Sobota, 10 grudnia 2016. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Tajne nauczanie w Żurominie

2014-12-08 15:26:30 (ost. akt: 2014-12-08 15:28:48)
Bohaterowie tajnych kompletów: W górnym rzędzie od lewej: Wiesława Dąbrowska, Tadeusz Rutowski, Eugeniusz Zagórny, Leszek Krajewski, Halina Kawczyńska. W środkowym rzędzie od lewej: Emilia Byber, nauczycielka Helena Popławska - nauczycielka, Maria Słowiko

Bohaterowie tajnych kompletów: W górnym rzędzie od lewej: Wiesława Dąbrowska, Tadeusz Rutowski, Eugeniusz Zagórny, Leszek Krajewski, Halina Kawczyńska. W środkowym rzędzie od lewej: Emilia Byber, nauczycielka Helena Popławska - nauczycielka, Maria Słowiko

Podziel się:

W 1939 roku już na początku okupacji Niemcy ogłosili powszechny nabór do szkoły. Początkowo ludność Żuromina była nieufna – niewiele dzieci zapisywało się do niemieckiej szkoły. Jednak kiedy przez tydzień trwały zwykłe zajęcia, wtedy chyba wszyscy żurominianie wysłali tam swe pociechy. Dopiero w tym momencie Niemcy pokazali swe prawdziwe zamiary. Zajęć zaprzestano, a dzieci w godzinach lekcji musiały ciężko pracować.

Adam Ejnik
a.ejnik@kurierzurominski.pl

Upór ludności naszego miasta był jednak wielki. Skoro nie można było uczyć legalnie, lekcje prowadzono w konspiracji. I choć za takie praktyki groziła kara obozu, tajne nauczanie trwało niemal do końca wojny.

Organizacji tajnego nauczania na terenie Żuromina podjęła się działająca w okupowanej Polsce Tajna Organizacja Nauczycielska (dziś dzięki staraniom Związku Nauczycielstwa Polskiego imieniem TON-u nazywa się rondo na skrzyżowaniu ulic Wyzwolenia i Jana Pawła II). W 1940 roku tajnym nauczaniem w naszym rejonie kierował mieszkaniec Żuromina nauczyciel Stanisław Byber. W kierownictwie znalazł się także Anastazy Kołodziejski nauczyciel z Dąbrowy. Zajmowali się oni też bezpośrednio pracą z dziećmi. Tadeusz Rutowski wspomina, że choć Nastuś (Anastazy Kołodziejski) był niewielkiego wzrostu, był niezwykle charyzmatyczny i cieszył się wielkim szacunkiem wśród uczniów. Oprócz nauczania działacze TON-u zajmowali się zdobywaniem książek i wszelkich pomocy dydaktycznych. Niestety, mimo mozolnego gromadzenia książek z ocalałych bibliotek oraz prywatnych księgozbiorów, było ich wciąż mało, dlatego kierownictwo TON-u zdecydowało się wydawać własne materiały dydaktyczne. Ruszyły domowe drukarnie. Wiadomo, że jedna z nich mieściła się w Olszewie (pod redakcją Józefa Redy) druga w Dąbrowie (za sprawą Anastazego Kołodziejskiego). Nauczyciele próbowali również wydawać własne podręczniki – wiadomo o takich próbach w Dębsku, Sadłowie.
Najtrudniejszym jednak zadaniem dla nauczycieli były same zajęcia. Ryzykowano wiele – własne życie. Dlatego stosowano różne sposoby, by nie zwrócić na siebie uwagi. Na przykład, jak wspomina Tadeusz Rutowski podczas zajęć z panią Popławską zawsze na posterunku były niemieckie podręczniki. Pewnego razu trzeba je było wykorzystać. Do izby wkroczyli Niemcy, ale na szczęście nauczycielka już wcześniej zorientowała się, że jest coś nie tak – książki polskie schowano do kominka, na wierzchu pojawiły się niemieckie elementarze. Sytuacja ta miała miejsce w 1944 roku. Po niej pani Popławska nie zaryzykowała już prowadzenia zajęć.

Tajnym nauczaniem zajmowali się też nauczyciele w innych gminach. W gminie Bieżuń tajnymi kompletami zajmował się znany poeta, społecznik Stefan Gołębiowski, w okolicach Bieżunia Maria Sochacka i Władysława Kotarska. Udział w nauczaniu mieli nie tylko nauczyciele. Przykładem może być grupa harcerska, którą stworzyli młodzi żurominianie między innymi Tadeusz Rutowski, Jerzy Maryniak, Witold Zakroczymski, Zagórny i Krajewski. Młodzieńcy spotykali się w różnych miejscach urządzali wspólne zabawy, rozmawiali o literaturze i o harcerskiej tradycji. Dość powiedzieć, że przyjęli charakterystyczne pseudonimy: Kmicic, Skrzetuski, Zagłoba – bohaterowie Trylogii użyczyli imion harcerzom. W 1944 roku ci młodzi ludzie mieli zamiar iść na pomoc Powstańcom Warszawskim. Posiadali już nawet broń, jednak wyprawa do stolicy nie doszła do skutku.
Dużą dojrzałość społeczną wykazali również młodzi ludzie z sąsiedniej wsi Olszewo, którzy podczas spotkań straży pożarnej nauczali dzieci z klas I-IV. Podobnie jak w przypadku żuromińskich kompletów pod ręką zawsze były podręczniki niemieckie.

Poziom nauczania był różny, ale często takie nauczanie zastępowało szkołę. Jadwiga Rutowska rocznik 1933 do szkoły podstawowej uczęszczała tylko podczas wojny do pani Popławskiej. Po wojnie z powodzeniem dawała sobie radę w płockim Gimnazjum.



Według obliczeń (Franciszek Midura) podczas okupacji na terenie powiatu sierpeckiego (m.in. Żuromin i gmina Bieżuń) pracowało około 120 nauczycieli. Tajną oświatą objęto około 2200 dzieci na 150 kompletach liczących 3-8 uczniów. Oświata mimo wojny była zjawiskiem powszechnym. Sami zaś nauczyciele musieli się wobec represji Niemców na polskiej inteligencji ukrywać. Nie posiadali żadnego zajęcia zarobkowego i żyli tylko dzięki pomocy ludzi dobrej woli.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB