środa, 7 grudnia 2016. Imieniny Agaty, Dalii, Sobiesława

Powstanie styczniowe. Społeczeństwo na Ziemi Żuromińskiej

2014-10-14 14:47:14 (ost. akt: 2014-10-14 14:51:30)
Grobowiec poświęcony powstańcom styczniowym. Poniatowo fot. Marek Oryl

Grobowiec poświęcony powstańcom styczniowym. Poniatowo fot. Marek Oryl

Podziel się:

,,Macie do wyboru albo trwać w waszych złudzeniach i marzeniach o Polsce niepodległej albo żyć spokojnie i jako wierni poddani pod moim rządem. Jeżeli ciągle, uporczywie marzyć będziecie o narodowości oddzielnej, Polsce niepodległej i tym podobnych urojeniach i dziwactwach nie możecie nie ściągnąć na siebie wielkich nieszczęść”. Tak brzmiała oferta złożona przez cara Mikołaja I warszawskim elitom w październiku 1835 roku.

Marek Oryl
redakcja@kurierzurominski.pl

Luźna, aczkolwiek ultymatywna formuła zobowiązania przetrwała do stycznia 1863 roku. Nie zniechęciła ona Polaków na naszych terenach do walki o wolność.



Czym była próba wskrzeszenia państwowości polskiej dla Imperium Rosyjskiego? Za odpowiedź niech posłuży wymowa liczb. W 1860 roku na terenie Królestwa Polskiego stacjonowało 45 tys. żołnierzy rosyjskich. Ogłoszona w tym samym czasie reforma ministra wojny Dmitryja Milutina zakładała, że stan pokojowy wojsk Imperium wynosić będzie 619 tys. żołnierzy, natomiast na stopie wojennej 1 mln 200 tys. wojsk. Biorąc pod uwagę fakt, że tuż przed upadkiem powstania liczebność wojsk rosyjskich w granicach Królestwa sięgała 400 tys. żołnierzy, po uwzględnieniu strat w polu konkludujemy, że do tłumienia powstania Imperium użyło zasobów rezerwowych.
W tej krótkiej pracy przyczynkarskiej pragnę przedstawić Czytelnikowi kompilację wybranych wydarzeń, nastrojów społecznych a także postaci, które odegrały dość istotną rolę oraz zaakcentować udział lokalnej warstwy chłopskiej i duchowieństwa w Powstaniu Styczniowym.

Chłopi w powstaniu
Wedle relacji Rajmunda Otrembskiego z Lubowidza znajdującej się w zbiorach profesora Ryszarda Juszkiewicza a zawierającej wspomnienia jego dziadka Tomasza Otrembskiego, powstańca i jednocześnie podkomendnego dowódcy oddziału partyzanckiego Bronisława Gasztofta dowiadujemy się, że ,,(…)Chłopów nie było dużo w powstaniu. Powstańcy nachalnie nie brali do powstania, ale przekonywali. Ojciec opowiadał, że Gasztoft zorganizował w Poniatowie zebranie chłopów, których było 50. Mówił do nich o walce o Polskę i kazał wstąpić tym, którzy chcą się przyłączyć do powstania. Tylko trzech pozostało. Najwięcej w szeregach powstańczych było oficjalistów chłopskich, rzemieślników i szlachty”.
Inna relacja uczestnika działań powstańczych pochodzącego z Bądzyna podaje, że z jego rodzinnej miejscowości w zgrupowaniach kosynierskich uczestniczyło 12 chłopów, natomiast z innych okolicznych miejscowości w walkach powstańczych w różnych formacjach wzięło udział bardzo wielu mieszkańców tychże wsi.
Na szczególną uwagę zasługują również wspomnienia Ignacego Góralskiego z Przyspy. Niejako na marginesie poniższej wypowiedzi nadmienię, że Ignacy Góralski nie był zwykłym synem tej ziemi. W roku 1919 został wybrany posłem na Sejm Ustawodawczy, rok później ochotniczo zaciągnął się do 205. pułku piechoty i wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej, piastował wiele odpowiedzialnych funkcji w komisjach sejmowych jak i organizacjach społecznych. ,,(…)Mój ojciec Antoni Góralski walczył w powstaniu. Miał wtedy 17 lat. Jak mi ojciec opowiadał, było dużo powstańców ze wsi Zielona, Nidzgora, Kuczbork, Chodubka, Miłotki, Krzywki, Garnkowo. Była to przeważnie drobna szlachta. Ojciec mówił, że śpiewano pieśni wśród powstańców o Langiewiczu(…)”.

Powstanie styczniowe a cywile (okolice wsi Żuromin)
Specyficzną pozostawała sytuacja ludności cywilnej w czasie powstania na terenach obecnego powiatu żuromińskiego, gdzie nie można powiedzieć o permanentnej okupacji ani przez wojska carskie, ani oddziały powstańcze. Zarówno regularne kolumny marszowe wojsk carskich jak i formacje powstańcze charakteryzowały się znaczną ruchliwością, co skutkowało naprzemiennym pojawianiem się w tym teatrze wojny. Dodajmy, że w pewnym momencie powstania nasilenie bitew i potyczek w okolicach Żuromina było znaczne i w konsekwencji uciążliwe dla mieszkańców wsi. Strony walczące domagały się bezwzględnego posłuszeństwa i dostarczania żywności a także ekwipunku. Nieustabilizowana sytuacja oraz wojenna rzeczywistość deprawowała i rodziła różnego rodzaju patologie. Zdarzały się niesprawiedliwe donosy, kary chłosty jak i brutalne egzekucje. Za pomoc żywnościową udzieloną powstańcom patrol kozacki ukarał mieszkańca Zielunia rozdarciem go pomiędzy dwoma brzozami.
Zapał powstańczy na naszych terenach nie był powszechny, czasami przyczyny defetyzmu były wręcz prozaiczne, oddajmy głos mieszkańcowi Nidzgory (…) każdy bojał się pochlastania, gdyż nie umieli wojować. Bo żeby to była prawdziwa wojna. Bojeli się też Sybira. Byli tacy, co przed powstaniem uciekali na Pomorze, do Prus(…)”.

Duchowieństwo w powstaniu
Biorąc pod uwagę fakt, iż ogólna liczba duchowieństwa diecezji płockiej wynosiła 400 księży oraz, że w wyniku działań represyjnych ucierpiało 180 duchownych należy podkreślić, że przeświadczenie władz rosyjskich o udziale duchowieństwa diecezji płockiej w powstaniu było niepomierne. Spośród 22 najsrożej ukaranych kapłanów należy wymienić proboszcza z Lutocina Kowalewskiego Feliksa oskarżonego o odczytanie w kościele aktu Centralnego Komitetu Narodowego oraz nawoływanie do udziału w powstaniu i skazanego na 10 lat robót katorżniczych na Syberii, Manelskiego Walentego – proboszcza w Lubowidzu głoszącego z ambony treści wymierzone przeciwko Imperium Rosyjskiemu i skazanego na 8 lat katorgi w Syberii. Obydwu pozbawiono godności kapłańskiej i praw stanu. W bitwie pod Kęczewem poległ kapelan oddziału ksiądz Julian Dotkiewicz ze zgromadzenia reformatów w Żurominie. Zapewne z podobnej przyczyny aresztowano również księdza Ambrożego Drzymałę z klasztoru w Żurominie. Po klęsce powstania władze carskie dekretem z dnia 8 listopada 1864 zlikwidowały żuromiński klasztor.

Powstaniec z Brudnic
Na zakończenie pragnę ukazać powstańcze losy Józefa Ludwika Sokołowskiego - przy czym rekonstrukcja biograficzna tej postaci ze względu na niezbyt obfity zasób danych pozwala nam na przedstawienie tylko szczątkowych informacji. W większości źródeł występuje jako dziedzic folwarku Lenie Małe oraz dzierżawca majątku Brudnice w gminie Rozwozin. Jako młody szlachcic, mając lat 20, wziął udział w postaniu listopadowym, w czasie którego dosłużył się rangi oficerskiej. Po upadku powstania zmienił się główny front walki władzy carskiej - wprowadzono bezwzględną strategię represyjną wobec czego Sokołowski zamieszkał w Berlinie i przyjął poddaństwo pruskie. 10 lipca 1835 roku władze carskie uznały go za wygnańca z Ojczyzny. W roku 1857 wraz z żoną Józefą z d. Raczyńską powrócił do rodowego majątku. W obliczu nadchodzących wydarzeń insurekcyjnych ogłosił się pułkownikiem sił powstańczych i włączył się czynnie w walki niepodległościowe. Upadek powstania styczniowego jednakże kolejny raz oznaczał emigracyjną gehennę. W roku 1871 syn Konrad wraz z matką sprzedali rodzinną posiadłość i osiedli w Brudnicach. 18 grudnia 1871 roku dołączył do familii po latach wygnania Józef, jednakże dokumenty tzw. ,,kartę pruską” wystawioną miał na nazwisko Ludwika Józefa Szulca. Fakt ów nie wzbudził zastrzeżeń pracowników komory celnej w Zieluniu, jednakże zainteresował naczelnika żandarmerii na powiat mławski i sierpecki. Aktu aresztowania Sokołowskiego dokonano w Brudnicach i przekazano na postępowanie komisyjne do Warszawy. Wskutek tak nieoczekiwanego obrotu spraw Sokołowski doznał paraliżu, co jednak nie zwalniało aresztanta od obowiązku meldowania się i dozoru policyjnego. Wobec znacznego pogorszenia stanu zdrowia 1 stycznia 1874 roku otrzymał zwolnienie cesarskie. Ostatnie lata swojego życia związał z Brudnicami.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB