środa, 7 grudnia 2016. Imieniny Agaty, Dalii, Sobiesława

Ja tego nie mogę znieść. Gimnazjalistka w tarapatach

2015-06-05 08:34:03 (ost. akt: 2015-06-05 08:40:35)
Aneta ma dość swojej szkoły

Aneta ma dość swojej szkoły

Podziel się:

- Gwiżdżą na mnie jak na psa, mówią, że jestem w ciąży, zabierają mi z plecaka podpaski i malują na czerwono. Tak wygląda moje życie w gimnazjum. Ja tego nie mogę znieść – mówi 14-letnia Aneta z niewielkiej szkoły w powiecie żuromińskim. Mama Anety postanowiła się zwrócić o pomoc do nas. - Szkoła nic mi nie pomaga – twierdzi pani Hanna.

Maciej Zaremba
redakcja@kurierzurominski.pl

Niewielki domek na skraju wioski. Tu mieszkają państwo Bartkowscy. Małżeństwo z dwójką dzieci. Domek skromny, wewnątrz schludnie. Widać, że każdy ma tu swoje miejsce.
Pani Bartkowska zwraca się do nas z prośbą o pomoc. Twierdzi, że jej córka jest w szkole nękana i że się o nią boi.

W szkole
Aneta chodzi do pierwszej klasy Gimnazjum w niewielkiej miejscowości kilka kilometrów od jej domu. Prawie nikogo tam nie zna i trudno jej znaleźć wspólny język z rówieśnikami.
- Jakoś tak od początku wszyscy się ze mnie śmiali – mówi Aneta.
Wychowawczyni Anety pani Mariola Karpińska także dostrzega, że dziewczyna jest zamknięta w sobie, że trudno jej znaleźć wspólny język z rówieśnikami.
- Od początku dobrze nie było, ale od jakiegoś czasu córka przeżywa gehennę – mówi mama dziewczyny.
Zaczęło się od wyzwisk. Potem kilkoro uczniów zaczęło Anetę nawoływać jak psa: cmokali, gwizdali, wołali „do nogi”. Dziewczyna cierpiała i z każdym dniem szkoły miała coraz bardziej dość.
Apogeum miało nastąpić, kiedy Aneta poznała przez Internet chłopaka z Żuromina.
- Wtedy w szkole zawrzało. Dziewczyny wyśmiewały się ze mnie. Wołały, że jestem w ciąży. Tego nie można było wytrzymać – mówi dziewczyna.
Dziewczyna próbowała się chować przed rówieśnikami w łazience, ale i tam dochodziły do niej docinki typu: „Anetka nie denerwuj się, bo to zaszkodzi dziecku. Żebyś nie poroniła”. Innym razem rówieśnice wyciągnęły jej z plecaka podpaski, pomalowały na czerwono i krzyczały na korytarzu, ze to ona je zgubiła.
Wtedy uciekła z łazienki szkolnej przez okno. Do szkoły nie chciała wracać. Jednak najgorsze jeszcze miało nadejść.

Złapał mnie za piersi
Na lekcji wychowania fizycznego klasa Anety miała zajęcia z inną klasą. W czasie zajęć, jak opowiada dziewczyna, jeden chłopak podbiegł z tyłu i obiema rękoma złapał ją za piersi.
- Dałam mu w pysk – powiedziała Aneta.
Sprawa ujrzała światło dzienne. Zajęli się nią nauczyciele, wychowawczyni. Oficjalna wersja jest taka, że chłopiec biegł i „jak to na wf-ie” zahaczył dziewczynę ręką akurat na wysokości piersi.
Wersje te, jak widzimy, nie pokrywają się.
Podczas rozmowy w domu państwa Bartkowskich dziewczyna była spokojna, na pytania odpowiadała wolno i stanowczo.

Szkoła dba o swoich uczniów

Odwiedziliśmy szkołę Anety. Spotkaliśmy się z jej wychowawczynią i z panią dyrektor. Panie wiedziały o kilu incydentach w szkole z udziałem Anety.
- Aneta już taka jest – mówiła wychowawczyni – trudno jest jej się porozumieć w grupie rówieśników. Miała kiedyś koleżankę, ale teraz już chyba nie są tak blisko – tłumaczy wychowawczyni.
Pani Mariola mówi nam, ze rozmawiała z matką Anety, na dowód pokazuje mi wpisy do dziennika, wśród których są 4 podpisane przez mamę Anety.
- Spotykałyśmy się i próbowałyśmy na bieżąco rozwiązywać wszelkie problemy – mówi pani Mariola.
- Nasza szkoła jest bezpieczna – dodaje dyrektor szkoły Janina Kręglicka – nie mamy tu przypadków agresji.
Na dowód dyrektor pokazuje mi ankietę bezpieczeństwa - spośród 81 osób dwie wpisały, że miały do czynienia z lekkimi przejawami agresji.
Bieżące problemy rozwiązujemy natychmiast – mówi dyrektor – Ponieważ nie mamy w szkole zatrudnionego psychologa, potrafię wynająć taką osobę, żeby pomagała moim uczniom – dodaje kobieta.
Doszliśmy do wniosku, że sprawę Anety uda nam się rozwiązać bardzo szybko. Że wystarczy się spotkać z jej rodziną, porozmawiać, dojść do wspólnych wniosków.
Dyrektor postanowiła zaaranżować spotkanie z rodziną.

Rodzina ma dość
Po kilku dniach zadzwoniliśmy do pani Hanny. Pytaliśmy, czy coś się zmieniła. Kobieta mówi, że rozmawiała z dyrektor, ale chce sprawę nagłośnić. Uważa, że jej córka została skrzywdzona i że nauczyciele, kiedy była na to pora, nie pomagali jej.
- Jak ja jeździłam do szkoły, to nie mieli dla mnie czasu – mówi Hanna Bartkowska.
Sytuacji w szkole będziemy się przyglądać. Miejmy nadzieję, że Aneta znajdzie sobie miejsce w plątaninie emocji i charakterów szkoły gimnazjalnej.

Uwaga: w artykule zmieniliśmy imiona i nazwiska bohaterów ze względu na ich osobiste dobro.


Czytaj e-wydanie
Podziel się informacją: 



Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. 

Swoją stronę założysz TUTAJ ". 

Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: kliknij 
Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie. Pomogę: Ewa Jabłońska

Komentarze (24) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mikkk #1750668 | 83.31.*.* 9 cze 2015 16:16

    Gimnazjaliści bywają naprawdę okrutni, to co się dzieje jest szczytem chamstwa. Gdzie jest dyrektor, wychowawca, nauczyciele ? Opowiadają jakieś pierdoły o lekkich atakach agresji, byle by tylko swoją dupę chronić. Na psychologa czy pedagoga szkolnego zawsze są fundusze, w każdej szkole powinna być taka osoba. Na co tam wychowawca czy dyrektor ? I tak gówniarze robią co chcą. Taki ''wychowawca'' , czy ''dyrektor'' nie zasługuje, ani na szacunek, ani na pracę w szkole. Ja już sobie wyobrażam reakcję rówieśników i nauczycieli, gdy zobaczyli ten artykuł, to że sprawa jest nagłośniona to jedno, a to, że powinna trafić na policję skoro szkoła nic sobie z tego nie robi to drugie, bo zarówno te dzieci jak i nauczyciele powinni zostać oskarżeni o znęcanie się psychiczne.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. as #1750438 | 95.50.*.* 9 cze 2015 10:00

    wychowawca ma duży wpływ na to jak dzieci siebie traktują, a czasami dzięki nim tak jest, bo nie potrafią słuchać wszystkich jednakowo, tylko wyróżniają niektóre dzieci.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. czytelniczka #1749919 | 37.248.*.* 8 cze 2015 15:32

    Anetko bardzo Ci współczuję że w tak młodym wieku doświadczasz takich upokorzeń i nękania.Takie wychowanie dzieci wynoszą z domu.Dzieci i młodzież w tych czasach są bardzo okrutni,nie rozumieją ze takie poniżanie drugiego człowieka może doprowadzić do tego ze nękana osoba targnie się nawet na swoje życie.Bardzo dużo jest takich przypadków.Jeżeli szkoła nie potrafi rozwiązać problemu to rodzice tej dziewczynki powinni zgłosić sprawę na policji może wtedy będzie jakaś reakcja.Apeluję do mamy Anetki żeby zrobiła to jak najszybciej zanim nie będzie za póżno !!

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. krys #1749777 | 8 cze 2015 12:14

      Bez względu jaka tam panuje sytuacja i kogo dotyczy trzeba pomóc,żeby nie doprowadzić do tragedii.Być może znajdują się osoby na nieodpowiednich stanowiskach. Nie umieją podjąć odpowiednich decyzji które zahamują te zachowania gimnazjalistów. Przede wszystkim krótko mówiąc za zachowanie obycie tych dokuczających odpowiadają rodzice, być może z domu takie zachowanie jest wynoszone i sprawa wydaje się normalna.

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. wiesiek #1749632 | 94.254.*.* 8 cze 2015 08:10

      Za moich czasów szkolnych koledzy wraz ze mną też pozbadli jednego ucznia. Jak się o tym dowiedział dyrektor i zawołał nas do swego gabinetu, to sprawa została załatwiona. Dostali wszyscy po łapach piórnikiem i skończyło się szykanowanie.

      Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (24)