Piątek, 9 grudnia 2016. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Requiem dla męczennika. Wspomnienie o księdzu Malinowskim cz. 3

2015-06-23 08:48:31 (ost. akt: 2015-06-23 08:51:04)
Ksiądz Malinowski pomagał również w prowadzeniu ochronki dla sierot, która mieściła się tuż obok księżowskiego sadu

Ksiądz Malinowski pomagał również w prowadzeniu ochronki dla sierot, która mieściła się tuż obok księżowskiego sadu

Podziel się:

Wydawało się, że tydzień temu skończymy opisywać sylwetkę księdza Stanisława Malinowskiego żuromińskiego męczennika. W wyniku historycznych poszukiwań wpadła nam jednak jeszcze w ręce ciekawa pozycja, w której na temat wikariusza wypowiada się proboszcz żuromińskiej parafii ŚP. Ks. Ignacy Staniaszko. Nie możemy Państwu tej relacji nie przedstawić.

Adam Ejnik
a.ejnik@kurierzurominski.pl

Ksiądz Malinowski, jak pisaliśmy, zginął w obozie w Działdowie. Został tam przewieziony z Żuromina 2 grudnia 1940 roku. Zatrzymani najpierw przetrzymywani byli w żuromińskim kościele przez cały dzień i całą noc.

W obozie, mimo wielu namów ze strony więźniów, nie zdjął sutanny, co być może uratowałoby księdza przed śmiercią męczeńską. Zmarł jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1940 roku. Miał 38 lat.

Ksiądz Ignacy Staniaszko wieloletni proboszcz parafii Żuromin tak pisał o księdzu Malinowskim:
„Ks. Malinowski rzeczywiście aresztowany na wiosnę 1940 roku został zwolniony zaraz z Sierpca z powodu otwartej gruźlicy na szyi i w nodze i ja wiedziałem przez cztery lata i byłby niewątpliwie prędzej przetrwał wojnę niż ja gdyby nie kilkukrotne grubo nietaktowne postąpienie z władzą administracyjną. Ks. Malinowski, człowiek niezmiernie zacny, szlachetny, lecz mający jedną wadę. Był uparty przy swoim zdaniu, a w zdaniu nieomylny i to było przyczyna jego śmierci. Miał on surowy nakaz przez władze wojskowe, co mu wolno, a co zabroniono. Zabroniono surowo mówienia kazań, prowadzenia wszelkich stowarzyszeń i bractw, wolno zaś było sprawować sakramenty, odprawiać nabożeństwa, ewangelię przeczytać po polsku, żadnych prywatnych zgromadzeń. Pomimo moich próśb ksiądz prowadził Stowarzyszenia, mimo że w Stowarzyszeniu Żeńskim prezeską była volksdeutschka. Ma się rozumieć, okupanci wiedzieli o wszystkim. Prowadził bibliotekę. Razu pewnego przybył żandarm, gdy u księdza było kilkanaście osób w mieszkaniu. Perswazje, zakazy nic nie znaczyły. Sprawę dwukrotnie obciążyło grubo nietaktowne postępowanie z burmistrzem, diabelsko pysznym człowiekiem. Ksiądz zrozumiał swe położenie, gdy wściekły z gniewu burmistrz przy świadkach zawołał: „to on tak ze mną postąpił – ja mu pokażę”. I pokazał.
Aresztowanie odbyło się w następujący sposób. Po odprawieniu Mszy Św. przez księdza Malinowskiego wyszedłem o ósmej. Na mieście było cicho. Gdyśmy poszli do domu, rozeszła się pogłoska, że aresztują na mieście. Byliśmy razem do godziny 10:00. Poszedłem do siebie, mając nadzieję, że skończy się na strachu. Przed 12:00 dano mi znać, że księdza aresztowano. Nie wiedząc, jakie są warunki, przeczekałem parę godzin i po pierwszej udałem się na plebanię. Plebania opieczętowana. Służącą również aresztowano. Aresztowani wszyscy w kościele, a ja wywiedziawszy się o szczegóły, spróbowałem dostać się do kościoła, spostrzegł mnie jednak żandarm, gdyż stał się rozruch w kościele, zaaresztowano również i mnie. Ksiądz Stanisław niczego nie chciał, pieniędzy miał trochę, bieliznę i ubranie ciepłe. Po paru godzinach mnie zwolniono. Księdza Stanisława przetrzymano do 5:00 rano, a potem przewieziono go samochodem ciężarowym wraz z innymi do Działdowa. Po paru dniach żandarm w Działdowie powiedział mu, by przebrał się po świecku. Ksiądz Stanisław odpowiedział: „Biskup włożył sutannę – Biskup może mi ją zdjąć”. Następnego dnia po tem dictum, gdy poszedł po chleb do towarzyszy, zamiast chleba zatrzymano go i po nieludzkich ćwiczeniach karnych pędzony parę razy dziennie, bity, kopany, po dwóch tygodniach życie zakończył. Świadków jego śmierci nie było, gdyż trzymany oddzielnie, zbiedzony, a pogłoska rozeszła się od żandarmów, że nie żyje.
Przez cały czas bytności żurominiaków w Działdowie dopytywano się często o ks. Stanisława, cieszył się bowiem wielką sympatią Żuromina i to były ostatnie wiadomości. Jeszcze będąc w Działdowie, po odmowie zrzucenia sutanny, żurominiacy przynieśli mu całkowite ubranie, prosili na wszystko, by się przebrał i umykał, jak to czynili trzej jego współkoledzy księża – odmówił, a tamci żyją i pracują, a ten przez źle rozumianą gorliwość stracony, a tak by się przydał. Co do działalności w Żurominie księdza Stanisława: człowiek prawy, uczynny, gorliwy, jedna wada – upór i nieomylność swego zdania i to wyrządziło szkody przede wszystkim jemu i pozbawiło Kościół zacnego pracownika, który mógłby, mimo swej gruźlicy, dużo dobrego zrobić, bo miał ku temu wszystkie dane, przede wszystkim dary naturalne i łaskę Bożą, bo ludzie do niego lgnęli.”

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB