Sobota, 3 grudnia 2016. Imieniny Hilarego, Franciszki, Ksawery

Nastał czas wojny

2014-09-09 15:03:20 (ost. akt: 2014-09-09 15:09:08)
Tych samolotów nam brakowało - PZL P 11 C

Tych samolotów nam brakowało - PZL P 11 C

Podziel się:

Są daty, które w historii naszego narodu zapisały się tragicznie. Bez wątpienia taką jest 1 września '39. Już od wczesnych godzin porannych mieszkańcy obserwowali klucze samolotów niemieckich lecących nad Warszawę. Naoczny świadek z Brudnic opisuje to wydarzenie jako pełne grozy. Relacje gen. Andersa przedstawiają szersze spojrzenie na początek działań wojennych na naszym terenie.

Tadeusz Manista
tadek.manista@op.pl

Wojna

Już od wczesnych godzin porannych dało się zaobserwować lecące z Prus Wschodnich nieprzyjacielskie samoloty. Pomruki salw artyleryjskich dochodziły z rejonu Mławy, gdzie toczyły się ciężkie walki 20 Dywizji Piechoty z niemiecką Dywizją Pancerną Kempf. Dywizja dowodzona przez gen. Kempfa atakowała polskie pozycje umocnione bez powodzenia. W wyniku tego przerzucono ją w rejon Ciechanowa, gdzie operowała Mazowiecka Brygada Kawalerii.

Generał Anders

We wsiach i miasteczkach naszego regionu zaroiło się od polskich żołnierzy. Nowogródzka Brygada Kawalerii dowodzona przez gen. Władysława Andersa miała za zadanie osłaniać kierunek na Płock. Sam generał wspomina "...Każdy patrol wysłany ku granicy melduje o stale narastających siłach niemieckich. Ludzie, uciekający z Prus Wschodnich, przynoszą wiadomości o wzmocnionych zgrupowaniach czołgów, wielkiej ilości piechoty i artylerii. Prasa niemiecka i radio bez przerwy atakują Polskę. Mówią i piszą o terroryzowaniu Niemców, ba, nawet o pogromach. Wierutne to oczywiście kłamstwa, ale jakże znamienne.

O poranku

[...] Pierwszego dnia o świcie widzimy liczne nieprzyjacielskie dywizjony lotnicze, ciągnące na kształt kluczów żurawi w kierunku Warszawy. Wkrótce przychodzi telefoniczna wiadomość, że na stolicę zrzucono bomby. Prawie jednocześnie otrzymuję meldunki od usuniętych patroli, że Niemcy przekroczyli granicę. Są zabici i ranni Wojna rozgorzała. [...] Nadchodzą wiadomości, że Niemcy nacierają na całym froncie. Batalion mojej piechoty jest w ciężkiej walce. [...] Z niepokojem patrzę w niebo, gdzie widzę potężne formacje samolotów niemieckich przy zupełnym braku naszych. Przez radio słychać ciągłe: "Uwaga, Nadchodzi!". Przychodzą wiadomości o zbombardowaniu nie tyko Warszawy, ale i szeregu miast i miasteczek na głębokich tyłach".

Chaos

Na drogach północnego Mazowsza zaroiło się od mieszkańców uciekających "za Wisłę" w Płocku. Panowało powszechne przekonanie, że tam jest bezpiecznie. W niedługim jednak czasie okazywało się, że to nie prawda. Niemcom zależało na wywołaniu paniki wśród ludności cywilnej, czego wynikiem było pośpieszne opuszczanie domów i gospodarstw. Sprzęty ładowane na wozy skutecznie tarasowały drogi, które były w nienajlepszym stanie. Bardzo to utrudniało transport wojska w wyznaczone rejony. Niemcy osiągnęli zamierzony cel.

Dantejskie sceny

Uciekająca ludność widząc poruszających sie żołnierzy zatrzymywała się oraz swoje tabory czyniąc przy tym wiele zamieszania. Przepustowość dróg malała do tego stopnia, że nie sposób było sie poruszać. Tysiące ludzi ciągnące drogami i bezdrożami stanowiło łatwy cel dla samolotów nieprzyjaciela. Największą panikę wywoływały nadlatujące Junkersy Ju 87, które miały zamontowane syreny. Budziły one wśród uciekających grozę i przerażenie, jednak najgorsze następowało w kilka chwil później, kiedy to samolot wychodząc z lotu nurkowego, zaczynał strzelać do ludzi. Tak opisuje to gen. Anders " [...] Widzę, jak lotnik niemiecki kołuje nad gromadą koło setki małych dzieci, wyprowadzonych przez nauczycielkę z miasteczka do pobliskiego lasu. Zniża sie na 50 m, rzuca bomby i strzela z karabinu maszynowego. Dzieci rozpryskują się jak wróble, ale kilkanaście barwnych plam zostaje na polu. Mam przedsmak tego, jaka będzie ta wojna. [...] Drogi zawalone kolumnami wozów, dział, wózków z karabinami maszynowymi i kuchni. Setki samolotów nieprzyjacielskich bombardują nie tylko kolumny, ale i poszczególne grupy żołnierzy, cofających się przez pola."

Rajd nad Żurominem oczami świadka

Niemiecki samolot odłącza się od klucza lecącego w kierunku Warszawy i nadlatuje nad targowisko pełne ludzi obok żuromińskiego kościoła. Za nim leci drugi. Wydaje się że tragedia jest nieunikniona. Z jakiegoś jednak powodu zrzuca bomby w oddali, nie robiąc nikomu krzywdy. Wydarzenie to opisuje na kartkach papieru, naoczny świadek z pobliskich Brudnic p. Ryszard Guz.

Rok 1939.

"1 – go września wybuchła wojna. 4 – go 9. 1939 był w Żurominie wielki targ i jarmark. Parku przy kościele nie było, od gmachu Kina do kościoła był wielki plac targowy, tak samo jak na Zieleniaku. Na placu zgromadziło się setki ludzi i furmanek. Około godziny 10 – ej nadleciał samolot niemiecki i zrzucił po lewej stronie kościoła w stronę Unitry, szereg bomb. Odległość od placów targowych i od kościoła było około 300 metrów, a na linii kościoła były 3 bomby. Gdyby te bomby spadły na targowiska pełne ludzi i furmanek to byłoby setki zabitych i rannych. Widocznie Matka Boska Żuromińska która ma nas w swojej świętej opiece nie pozwoliła na śmierć setek niewinnych ludzi. Był to prawdziwy Cud w Żurominie. Byłem na miejscu wybuchów bomb. Były tam kratery około 3 metry szerokości i około 1,5 metra głębokości. Jako dowód prawdy proszę zapytać starszych mieszkańców Żuromina, którzy mają około 80 lat, oni pamiętają wybuch wojny i bomby zrzucone na Żuromin. Guz Ryszard”

Od autora

W dniu 4 września nastąpiło odejście na pozycje zapasowe polskiej 20 DP (dywizji piechoty) po Bitwie pod Mławą, w kier. Twierdzy Modlin. Lotnictwo niemieckie miało za zadanie niszczyć wycofujące się wojsko z całą bezwzględnością. Prawdopodobnie pilot samolotu zorientował się, że duże skupisko ludzkie obok kościoła to cywile a nie żołnierze Polscy. Na zawsze jednak pozostanie zagadką, dlaczego ładunek bomb wyrzucił na pustych polach. Drugi z samolot po chwili wrócił do klucza.

W przedstawionych relacjach występują nazwy znane nam współcześnie. W tamtym czasie posiadały inne określenia. Otóż teren dzisiejszej Unitry, to dla przedwojennego mieszkańca Bidakowo. Dzisiejszy Zielony Rynek nazywany był Zieleniakiem. Powojenne Prezydium mieściło się w budynku dzisiejszego Starostwa Powiatowego. Do podanej liczby ludności polskiej i żydowskiej należy się odnieść krytycznie. Jak podają zgodnie różne źródła, obu nacji żyło w przedwojennym Żurominie po połowie.
O ileż bogatsza byłaby wiedza na temat miejsca w którym żyjemy, gdyby uczestnicy ważnych wydarzeń przelewali je na kartki papieru. Nam współczesnym pozostaje cieszyć się takimi „perełkami” jak te powyższe, bo wzbogacają w jakimś stopniu tę wiedzę i są relacjami „z pierwszej ręki.” To dzięki nim, przy odrobinie wyobraźni, można wyczuć klimat przedwojennego małego miasteczka, zagubionego pośród bagien północnego Mazowsza.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. wawasz #2026388 | 77.252.*.* 13 lip 2016 13:38

    to PWS-10...

    ! - + odpowiedz na ten komentarz