Sobota, 10 grudnia 2016. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Żuk z Kolorado

2015-01-26 14:06:28 (ost. akt: 2015-01-26 14:08:12)
Mieszkańcy Bieżunia jadą walczyć z żukiem z Kolorado

Mieszkańcy Bieżunia jadą walczyć z żukiem z Kolorado

Podziel się:

Inspiracją dla kolejnego felietonu stała się fotografia odnaleziona w zbiorach rodzinnych Reginy i Henryka Grześkiewiczów z Bieżunia.

Pochodzi prawdopodobnie z początku lat 60. XX wieku. Przedstawia nowozakupiony przez miejscową Gminną Spółdzielnię opryskiwacz konny Ork-1A „Olza” oraz grupę osób. Dzięki uprzejmości Stanisława Kursy udało się zidentyfikować przedstawione na zdjęciu postacie. Są to, patrząc od lewej strony: NN, Eugeniusz Skubiszewski prezes Gminnej Spółdzielni w Bieżuniu, Alina Szymańska-księgowa w GS Bieżuń, Franciszek Szymański – kierownik magazynów Państwowych Zakładów Zbożowych w Bieżuniu, Marian Kąkolewski – Inspektor Powiatowej Stacji Kwarantanny i Ochrony Roślin w Żurominie, Jan Spychała - kierownik Powiatowej Stacji Kwarantanny i Ochrony Roślin w Żurominie. Na opryskiwaczu siedzą od lewej pracownicy GS: Feliks Chmielewski oraz Zygmunt Ruszkowski. Sam opryskiwacz został wyprodukowany w Skoczowskich Zakładach Sprzętu Rolniczego i Ochronnego Przemysłu Terenowego pod Zarządem Przemysłu Terenowego w Katowicach.



Można powiedzieć, że prezentowany na fotografii opryskiwacz jest przykładem nowoczesnego, jak na tamte czasy, podejścia do sprawy walki ze szkodnikami roślin. W czasie oglądania powyższej fotografii i rozmowy, Państwo Grześkiewiczowie przypomnieli sobie również inne sposoby walki ze stonką, którą zbierało się do słoików lub butelek wypełnionych do połowy wodą. Ciekawą formą niszczenia owadów było również rozsypywanie na rośliny przez dorosłych, często z pomocą dzieci, preparatu znanego pod handlową nazwą Azotox, umieszczanego w pończochach, które noszono nad uprawami, potrząsano i w ten sposób w miarę równomiernie pokrywano rośliny. Nie zdawano sobie wówczas sprawy ze szkodliwości DDT – dichlorodifenylotrichloroetanu (taka jest chemiczna nazwa tego środka), pestycydu, którego zakazano używania Polsce dopiero w 1976 roku.

Historia stonki

Pasiasty owad, zwany ongiś żukiem z Kolorado, pojawił się w Polsce po raz pierwszy na masową skalę w 1950 r. Było go tak dużo, że ludzie uwierzyli, iż zrzucali go z samolotów Amerykanie. Propaganda PRL-u nigdy z tej tezy się nie wycofała. Niewielki chrząszcz w charakterystyczne kolorowe paski o łacińskiej nazwie Leptinotarsa decemlineata żerował od wieków na dziko rosnącej roślinie psiance kolczastej w północnoamerykańskich Górach Skalistych, głównie w stanie Kolorado. Ale kiedy człowiek zasiedlał Dziki Zachód, żuczek odkrył, że bardziej mu smakują rośliny sztucznie sadzone: przede wszystkim ziemniaki i pomidory. Przerzucił się na nie. A że odznaczał się wyjątkową płodnością (z jednej pary mogą powstać rocznie tysiące), stał się bardzo groźnym szkodnikiem. Żuk z Kolorado około 1870 r. dotarł na pokładach statków przewożących żywność do Europy, gdzie początkowo radykalnie go zwalczano, oblewając naftą i podpalając zaatakowane uprawy ziemniaków.  W Polsce po raz pierwszy odnotowano stonkę ziemniaczaną na Suwalszczyźnie w 1880 roku. Po I wojnie światowej stonka pojawiła się w okolicach Bordeaux we Francji, a po upływie roku opanowała dużą część terytorium tego kraju. Z końcem lat 30. XX wieku opanowała teren Niemiec, a w czasie II wojny, jak i po jej po zakończeniu rozprzestrzeniła się na obszarze Polski i następnie w innych krajach Europy Środkowej.  Po II wojnie światowej Związek Radziecki wielokrotnie oskarżał Stany Zjednoczone o próby zniszczenia radzieckiego rolnictwa nie tylko za pomocą stonki. Jak stwierdzono, już w 1942 roku w wojennych transportach żywności do Murmańska „podrzucono” szkodniki mączne i zbożowe. W 1944 roku do Władywostoku trafiły „sztucznie wyhodowane” szkodniki winorośli i cytrusów, a w 1946 roku do Odessy w ramach dostaw żywności z UNRRA - szkodniki fasoli. Mało tego, w 1950 r. niewiele brakowało, by stonka stała się zarzewiem, jeśli nie trzeciej wojny, to niemal ogólnoświatowego kryzysu. W Polsce, jak wspomniano, znana była już wcześniej, jednak nie występowała na masową skalę. W 1949 r. na 7 czerwca zarządzono w kraju masową lustrację pól w celu wykrycia ognisk występowania szkodnika. Jednak takich miejsc znaleziono niewiele, głównie na zachodzie kraju. Wiosną następnego roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. 28 maja 1950 roku „Gazeta Pomorska” informowała wielkim tytułem na pierwszej stronie: „Zbrodnicza prowokacja amerykańska nad terytorium NRD. Samoloty USA zrzucają stonkę ziemniaczaną. Odpowiedzią Niemiec Demokratycznych na zamach gangsterów amerykańskich będzie jeszcze bardziej stanowcza walka o pokój”. W artykule, napisanym pod czujnym okiem cenzora, można było przeczytać, że „władze NRD ujawniły niesłychaną zbrodnię. Samoloty USA, naruszając ustalone strefy lotów, zrzuciły nocą ogromną ilość stonki ziemniaczanej w okolicach Zwickau i innych miast na południu NRD. Po każdorazowym przelocie samolotu znajdowano po setce i więcej sztuk stonki w jednym miejscu. Ludność oburzona jest do głębi tym zbrodniczym czynem”. Jak informowano, fakt ten potwierdziło wielu naocznych świadków na obszarze zachodniej Saksonii. Z trzech ciężkich samolotów miano zrzucić żuka z Kolorado w specjalnych ochronnych pojemnikach aż w 229 miejscach. Zebrano ponoć i unieszkodliwiono 2600 stonek. Na zebraniach w zakładach pracy NRD lud uchwalać miał niezliczone rezolucje protestacyjne. Do udziału w tej „zbrodni” miał przyznać się amerykański lotnik, jakiś czas później strącony nad terytorium Korei Północnej i wzięty do niewoli. 18.01.1953 r. rząd PRL podjął uchwałę w sprawie „walki społeczeństwa ze stonką ziemniaczaną”. 


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB