Piątek, 9 grudnia 2016. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Bolesław Topolewski – Sprawiedliwy 1/2

2014-04-18 08:20:45 (ost. akt: 2014-04-18 08:24:06)
Bolesław w towarzystwie drugiej żony Adeli (stojąca z tyłu) oraz siostry Klary Wojtaszewskiej

Bolesław w towarzystwie drugiej żony Adeli (stojąca z tyłu) oraz siostry Klary Wojtaszewskiej

Autor zdjęcia: fot. w zbiorach rodzinnych Topolewskich.

Podziel się:

Jest rok 1943. Jesienne pluchy spowijają okolicę. 16 - letnia Miriam, przeraźliwie płacząc, podchodzi do płotu Topolewskich. Dygocze zziębnięta. Babcia Antonina, zobaczywszy mizerną postać przemokniętej dziewczynki o blond włosach, lituje się i mówi: „Zostań już tutaj”. Biorąc ją pod dach, stawia na szalę nie tylko własne życie.

Tadeusz Manista
tadek.manista@op.pl

Dom na wybudowaniu

Przeradz Mały. Helena i Bolesław Topolewscy wraz z dwoma synami i babcią Antoniną mieszkają z dala od wsi, na „wybudowaniu”. Jesienią ’43 zjawia się pochodząca z Bieżunia Miriam Kirszenbaum.

Żydówka
Przemoknięta, przemarznięta dziewczyna szuka schronienia. Nie ma gdzie się podziać. Od kiedy Niemcy wygnali Żydów z Bieżunia, jej życie jest tułaczym pasmem. Straciła już ojca, matkę, brata, jednak do przodu pcha ją nadzieja i wola przetrwania. Może tutaj znajdą się Polacy o wielkich sercach, u których będzie jej dobrze? Przed dom wychodzi babcia Bolesława - Antonina Hofman. Zanosząca się od płaczu dziewczyna prosi o schronienie i pomoc, na co zdjęta litością kobieta odpowiada: „Zostań już tutaj”. Przyjmując Żydówkę pod dach, naraża nie tylko siebie, ale i całą rodzinę.
Mindzia dobrze została przyjęta przez gospodarzy. Choć była niewielkiego wzrostu i wątłej budowy, starała się ze wszystkich sił pomagać w gospodarstwie. W każdej niemal pracy wyręczała Helenę. Domownicy postrzegali ją jako bardzo uczynną, o wielkiej dobroci. Gospodarza zadziwiała tym, że podejmowała czasami prace, które przerastały jej siły. Na to nie mógł pozwolić. Zaczęli ją dla bezpieczeństwa nazywać Emila, a na szyi zawiesili krzyżyk.

Bolek

Wstąpił w szeregi podziemnej organizacji – POZ. W niedługi czas potem 1 września ’44, przyjechało 13 gestapowców z ciechanowskiej placówki. Otoczyli gospodarstwo, a z chwilą nastania świtu podeszli pod dom i zapukali do okna. Bolek wstał i zapytał z wnętrza domu: „Kto tam?” Odpowiedź: „Policja!” nie wróżyła niczego dobrego. Kiedy gospodarz otworzył, usłyszał pytanie, czy przechowuje bandytów. Zanim padła odpowiedź zagrozili mu: „ Jeśli skłamiesz spalimy gospodarstwo, a rodzinę wybijemy”. Bolek odpowiedział , że nikogo w domu nie przechowuje. Padło kolejne pytanie, tym razem o gospodarstwo. „Za budynki gospodarcze nie ręczę, bo tam mógł ktoś w nocy się schronić” - odparł mężczyzna. Poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu. Jeden z funkcjonariuszy sprawdził buty gospodarza. Gdyby były mokre, mogło być podejrzenie, że wychodził w nocy.

Schronienie

Kiedy obcy zastukali do okna, babcia Antonina ukryła Emilkę w swoim pokoju, w łóżku. Obszerne pierzyny dawały bezpieczeństwo, jednak dziewczyna bała się tak bardzo, że zaczęły jej potwornie szczękać zęby. Wsunęła wiec dłoń do ust, żeby wytłumić dźwięki. Niemcy pod pierzynę nie zajrzeli.

Aresztowanie

Gestapowcy zabrali Bolka do Przeradza, do domu pp. Szczechowiczów. Zażądali, żeby gospodyni uraczyła ich śniadaniem. Po śniadaniu wyruszyli wraz z zatrzymanym w dalszą drogę – do Chromakowa. Tam zatrzymali się w majątku prowadzonym przez niemieckiego zarządcę. Po krótkim pobycie ruszyli do Lubowidza. Na tamtejszym posterunku Bolek przesiedział do rana. Kiedy zaczęło się rozwidniać, p. Ziółkowski podstawił zaprzężoną w konie bryczkę. W towarzystwie dwóch żandarmów – Riclera i Szmalca, Topolewskiego odwieziono do Mławy. Na stacji kolejowej Ricler rozstał się z konwojem i wrócił do Lubowidza. Tymczasem Bolek został załadowany przez Szmalca do pociągu.

Niemki

Wagony pękały w szwach. Wszędzie było pełno Niemców. Taka sytuacja spowodowana była faktem, że front znajdował się już na Narwi. Bolesław nie jadł od dłuższego czasu żadnego posiłku. Czuł, że coraz bardziej opada z sił. Kiedy pociąg dojechał do Wyszyn, mężczyzna nie mógł wstać z miejsca. Przy okazji dłuższego postoju Niemcy opuścili wagony. Stali na peronie, rozmawiali, w końcu wrócili na miejsca. Zatrzymany zwrócił się do konwojującego: „Panie Szmalc. Mnie już siły opuszczają, ja stać nie mogę”. Konwojent wstał i podszedł do grupki żołnierzy siedzących wraz z kobietami. Po krótkiej wymianie zdań jeden z żołnierzy podniósł się i podszedł do Bolesława. Wskazał zatrzymanemu wolne miejsce, aby ten usiadł. Polak podziękował i w końcu mógł spocząć. Młode Niemki powtarzały sobie tymczasem słowa Polaka: „Dzekuję, dzekuje”. Po czym: „Danke schön, dzękuje, spasiba”.

Na Gestapo

Po dostarczeniu Bolesława do ciechanowskiej placówki Szmalc udał się w drogę powrotną. Był zdziwiony, kiedy ujrzał przed żołnierzami karty osobowe sporządzone przez żandarma Popeckiego w Lubowidzu. Były one w języku niemieckim. Aresztowanego zaczęto wypytywać o przebieg służby wojskowej. Odpowiadał na pytania zgodnie z prawdą. Swoją służbę odbył w Płocku, w 4. Pułku Strzelców Konnych. W szkółce podoficerskiej otrzymał stopień kaprala. Kiedy funkcjonariusze zakończyli zadawanie pytań, jeden z nich odprowadził Bolka zakutego w kajdanki do gestapowskiego więzienia. W drodze widzieli ogrom wojska niemieckiego. Najbardziej przykuwały uwagę Bolka potężne działa i czołgi. Niemiec zapytał: „Czy wasza armia miała takie na wyposażeniu?”. Bolek odpowiedział: „Nie, nie miała”, po czym usłyszał: „Wy głupie Polaki, chcieliście wojować z Niemcami?”. Bolek nic nie odpowiedział, tylko pomyślał: „Wy takiecie uzbrojeni, ale długo tu już nie będziecie”. Odprowadzony do więzienia został zamknięty w celi z innymi więźniami. Wkrótce pojawił się wśród nich gestapowski konfident.

Spojrzeniem moim

Wiele osób wiedziało w okolicy, że pp. Topolewscy przechowują młodą Żydówkę. Wszyscy milczeli. Bardzo ciekawym jest fakt, że wiedziały o tym także dzieci. Pan Roman Pawlak wspomina, że jako młody chłopak przychodził z Siemcich do swoich kolegów – Witka i Edwina (synowie Bolesława). Wiedział, że ich rodzice ukrywają żydowskie dziecko. Ukrywali także przed nim tak skutecznie, że nigdy dziewczyny nie widział na oczy. Wiedział także, że nie może się to wydać. W przeciwnym razie wiele osób mogłoby stracić życie. Wiedział, czym jest dochowanie tajemnicy, gdyż w tym czasie, w jego domu, jego rodzice ukrywali angielskiego lotnika zestrzelonego gdzieś nad Polską.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB