Piątek, 9 grudnia 2016. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Z krainy wspomnień trzy opowieści.

2014-03-31 08:40:33 (ost. akt: 2014-03-31 08:46:11)
Dawne historie opowiadał pan Tadeusz Jankowski

Dawne historie opowiadał pan Tadeusz Jankowski

Autor zdjęcia: fot. mo

Podziel się:

W historycznej części Kuriera prezentujemy dziś trzy historie zabrane i opatrzone wstępem przez Marka Oryla z Żuromińskiej Grupy Historycznej.

redakcja
redakcja@kurierzurominski.pl

Na styku pamięci przemijających po sobie pokoleń i bezkresnej dziedziny czasoprzestrzeni najczęściej rodzi się legenda. Jest tą cząstką Historii, która nie musi odwoływać się do precyzyjnych dat ani również wyjaśniać zawiłości problematyki politycznej, gospodarczej czy też społecznościowej. Jest przede wszystkim dedykowana wyobraźni słuchacza lub czytelnika. Tylko zapomnienie jest więzieniem legendy, podania czy też jakiejś ludzkiej historii. Uwięzione w jakimś przedmiocie wołają do nas niemo o ocalenie. Czasami tylko przypadek decyduje o tym, że wyswobodzone powracają do życia i stają się lekcją z przeszłości. Poniżej prezentuję trzy autentyczne opowieści pochodzące kolejno z lat dwudziestych, trzydziestych i czterdziestych XX wieku. Dla wszystkich tożsame jest miejsce akcji – Chromakowo. Pomimo, iż zapewne legendami jeszcze nie są, to z każdej z nich wynika nauka i morał. Zarówno owe zapomniane historie, o których swego czasu było dosyć głośno, jak i niżej podpisany składają podziękowanie Panu Tadeuszowi Jankowskiemu oraz Panu Pawłowi Cupałowi za ocalenie ich od zapomnienia oraz urokliwą narrację.

Obrazek
Część majątku granicząca z dobrami poniatowskimi porośnięta była rozległym lasem liczącym sobie ponad sto lat. Monumentalne drzewa imponowały swoimi rozmiarami a ich szum nocą napawał grozą i budził respekt przed potęgą natury. Jednakże już wówczas prawo natury podlegało w coraz większym zakresie prawom ekonomii. Chromakowski dziedzic postanowił o sprzedaży drzew, po czym wnet cały las nabył kupiec wyznania mojżeszowego. Równie szybko i sprawnie przystąpiono do wycinki. Wozy tartaczne każdego dnia niemal do zmierzchu wywoziły powalone drzewa. Kiedy praca drwali miała się już ku końcowi, skonstatowali, że zostanie po nich tutaj tylko niebo i ziemia. Zgodnie postanowili zatem, iż jedno z drzew musi ocaleć. Uznano, że najbardziej odpowiednim będzie młode drzewo rosnące na samym skraju tego leśnego kompleksu. Jednakże, ażeby przetrwało potrzebny był odpowiedni koncept. Szybko sporządzono drewnianą skrzynkę a w jej wnętrzu umieszczono religijny obrazek jednego z pracowników. Po przymocowaniu tej prowizorycznej kapliczki do drzewa, oznajmiono o tym fakcie „ inwestorowi”. Roztropny Żyd kategorycznie zabronił jego wykarczowania. Kapliczka rychło została uznana przez wszystkich. Od tego momentu rzeczywiście Opatrzność zaczęła czuwać nad ocalałym drzewem. Przetrwało czasy sanacyjne, okupacyjne oraz komunistyczne pomimo kilku prób jego wycięcia do dziś jest żywym pomnikiem przyrody.

Jabłoń
Stara jabłoń – reneta jest ostatnim drzewem okazałego niegdyś dworskiego sadu oraz równocześnie jedynym niemym świadkiem historii, która miała miejsce w latach trzydziestych minionego stulecia. Dwaj bracia postanowili zorganizować wyprawę do dworskiego sadu po jabłka. Pod osłoną wczesnego jesiennego zmierzchu udało im się szybko i niepostrzeżenie dotrzeć do rzeczonego miejsca. Po upewnieniu się, że ze strony srogiego stróża i jego psów - brytanów nie ma zagrożenia, bracia energicznie przystąpili do pracy. Dwa pokaźne worki zostały zapełnione niemal w jednej chwili. Jednakże zachmurzone dotychczas niebo rozświetlił niespodziewanie księżyc, którego blask ogarniał całą okolicę. W związku z tą nową okolicznością bracia postanowili w drodze powrotnej zachowywać wzmożoną czujność i ostrożność. Bacząc, aby jeden fałszywy ruch nie zniweczył ich misternie zaplanowanego przedsięwzięcia, obydwaj mocno zgarbieni pod ciężarem worków mozolnie docierali do bezpiecznej już strefy. Będąc już w bezpośredniej bliskości swojego podwórka, bracia posłyszeli nagle energiczne kroki i toczącą się półgłosem rozmowę męską. Fakt ten postawił obydwu w stan konsternacji a następnie paniki. Natychmiast roztropnie rozdzielili się, ażeby salwując się ucieczką w przeciwnych kierunkach zmylić rzekomy pościg. Znaczny dopływ adrenaliny sprawił, że uciążliwa dotąd waga worków stała się najmniejszym problemem. Każdy z nich ze zwinnością łasicy znalazł schronienie w zaroślach.
Leżąc z głową zwróconą ku ziemi jeden z braci posłyszał i wyczuł kroki oraz wyraźnie zbliżający się dialog męski. Jednakże szybkość tego marszu w połączeniu z jego paraliżującym strachem spowodowały, że ledwie oddychając, leżał nieruchomo. Gdy niebezpieczeństwo minęło, ów brat skonstatował, że głosy „ścigających go” były dziwnie znajome, podobnie jak dwie oddalające się sylwetki, będące podobnie jak on obarczone workowym ładunkiem. Było to nad wyraz zastanawiające, jednakże radość z pomyślnego wyjścia z jakże kłopotliwego położenia uspokoiła czujność braci, aczkolwiek tylko chwilowo.
Rozwiązanie tej zagadki przyniósł dopiero słoneczny brzask następnego dnia. Każdego poranka budziło braci radosne gruchanie stadka gołębi będącego dumą ich kawalerskiego życia. Starannej pielęgnacji stada poświęcali niemal każdą swoją wolną chwilę. Tym razem jednak na dachu nie dało się zauważyć nawet jednego skrzydlatego pupilka. Błyskawiczna kontrola gołębnika uświadomiła braciom bolesną prawdę. Minionej nocy zawartość gołębnika stała się celem złodziejskiego procederu. Ocalał jedynie jeden wyliniały okaz. Szczegółowa rekonstrukcja zdarzeń obarczyła odpowiedzialnością za to, co się stało zły los. Wystarczyło jednak w odpowiednim momencie podnieść głowę, ażeby cały skrzydlaty łup pozostał przy prawowitych właścicielach. A sprawcy… cóż, zagadka ta do dnia dzisiejszego pozostaje nierozwiązaną.

Mundur
Styczeń 1945 roku definitywnie położył kres okupacji niemieckiej na terenie naszego powiatu. Przez poszczególne miejscowości przetaczała się fala wojsk Armii Czerwonej. W Chromakowie ustanowiono kilkudniową siedzibę dowództwa marszowych oddziałów. W domu państwa Beczyńskich rezydował radziecki generał, natomiast cała posesja otoczona została szczelną wartą. Na całej przestrzeni pomiędzy Chromakowem a Kruszewem usytuowano radziecką artylerię. Działa armat skierowano w stronę Rypina. W obsłudze jednego z dział służył młodziutki Rosjanin, był nieznacznie starszy od Tadeusza Jankowskiego, co z kolei nie przeszkadzało aby chłopcy znaleźli język porozumienia. Czerwonoarmista w czasie oblężenia Stalingradu stracił niemal całą swoja rodzinę. To tragiczne wydarzenie sprawiło, że żołnierzowi zobojętniało życie. Podkreślał, że teraz tylko pragnie zginąć żołnierską śmiercią. Czasami takich słów lepiej nie wypowiadać. Tego dnia styczniowe słońce dopiekało, więc młodzieniec nierozważnie rozpiął mundur, wnet stało się coś niespodziewanego. Kontrolujący obsługi dział kapitan nagle ryknął na niego i postawił na baczność. Okazało się, że pod mundurem artylerzysty znajduje się umundurowanie żołnierza Wehrmachtu, które dodatkowo miało chronić przed zimnem. Kapitan oznajmił podkomendnemu, że jeszcze tego samego dnia stanie przed Wojskowym Sądem Polowym. Słowa te wprawiły młodzieńca w straszliwy lęk. Począł rozpaczliwie prosić o zrozumienie i litość. Oficer po chwili nakazał zdjąć nieprzyjacielski mundur i oddać go Tadeuszowi Jankowskiemu, który ów uniform zachował. Jeszcze niedawno szukający śmierci na polu chwały młodzieniec teraz cieszył się, że historia ta nie zakończyła się przykrą puentą.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB