Niedziela, 4 grudnia 2016. Imieniny Barbary, Hieronima, Krystiana

Wspomnienia z Görtzen

2014-03-24 08:40:25 (ost. akt: 2014-03-24 08:44:55)
Tablica siedziby partii NSDAP w Görtzen. Pochodzi ze zbiorów SP nr 1.

Tablica siedziby partii NSDAP w Görtzen. Pochodzi ze zbiorów SP nr 1.

Podziel się:

W czasach okupacji Niemieckiej posiadanie radia było surowo zabronione, a co więcej karane. Mimo to Julian posiadał takie radio i od czasu do czasu wsłuchiwał się w jego dźwięki za pomocą słuchawek. Jak na nieszczęście Niemcy dowiedzieli się o tym i aresztowali go wraz z dwudziestoma innymi z Żuromina. Mężczyzna trafił do aresztu Gestapo w Płocku, gdzie poddawany był torturom i przesłuchaniom. Nie przyznał się do posiadania radioodbiornika. Po półrocznym przetrzymywaniu go w areszcie wrócił do domu, do swoich dzieci. Te jednak go nie poznały. Był wynędzniały i słaby, jednak jego ducha oprawcy nie złamali.

Tadeusz Manista
tadek.manista@op.pl

Edukacja

Ryszard Karpiński urodził się w Żurominie w roku 1926. Wraz z rodzicami Marianną i Julianem zamieszkiwał na ul. Mławskiej 9. Do pierwszej klasy szkoły powszechnej uczęszczał do murowanego domku mieszczącego się u zbiegu ulic Poniatowskiej i Bieżuńskiej (dziś posesja pp. Zamojskich). Dalszą naukę odbywał w szkole obok kościoła. Jego pierwszą nauczycielką i zarazem wychowawczynią była pochodząca z Lutocina p. Ewa Kapela. W czerwcu ’39 Rysiek miał ukończone 7 klas (tyle trwała nauka w szkole powszechnej). Nie dane mu było kontynuowanie nauki we wrześniu. Po zajęciu Żuromina, Niemcy przesiedlili rodzinę Karpińskich na Plac Wolności (po wysiedlonej w miechowskie, rodzinie Falkowskich). Ich dom zajęli urzędnicy i zamienili go na biura magistratu. Ojciec Julian był stolarzem i wykonywał kołowrotki do przędzenia wełny. Swoje wyroby sprzedawał na poniedziałkowym targu. Młody Rysiek pomagał ojcu w warsztacie i po pewnym czasie był w stanie samodzielnie wykonać kołowrotek.

Wypędzenie

Pod koniec września Niemcy zebrali w budynku magistratu żuromińskich Żydów, po czym obiecali, że jeśli oddadzą kosztowności i złoto, to zostaną zwolnieni i wrócą do swoich domów. W poniżający sposób Niemcy przejęli to, co Żydzi przynieśli i zwolnili ich. Nie na długo. Po około 2 tygodniach, w dniu 8 listopada ‘39 nastąpiła masowa deportacja starozakonnych do gett.

Niemcom potrzebna była „przestrzeń życiowa” dla swoich rodaków, dlatego też pozbawili części żurominian (Polaków) własności i wysłali ich do „KL Soldau”, a następnie do powiatu miechowskiego w GG. Na zagrabionych gospodarstwach administracja osadziła volksdeutschów, bądź rodowitych Niemców, wybierając przy tym najlepsze domy i ziemie. Takim przykładem może być Kółkowski, który posiadał duże gospodarstwo wzdłuż dzisiejszej ul. Olszewskiej. Wyhodowane warzywa i owoce sprzedawał we własnym sklepie na rogu ulic Bieżuńskiej i Mławskiej. Jego gospodarstwo było jednym z najlepszych (jeśli nie najlepszym) w Żurominie. Niestety, kwitło dzięki pracy Polaków odrabiających w nim „szarwarki”.
„Polska szkoła – kamienie zbierać”

Stanowisko burmistrza (burgermaister) objął Lejbicki z Sokołowego Kąta. Kiedy administracja zaczęła funkcjonować, Polacy stali się darmową siłą roboczą. Powszechnie kpiono sobie z edukacji dzieci, nazywając ją „Polska szkoła – kamienie zbierać”. Jerzy, młodszy brat Ryśka, zatrudniany był do zbierania kamieni z pól. Sam Rysiek natomiast pracował w ekipie na terenie miasta. Ekipa składała się z kilku młodych chłopaków mogących wykonywać cięższe prace fizyczne. Przeważnie były to roboty w rejonie magistratu. Najgorsze jednak były zimy. W czasie okupacji były one wyjątkowo śnieżne. Rysiu wraz z kolegami wyznaczany był do odśnieżania na drogach do: Franciszkowa, Poniatowa, Brudnic. Żeby utrzymać przejezdność dróg, trzeba było kopać tunele pośród masy śniegu (śnieg zalegał do wysokości górnej krawędzi słupów telefonicznych). Pracę wykonywali na tzw. „przerzuty”.

W czasie żniw zwiększał się skład ekipy do ok. 10 – ciu chłopców. Było to podyktowane potrzebą chwili, gdyż w czasie omłotów Niemcy starali się jak najszybciej pozyskać ziarno i zmagazynować je. Ekipa, w której pracował Rysiek wędrowała „od stodoły do stodoły” za młockarnią p. Wojciechowskiego (z dzisiejszej ul Olszewskiej). Młockarnia napędzana była maszyną parową. Po zakończonej młócce rolnik był najzwyczajniej w świecie okradany ze zboża, gdyż Niemcy zostawiali mu niewielką ilość ziarna i całość słomy.

Aresztowania

Ojciec Julian posiadał radio, za co można było stracić życie. Co więcej – słuchał go. Niestety, Niemcy dowiedzieli się o tym fakcie, jednak Julian utrzymywał, że o niczym nie wie i twardo bronił swojego stanowiska. Radia Niemcy nie znaleźli. Rysiek także słuchał po kryjomu. Ten radioodbiornik wyposażony był jedynie w słuchawki. Po aresztowaniu ojca przewieziono do aresztu Gestapo w Płocku. Stamtąd wracali nieliczni. Przyszedł czas, że rodzeństwem musiała się zająć starsza siostra Irena. W sumie aresztowano w tym czasie w Żurominie ok. 20 osób, oskarżając je o różne przewinienia.

Powrót

Ciężkie czasy nastały dla Rysia i jego rodzeństwa. Mama Marianna zmarła jeszcze przed aresztowaniem Juliana. Warsztat stolarski i praca na roli musiały dzieciom zapewnić utrzymanie. Młodszy brat Jurek znalazł zatrudnienie u sąsiada volksdeutscha Wilhelma Wichmana jako uczeń w warsztacie samochodowym. Po około półrocznej nieobecności, ojciec Julian został zwolniony z aresztu. Wrócił do domu wynędzniały do tego stopnia, że dzieci go nie poznały. Ustawiczne tortury i przesłuchania odcisnęły na nim swoje piętno, sprawiając, że stał się cieniem człowieka. Gestapowscy oprawcy odebrali mu zdrowie i siły. Próbował ponownie podjąć pracę w stolarni, lecz udało mu się to na krótko. Chorował. Za to, że twardo bronił się, zapłacił wysoką cenę. Nie został jednak złamany.

Spojrzeniem moim

Helena Kawczyńska - żona Ryszarda, została wywieziona w grudniu ‘40 jako kilkuletnie dziecko wraz z mamą Władysławą, babcią, i trójką rodzeństwa do miejscowości Maszyce w pow. miechowskim. Mimo strasznej biedy wszyscy mieszkańcy wsi składali żywność dla przybyłych z Żuromina. Najmłodszy, kilkumiesięczny brat Heli nie przeżył gehenny wysiedlenia. Zmarł w Maszycach.

W rzeczywistości Niemcy nałożyli na Żydów 3 kontrybucje, chcąc zagrabić maksymalną ilość cennych przedmiotów. Po trzeciej rozpoczęli deportacje.

Gdyby Julian przyznał się do posiadania radia, nie wróciłby do domu. Za tego typu „przewinienie” Niemcy wysyłali do obozu koncentracyjnego.

Görtzen – to nazwa Żuromina po wcieleniu go do Rzeszy. Czy brzmi niezrozumiale? Tak! Równie niezrozumiale brzmiało Flegelheim, Gromnau, Jungdorf itp. Czy te nazwy, oraz opisywane wydarzenia dają nam podstawy do przemyśleń? Żywię się nadzieją, że tak.

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Pokręt #1951521 | 46.112.*.* 11 mar 2016 23:40

    Jeśli są dzieci, jest wojna i coś jest zakazane to po co narażać sie na śmierć a dzieci na powolne konanie. To jest nieodpowiedzialność. Mógł iść do partyzantki na pół roku.Kto go wydał?? A kto był zaufanym żydów i jakie pieniądze dostał od żydów.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Dzwon #1951382 | 178.42.*.* 11 mar 2016 20:48

    Gdzieś bije dzwon ale w którym kościele trzeba się dobrze wsłuchać.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Darek #1951213 | 89.66.*.* 11 mar 2016 17:36

    Moja rodzina pochodzi z Żuromina i znam te sprawy z opowieści... Pozdrawiam.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz