Piątek, 9 grudnia 2016. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Bolesław Topolewski – sprawiedliwy 2/2

2014-04-30 08:42:43 (ost. akt: 2014-04-30 08:49:20)
Miriam Kirszenbaum mieszkająca obecnie w Nowym Jorku

Miriam Kirszenbaum mieszkająca obecnie w Nowym Jorku

Autor zdjęcia: fot. w zbiorach Sławomira Topolewskiego

Podziel się:

Mija pięć tygodni od chwili aresztowania. Bolek został wywołany przez Wachmana: „Topolewski?!”. Więzień odpowiedział: „Jestem”. Po otwarciu kraty do celi wszedł Wachman. Jeden z więźniów złożył mu meldunek, że w celi przebywa 22 mężczyzn. Po przyjęciu meldunku Niemiec podszedł do Bolka i powiedział: „Zabieraj wszystko co masz, dzisiaj będziesz powieszony”.

Tadeusz Manista
tadek.manista@op.pl

W celi

Niemcy osadzili Bolesława Topolewskiego w ciechanowskim więzieniu (Ziechenau). Nie mając przeciwko niemu dowodów, wprowadzili do jego celi konfidenta. Tak dla Bolka, jak i pozostałych współwięźniów było jasne, kim jest. Musieli się bardzo pilnować, żeby czymś się nie zdradzić. Po około pięciu tygodniach od chwili aresztowania Bolek został wywołany przez Wachmana: „Topolewski!”, na co ten odpowiedział: „Jestem”. Po otwarciu kraty, do celi wszedł Wachman. Jeden z więźniów złożył mu meldunek, że w celi przebywa 22 mężczyzn. Po przyjęciu meldunku Niemiec podszedł do Bolka i powiedział: „Zabieraj wszystko, co masz, dzisiaj będziesz powieszony”.

Droga w nieznane

Zaprowadził Bolka na wartownię. Żołnierz rozłożył przed sobą spis więźniów, odnalazł nazwisko skazańca, po czym powiedział: „Nie chciałeś się przyznać, nie powiedziałeś prawdy, a my wszystko wiemy, nam twoja żona powiedziała, że należysz do bandy”. Obruszony Bolesław odpowiedział: „To jest kłamstwo, to jest nieprawda, żona nie mogła tego mówić, bo ja do żadnej bandy nie należę”. Wachman uderzył go parę razy w twarz ze słowami: „Die polnischen hunde” – polskie psy. Niemiec piszący na maszynie nie rozumiał języka polskiego, więc Wachman wszystko mu dyktował. Znowu zwrócił się do więźnia: „Winy ci nie udowodniliśmy, zostaniesz zwolniony, pójdziesz do domu. Gdybyś się dowiedział o jakiejś bandzie, masz donieść na najbliższy posterunek policji. Gdyby ktoś prowadził rozmowy szkodzące państwu niemieckiemu – także masz donieść”. Rozkuł następnie więźnia i wyciągnął paczkę papierosów, częstując go. Bolek podziękował, lecz papierosa nie wziął. - „Co, nie chcesz od Niemca papierosa?”. - „Niepalący jestem, dajcie mi lepiej chleba, bo głodny jestem”. – „Dałbym ci, ale nie mam. Jak zostaniesz zwolniony, to ci Polaki dadzą, nażresz się”.

Wolny

Bolek odzyskał wolność. Idąc ulicami Ciechanowa, obserwował masy niemieckiego wojska i wszelkich sprzętów. Był wygłodniały, gdyż dzienna porcja, jaką otrzymywał, było to 12 dkg ciemnego chleba, talerz wodnistej zupy i brudna woda do picia. Na krańcach miasta zobaczył chatkę krytą papą z drewnianym płotem wokoło. Pomyślał, że Niemców tam nie ma. Postanowił wejść do środka. Kiedy zastukał do drzwi, w progu pojawiła się kobieta. Widząc zarośniętego mężczyznę, zapytała: „Z Gestapo?”. Kiedy usłyszała twierdzącą odpowiedź, zaprosiła go do środka. Bolesław chciał kupić od niej kawałek chleba, lecz gospodyni nie chciała o tym słyszeć. Przygotowała mu posiłek składający się z chleba, kaszanki i zbożowej kawy.

Dla dwóch

„Mam tu bieliznę dla dwóch więźniów siedzących na Gestapo” – powiedziała kobieta. - „A dla kogo, ma pani adres?” – „Dla Topolewskiego Bolesława i dla Olczaka z Rudy k/Lubowidza. Dla Bolka było to jak zrządzenie Opatrzności. Trafił dokładnie tam, gdzie żona przysłała mu bieliznę. Niestety Zbigniew Olczak już nie żył. Został przez gestapowskich oprawców zabrany na śledztwo i bity dębowymi pałami do upadłego. Po przesłuchaniu bestie wzięły nieszczęśnika pod pachy i zaprowadziły go do celi. Plewko (Ukrainiec) – komendant Gestapo, który był zajadłym wrogiem Polaków, powiedział do skatowanego: „Olczak, jutro dostaniesz maślanki”. „Dziękuję, wystarczy mi tego, coście mi dali” – odparł urywanym głosem Olczak. W wyniku pobicia, jeszcze tej nocy mężczyzna zmarł. Kobieta wysłuchała opowieści Bolka, po czym wyprawiła go w drogę.

Prowokacja

Bolek wrócił do domu rodzinnego. Wkrótce potem zjawiło się w jego gospodarstwie trzech mężczyzn ubranych po cywilnemu. Poinformowali gospodarza, że są z lasu. Bolek zwietrzył podstęp po tym, jak zobaczył wystające siano z ich menażek. Poprosili o posiłek. Zostali nakarmieni, jednak w czasie ich pobytu w zagrodzie Topolewskich, Bolek oddalił się, i zameldował o zaistniałych odwiedzinach na najbliższym posterunku żandarmerii. Gdyby tego nie uczynił, to jak przypuszczał, z powrotem zostałby zabrany na Gestapo. Przebierańcami okazali się żołnierze żandarmerii polowej operującej w okolicy.

Mindzia

Dziewczyna, zanim trafiła do domu Topolewskich, tułała się. Przyszła do nich z Lutocina od rodziny Józefa Borka. Kiedy zjawiali się w podwórzu jacyś nieznajomi, ukrywała się w zabudowaniach gospodarczych. Kiedy zbliżał się front, zobaczyła idących w odległości 50 m od zabudowań żołnierzy. Omyłkowo wzięła ich za Rosjan i wybiegła na spotkanie wyzwolicielom. Kiedy usłyszała, że mówią po niemiecku, czym prędzej zawróciła. W rzeczywistości było to 5-ciu Ukraińców z Głębokiej, którzy zostali odcięci od swoich. Wpadli w sidła Rosjan w Poniatowie, gdzie zostali rozstrzelani koło młyna, i tam też pochowani. Emila opuściła gospodarzy i udała się do swojego domu w Bieżuniu. Władze nie chciały jej tego domu oddać. Schronienie znalazła w Sierpcu na ul. Płockiej.

Kłopoty

Za swoją przynależność do POZ Bolek został aresztowany. Przetrzymywano go w mławskim UB. Ciągłe przesłuchania stały się nową rzeczywistością. W końcu pojawił się konfident. Bolek, mając już to doświadczenie, spostrzegł, że „przybyły z lasu”, pod pozorem snu przysłuchuje się rozmowom. W tym czasie żona Helena udała się do Mindzi, do Sierpca i poprosiła o wstawiennictwo u śledczego Ukierta w mławskim UB. Mindzia zgodziła się i Pojechała na rozmowę. Ukiert także był Żydem. Po przedstawieniu przez nią historii ukrywania u Topolewskich w Przeradzu Małym, śledczy spowodował zwolnienie Bolka.

Spojrzeniem moim

Można powiedzieć, że Mindzia - Emilka szybko spłaciła swój dług wdzięczności wobec gospodarzy, wyciągając Bolka z mławskiego UB. Jednakże, czy trzeba rozpatrywać to zagadnienie w kategoriach długów? Może raczej należałoby powiedzieć, że uratowali sobie życie nawzajem. Wiemy bowiem, czym kończyły się przesłuchania na UB. Nietrudno się też domyśleć, czym mogło się skończyć odkrycie w pierzynach, gdzie obok babci Antoniny szczękała zębami przerażona Mindzia.

Zaoszczędziłem Ci Drogi Czytelniku opisu stanu, do jakiego doprowadziły gestapowskie bestie (podkreślam – bestie!) Zbigniewa Olczaka z Rudy.

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Forum Radunia #2028821 | 89.66.*.* 18 lip 2016 13:56

    Straszne czasy, potrzeba wiele czasu na sprawdzanie rzeczy, by wyrobić sobie wyważoną opinię na wszystko...

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Pokręt #1392738 | 164.126.*.* 9 maj 2014 21:36

    A gdzie komentarze?????????????????

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz