Niedziela, 11 grudnia 2016. Imieniny Biny, Damazego, Waldemara

Zieluń. Jak Kinga znalazła psa, czyli dramat ze szczęśliwym zakończeniem

2015-08-25 13:11:14 (ost. akt: 2015-08-27 10:15:20)
Dziewczyna się nie wahała, natychmiast zabrała psa do domu

Dziewczyna się nie wahała, natychmiast zabrała psa do domu

Autor zdjęcia: fot. Adam Ejnik

Podziel się:

- Zatrzymałam się, bo coś mnie tknęło i usłyszałam cichy pisk – mówi nam 14-letnia Kinga z Zielunia. Dziewczyna znalazła małego psa przywiązanego do drzewa. Ktoś go zostawił, żeby zdechł

Adam Ejnik
a.ejnik@kurierzurominski.pl


- Nikt by go tu nie znalazł – mówi Kinga, prowadząc nas do lasu. Szczeniak przywiązany był do drzewa, teren otoczony był gęstym poszyciem.
- Stał biedny i jak na mnie spojrzał, to myślałam, że mi serce pęknie – mówi 14 – latka – Jak go odwiązałam to piszczał i lizał mnie po rękach.

Pies w lesie
Było to 12 sierpnia rano. Kinga Błaszkiewicz gimnazjalistka z Zielunia wzięła rower i jak niemal co dzień wyjechała do lasu, żeby zobaczyć, czy są jeszcze grzyby.
- Nie było, jest za sucho – mówi dziewczyna. Na koniec skręciła jeszcze do dużego lasu na Nowym Zieluniu, kilka kilometrów od domu.
- Zatrzymałam się i usłyszałam jakiś pisk. Weszłam w głąb lasu i stał tak taki biedy wychudzony w krzakach. Myślałam, że mi serce pęknie – mówi z troską Kinga.
Dziewczyna się nie wahała. Przecięła sznur i zabrała psa do domu. I zaczął się problem.

Pani weterynarz nie chce pomagać psom
Wieść o nowym gościu rozeszła się po sąsiadach. Pomocą służył psiakowi i Kindze pan Jerzy Kołakowski, który przyjechał do Zielunia na wakacje do rodziny.
- Sam mam psa i nie mogę sobie wyobrazić, jak można być tak bezdusznym, żeby zostawić zwierzę w lesie – mówi pan Jerzy.
Pan Jerzy najpierw kupił dla Brutusa (tak psa szybko ochrzciły miejscowe dzieciaki ) karmę, potem z Kingą zawiózł go do weterynarza w Lidzbarku.
- Tam spotkała nas wielka przykrość i powinniście o tym napisać – mówi pan Jerzy – pani weterynarz nie chciała nam pomóc – dodaje.
Weterynarz miała mówić, że za darmo psom nie będzie pomagać i na nic zdały się argumenty, że przecież zapłacą. Na szczęście następnego dnia można już było skorzystać z usług zieluńskiego weterynarza, który opatrzył psa, zbadał i odrobaczył.

Pomóżcie, bo nie wiem, co robić

Kinga Błaszkiewicz miała jednak kolejny problem. Nie wiedziała, co z psem zrobić.
- Chciałam znaleźć mu dom, ale nikt nie chciał psa – mówiła – Ja niestety psa wziąć nie mogłam, bo sama mam już dwa.
Najpierw dziewczyna i pan Jerzy uruchomili swoje kontakty. szukali wśród znajomych. Kinga w końcu postanowiła napisać do Kuriera. Jeszcze tego samego dnia umieściliśmy apel dziewczyny na naszym facebooku.
„Mam wielką prośbę, znalazłam dziś w lesie psa przywiązanego do drzewa. Byłam u weterynarza i zostałam wyrzucona. Psa nie mogę zatrzymać, ponieważ mam inne psy. Jest on wychudzony i odwodniony. Proszę o pomoc!!!”

Kasia i psy
Na nasz apel już następnego dnia odpowiedziała Katarzyna Szych, mieszkanka Żuromina.
„Ja się psem zajmę. Jesteśmy w Burkacie w miejscowości niedaleko Działdowa, jeśli jest to pilny przypadek, to proszę go przywieźć, a jeśli nie to wieczorem ja odbiorę go w Żurominie” – pisała do nas.
Dopiero później dowiedzieliśmy się, że reakcja Katarzyny to nie przypadek. Na naszym profilu napisała Magdalena Jankowska: „Psy i Kasia - to idealne połączenie odkąd pamiętam”.
Tego samego dnia pojechaliśmy do Zielunia po psa. Kinga bardzo się ucieszyła. Na tyle, że pojechała z nami oddać Brutusa.
W Burkacie czekały już na nas Katarzyna Szych wraz z weterynarzem Martą Cichoń. Brutus nie miał żadnych wątpliwości i natychmiast do nich pobiegł. Pies trafił w troskliwe ręce. Historia zakończyła się szczęśliwie.



Czytaj e-wydanie
Podziel się informacją: 



Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. 

Swoją stronę założysz TUTAJ ". 

Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: kliknij 
Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie. Pomogę: Ewa Jabłońska

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Obraz #1801354 | 46.112.*.* 25 sie 2015 21:05

    To po obrazie taka miłość nawet do psów zapanowała, przywiązali go drzewa i podobnie jak matka Teresa(ona chciała by ludzie cierpieli ale sama leczyć się to poleciała do kliniki), chcieli by na chwałę Bogu zdychał kilka dni.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz