Poniedziałek, 5 grudnia 2016. Imieniny Kryspiny, Norberta, Sabiny

„Wrzos” – nieznane fakty z życia

2014-01-03 09:50:46 (ost. akt: 2014-01-03 09:56:05)
Zdjęcie z wesela Stanisława Bybra z pierwszą żoną

Zdjęcie z wesela Stanisława Bybra z pierwszą żoną

Podziel się:

Głęboką nocą funkcjonariusze przyszli pod dom Sarneckich. Drzwi nie chciały ustąpić, więc zaczęli w nie strzelać. Małą Jolkę obudził huk wystrzałów. Dziecko przestraszyło się. Nie miało świadomości, że przyszli po Stacha, jej ojca. Tymczasem on, wyskakując z piętra przez okno, zranił sobie rękę. Padający śnieg był jego sprzymierzeńcem Mężczyzna wczołgał się pod wóz i oczekiwał dalszego rozwoju wydarzeń. Lata spędzone w konspiracji wymuszały czujność. Zdawał sobie sprawę, że mogła to być obława.

Tadeusz Manista
tadek.manista@op.pl

Staś

Stanisław Byber, syn Emila i Franciszki urodził się 29 września 1911 r. w Żurominie. Przed wojną rodzina zamieszkiwała przy Placu Wolności 24. Ojciec Stasia był murarzem. Chociaż Staś posiadał kilkoro rodzeństwa, tylko jego wysłali rodzice na dalszą naukę (kształcenie w tym czasie było kosztowne). W roku 1935 ukończył klasę skrzypiec w Państwowym Seminarium Nauczycielskim w Działdowie. Służbę wojskową odbył w 34. Pułku Piechoty w Białej Podlaskiej. W ’36 podjął pracę nauczyciela w Żurominie, następnie objął kierownictwo szkoły w Mojnowie.

Konspiracja

Po wybuchu wojny znalazł schronienie wraz z żoną Ireną (z d. Sarnecką) u pp. Lech w Bieńkach i rozpoczął prowadzenie ożywionej działalności konspiracyjnej. Już wiosną ’40 r. powierzono mu kierowniczą funkcję w Tajnej Organizacji Nauczycielskiej na powiat sierpecki. Tutaj prowadził z powodzeniem nasłuch radiowy (kryptonim „Radek”) u pp. Błażejczyków w Nadratowie. Ściśle współpracował z Franciszkiem Błażejczykiem ps. „Leonidas”. Mężczyźni wydawali ponadto gazetkę podziemną „Gdy naród do boju”, która była kolportowana na terenie objętym działalnością.

Aresztowanie

Rok 1943. Wizyta żandarmów ze Szreńska w zagrodzie Błażejczyków była w rzeczywistości kamuflażem akcji schwytania Bybra. Na podwórku zjawiła się grupa Niemców, która pod pozorem kontroli zaczęła prowadzić obserwację sąsiedniej zagrody pp. Lechów. „Wrzos” przebywał akurat w domu. Został bez problemu schwytany. Niemcy jednak nie docenili aresztowanego. W czasie transportu do aresztu w Szreńsku partyzant uciekł. Przeniósł swoją dalszą działalność do Stawiszyna. Tego roku komenda BCh podokręgu „Wkra” powierzyła mu funkcję komendanta obwodu sierpeckiego.

Śmierć Ireny

Jego żona Irena pozostała w Bieńkach. W styczniu ’44 rozbolał ją ząb, więc jeden z braci Błażejczyków zawiózł ją do dentysty w Bieżuniu. Niestety, po usunięciu zęba u Ireny pojawiła się gorączka. Powiadomiony o fakcie jej ojciec Franciszek Sarnecki szybko zorganizował podwodę, aby ratować córkę. Zapakował swoje wnuki: Jolę, Elę i Janusza do karety pożyczonej od volksdeutscha i pomknął do Bieniek. Opatuloną w pierzyny chorą kobietę włożono do karety. Ojciec popędzał konie, aby czym prędzej dojechać do Żuromina. Czas naglił. Mimo wysiłków dra Kaźmierskiego Irena zmarła 31 stycznia 1944 r. na posocznicę. W kondukcie pogrzebowym szedł jej mąż Stanisław. Przebrany był za kobietę.

Listopadowa noc

Rok ’46 był czasem nagonki na działaczy opozycji politycznej, w tym PSL. Stanisław dostał ostrzeżenie od sekretarza PPR-u - Sopyły o niebezpieczeństwie grożącym mu ze strony UB. Zignorował je i nadal nie opuszczał Żuromina. Feralnej nocy nie przebywał w swoim domu, lecz u swoich teściów Sarneckich, u których był częstym gościem. „Stachu, zostań na noc” – poprosił go teść. Mężczyzna zgodził się, gdyż bardzo lubił towarzystwo Franka. W domu przebywała też córka Stanisława – Jolanta. Kilkuletnie dziecko było wychowywane przez dziadków i nie wiedziało, że Stachu to jej ojciec. Tak było bezpieczniej.

Strzały

Głęboką nocą funkcjonariusze przyszli pod dom Sarneckich znajdujący się na ulicy Bieżuńskiej. Drzwi nie chciały ustąpić, więc zaczęli w nie strzelać. Małą Jolkę obudził huk wystrzałów. Dziecko przestraszyło się, było zdezorientowane. Nie miało świadomości, że przyszli po Stacha, jej ojca. Tymczasem on wyskakując z piętra przez okno zranił sobie rękę. Padający śnieg był jego sprzymierzeńcem Mężczyzna wczołgał się pod wóz i oczekiwał dalszego rozwoju wydarzeń. Lata spędzone w konspiracji wymuszały czujność. Zdawał sobie sprawę, że mogła to być obława. Dziadek Jolki wydostając się przez strych, wciągnął za sobą drabinę, a następnie wydostał się niewielkim okienkiem na poletko za domem. Na zewnątrz mógł już pomóc swojemu zięciowi. Wewnątrz domu odbywały się w tym czasie poszukiwania „Wrzosa”.

Tej nocy funkcjonariusze zatrzymali jego siostrę Zenobię wraz z mężem Henrykiem. Mężczyzna nic nie wiedział o zatrzymaniu Rychcików.

Ukrycie i przerzut

Dziadek Sarnecki pomógł wydostać się rannemu Stachowi i zaprowadził go do organisty Murawca (przyszłego teścia Stacha). Ten bez chwili namysłu postanowił ukryć zbiega. Do tego celu posłużyły klasztorne cele. Tam zaopiekowała się nim córka organisty - Maria. W krótkim czasie organista zajął się zorganizowaniem przerzutu „Wrzosa” do Mławy. Podarował mu rower, którym zbieg wydostał się z Żuromina i dotarł na miejsce. Kto i w jaki sposób dokonał dalszego przerzutu do Warszawy owiane jest mgłą tajemnicy. Jest wielce prawdopodobne, że pomagał mu Franciszek Midura z Sierpca, jego współpracownik z TON. W stolicy zaopiekowała się nim rodzina pani Murawcowej – żony organisty. Ukrywał się. Do czasu ogłoszenia amnestii mieszkał przy ul. Targowej w Warszawie.

Zatrzymanie

Po ujawnieniu się Stanisław nie wrócił do Żuromina. Koledzy z konspiracji wystarali się o posadę dla niego. Podjął pracę nauczyciela w Rumianie k/Rybna, gdzie został kierownikiem szkoły. Wkrótce dołączyła do niego Maria Murawiec, która także rozpoczęła pracę. Niedługo potem została jego żoną. Córka Jolanta często przyjeżdżała do niego na wakacje. Pewnego lata (około roku 1952) pojawili się w miejscowości UB-owcy, którzy odnaleźli Stanisława. Po zatrzymaniu zabrali go do Nidzicy. Powiadomiony w Żurominie o zajściu dziadek Franciszek Sarnecki przyjechał rowerem do Rumiana, żeby w jakiś sposób pomóc zięciowi. Jolka, czekając na ojca wraz ze swoim rodzeństwem - Elżbietą i Januszem, nie wiedziała, czy kiedykolwiek powróci do nich. Po pewnym czasie wrócił. Późną nocą pojawił się w domu, lecz radość z jego powrotu szybo została przyćmiona stanem, w jakim się znajdował. Ku przerażeniu domowników miał powybijane wszystkie zęby i zakrwawioną twarz. Był to efekt przesłuchań na UB. Jolka doznała szoku.

Odwilż

Po roku ’56 nastały lepsze czasy dla Stanisława. W chwili, gdy Jolka rozpoczynała naukę w 1-szej klasie działdowskiego liceum, jej tata i Marysia rozpoczynali pracę w nowej szkole w Wysokiej. Przez kilka miesięcy mieszkała u nich. Przez dom przewijało się wiele nieznajomych twarzy. Przybysze proponowali ojcu, żeby zaczął pisać, namawiali go. On jednak nie chciał niczego pisać i w tym postanowieniu wytrwał. Nie miał zaufania do nowej władzy. Z czasem zaczął odwiedzać rodzinny Żuromin.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB