zaraz odleci. Chwilę obserwowałem lot maszyny i nagle pojawił się wielki huk oraz wielki słup ognia, a później dopiero dym – to były sekundy. Wybuch był jak bomba atomowa. Od siły wybuchu we wsi pootwierały się okna i drzwi. W kilka sekund po uderzeniu MiG-a w ziemię nad miejscem katastrofy przeleciały trzy inne samoloty, wykonując jakieś dziwne piruety. Samolot rozpadł się na drobne części. Jedynym całym elementem maszyny był silnik, który znaleziono ok. 600 metrów od miejsca katastrofy. Kilka minut później minęły nas jadące z dużą prędkością samochody wojskowe, które zmierzały w kierunku katastrofy. Przez dwa tygodnie przyjeżdżały tu różnego rodzaju służby i prowadziły śledztwo. A przez następne dwa lata dzieci idące na skróty przez las do szkoły w Straszewach, przynosiły części wraku”.

Pan Kazimierz z Osówki


To zdarzenie pamięta również Pan Kazimierz, mieszkaniec Osówki tak wspomina wydarzenia z 1987 roku: „Wtedy byłem na Lisinach po drzewo. Siedziałem na wozie i widziałem tylko grzyb dymu, widać było też płomień, ale czy z silników tego nie mogę stwierdzić. Jak byłem na miejscu katastrofy, to słyszałem, jak rozmawiali ze sobą dwaj piloci. Mówili, że ten drugi pilot, co leciał inną maszyną polecił przez radio pilotowi MiG-a wzbicie się w górę, a następnie katapultowanie się. Pamiętam, że szybko miejsce katastrofy otoczyło wojsko”.

Relacje żołnierzy


Na samym początku poszukiwania informacji natknąłem się na jednym z forów internetowych na taki opis dotyczący katastrofy w Straszewach: „Siedziałem w tym dniu z nawigatorem na stacji radiolokacyjnej Justyna […] Lot po ustalonej trasie. Gdzieś w okolicach Żuromina znikali z radaru na kilka minut, aby po wykonaniu rozpoznania i strzelania na poligonie pojawić się ponownie. Ironią losu para na lotach miała numer 13. Gdy zgodnie z kolejnością zacząłem prowadzić 13-tego z wieży, dostałem uwagę, że to 14-ty. Gdy odpowiedziałem, że zgodnie z kolejnością to 13-ty, a nie 14-ty, usłyszałem w słuchawkach z naciskiem to jest 14-sty!!! A 13-sty właśnie przed chwilą się rozpie******”.


Udało mi się także dotrzeć do mężczyzny, który w latach 1985 – 87 pełnił zasadniczą służbę wojskową w 32. Pułku Lotnictwa Rozpoznania Taktycznego. „Pamiętam ten wypadek. Nasz sprzęt pozoracyjny. Jeden dmuchany Pershing i chyba jakaś ciężarówka, czy UAZ z białymi gwiazdami. Zostały rozmieszczone na północ od Żuromina koło wsi Straszewy. Nasi mieli odszukać i sfotografować cele. Ppłk Przychodzień wykonał zadanie i odchodząc, rozbił się w trakcie składania meldunku. Ostatnie co było słychać to krótkie „eee” i cisza. Nasze samochody były tam po kilku minutach. Nawet nie było pożaru. W pierwszej chwili wydawało się, że przeżył bo był rozwinięty spadochron, ale okazał się on spadochronem hamującym. Nasi zabezpieczyli teren i zaczęli szukać ciała, odnaleziono je w szczątkach. Na miejscu włóczyło się kilku milicjantów i to jeden z nich znalazł czarną skrzynkę. Nawet nie wiedział, co to jest, ale chyba coś z nią kombinował, bo jak dotarła na kompanię FOTO, okazała się prześwietlona. Resztki samolotu wróciły do jednostki na kilku ciężarówkach. Zostały ułożone na obrysie MiG-a 21 w hangarze. Leżały tam przez całe śledztwo. W końcu uznano, że przyczyną katastrofy było nieprawidłowe rozłożenie uwagi przez pilota”.

Pilot Przychodzień

Ppłk pil. Henryk Przychodzień był absolwentem Oficerskiej Szkoły Lotniczej z 1964 roku. W 1986 roku ukończył Wyższy Kurs Szkolenia Oficerów. Był doświadczonym pilotem. Wylatał na myśliwcach typu MiG 21 R ok. 1243 godziny oraz 2602 godziny na innych wojskowych samolotach. Ppłk Przychodzień zginął na służbie. Miał 44 lata, pozostawił żonę i osierocił dwoje dzieci. Jego pasją były samoloty.
- Tata kochał latanie – mówi Piotr Przychodzień syn, zmarłego tragicznie pilota.
Rodzina pilota nie chce oficjalnie mówić o wydarzeniach z czerwca 1987. Po 26 latach od katastrofy tragiczna śmierć męża i ojca nadal wywołuje bolesne emocje. Dziś przy drodze z Osówki do miejscowości Straszewy po lewej stronie drogi stoi kamień upamiętniający to wydarzenie, na którym napisano:

„W tym miejscu w dniu 3 czerwca 1987 r. zginął śmiercią pilota ppłk pil. Henryk Przychodzień” podpisano „Koledzy”.


http://i.wm.pl/00/05/28/05/n/2-1276658.jpg
„W tym miejscu w dniu 3 czerwca 1987 r. zginął śmiercią pilota ppłk pil. Henryk Przychodzień. Koledzy”. Taki napis widnieje na tablicy upamiętniającej śmierć pilota. Fot. Marcin Jabłoński


http://i.wm.pl/00/05/28/05/n/1-1283234.jpg
Widok dołu poupadkowego Fot. Archiwum Sił Powietrznych

http://i.wm.pl/00/05/28/05/n/3-1283235.jpg
MIG21 – Takim samolotem rozbił się w naszym powiecie podpułkownik Przychodzień. http://www.polot.info/

Komentarze (19) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Zdzisław #1807825 | 95.49.*.* 3 wrz 2015 13:32

    Może ktoś wie gdzie Henryk Przychodzień został pochowany ? Będę wdzięczny za informację.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Waszka #1715192 | 62.89.*.* 17 kwi 2015 11:57

    Byłam tam wtedy z moim tatą....mam też gdzieś w piwnicy drobne elementy tego samolotu...chyba dziś poszperam w przeszłości i mojej piwnicy..

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. zygmunt #1282360 | 83.31.*.* 31 gru 2013 06:11

      mała poprawka , autor artykułu napisał ,,Tego typu MiG-ów w Polskich Siłach Powietrznych było 36 sztuk i tylko jeden z nich uległ zniszczeniu w katastrofie – właśnie pod Straszewami'' Niestety tych MIG 21R rozbiło się więcej , odsyłam do strony http://lotnictwo.net.pl/10-lotnictwo_woj skowe/64-spis_statkow_powietrznych_wojsk a_polskiego/66-mig_21r/5749-mig_21r_94r0 11915_1915_a.html . sam byłem świadkiem w 1981roku , katapultowania się z nr taktycznego 1915 (posiadam tabliczkę znamionową z fotela tego samolotu) . pozostałe rozbite to nr 2402 ; 2301 ; 2089(uszkodzony na lotnisku)

      Ocena komentarza: warty uwagi (12) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (4)

      1. grzegorz #1277523 | 31.0.*.* 22 gru 2013 21:07

        widziałem ten wypadek na własne oczy. moja siostra stawiała dom w Żurominie na ul Matejki stałem wtedy na pierwszym piętrze kilka dziesiąt metrów nad moją głową latały samoloty widok był świetny nie spuszczałem z nich oczu.Ten samolot co się rozbił też leciał nisko gdy przelatywał nade mną nie zauważyłem nic niepokojącego dopiero między Żurominem a Straszewami zauważyłem że samolot się zniża a po chwili idzie w górę tak kilka razy tylko było to coraz niżej ziemi . z silników nie wydobywał się dym .Wydaje mi się że pilot miał dużo czasu żeby się katapóltowac potem widziałem tylko pełno dymu.Po jakiejś godzinie leciały śmigłowce na miejsce wypadku..

        ! - + odpowiedz na ten komentarz

      2. grzegorz #1277479 | 31.0.*.* 22 gru 2013 20:17

        katastrofa Straszewy

        ! - + odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (19)