Piątek, 29 lipca 2016. Imieniny Marty, Konstantego, Olafa

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły… po bułki i batony

2015-09-25 14:48:08 (ost. akt: 2015-10-07 13:42:29)
Dzieci źle znoszą batonową abstynencję braki cukru uzupełniają na przerwach w pobliskich sklepach spożywczych

Dzieci źle znoszą batonową abstynencję braki cukru uzupełniają na przerwach w pobliskich sklepach spożywczych

Podziel się:

Ze stołówek szkolnych ma zniknąć cukier i sól. Ma być dużo warzyw i mało tłuszczu. Ze sklepików szkolnych zniknęły słodycze i słodkie napoje. Przy okazji znikają też same sklepiki. Dzieci z kolei biegają do spożywczaków po bułki i batony.

Ewa Jabłońska
e.jablonska@kurierzurominski.pl

„Już co czwarte polskie dziecko ma nadwagę albo otyłość, a wskaźniki zdrowotne narastają w zastraszającym tempie. Otyłość to ciężka choroba, która prowadzi do skrócenia życia i toruje drogę do rozwoju cukrzycy, miażdżycy, chorób serca, raka, chorób stawów, depresji i wielu ciężkich chorób. Jeżeli nie zatrzymamy tej niebezpiecznej tendencji, niebawem co drugie dziecko może być narażone na wysokie ryzyko problemów zdrowotnych. Dlatego polska szkoła musi być wolna od niezdrowych wzorców żywienia. Trzeba pokazać dzieciom i ich rodzicom, jak należy się odżywiać, aby być zdrowym przez całe życie.” - czytamy na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia.

Taka właśnie idea pociągnęła za sobą nowe przepisy dotyczące żywienia w szkołach i przedszkolach. Przepisy te określają również listę produktów, jakie mogą być sprzedawane w sklepikach szkolnych.

Od 1 września ze szkół powinny być wyeliminowane tłuste, słone i słodkie pokarmy. Resort ostrzega, że jeżeli nie zaczniemy się prawidłowo odżywiać, „to za kilkanaście lat staniemy się społeczeństwem otyłych, schorowanych i nieszczęśliwych ludzi. Jeżeli nie wyeliminujemy tej choroby, to nigdy nie dogonimy innych Europejczyków w kategorii jakości i długości życia”

Kanapki bez majonezu


Resort dokładnie określił jakie mają być produkty sprzedawane uczniom w szkolnych sklepikach. Wśród nich znajdują się kanapki. I to nie byle jakie. Kanapka „po nowemu” musi być zrobiona na bazie pieczywa razowego lub pełnoziarnistego: żytniego, pszennego, mieszanego lub pieczywa bezglutenowego. Wędlina do takiej kanapki musi zawierać co najmniej 70% mięsa i nie więcej niż 10 gram tłuszczy w 100 gramach produktu. Kanapka ma być niesolona, bez sosów, bez majonezu. Może być z keczupem, ale też nie z każdym. Musi być zrobiony z odpowiedniej ilości pomidorów. W sklepikach mogą być sprzedawane także sałatki owocowe i warzywne, mleko bez dodatku cukru, jogurty, kefiry, maślanki oczywiście bez tych słodzonych. Przepisy określają dopuszczoną w nich zawartość cukru i tłuszczu. Co poza tym: owoce, warzywa, soki, woda mineralna, kawa zbożowa, herbata i napary owocowe.


Zdrowo też na stołówce
Rozporządzenie określa również, jakie mają być posiłki na stołówkach szkolnych i przedszkolnych. Te też powinny zawierać ograniczone ilości cukru i soli. Do przygotowania posiłków może być stosowana sól tylko o obniżonej zawartości sodu. Przyprawy również nie mogą zawierać soli. W jadłospisie powinny natomiast się znaleźć produkty zbożowe. Warzywa i owoce powinny pojawiać się codziennie. Ryba raz w tygodniu. W jadłospisie swoje stałe miejsce powinny mieć nasiona i orzechy. W ciągu tygodnia szkolnego potrawa smażona może pojawić się tylko raz. Podawana na stołówkach herbata, kawa zbożowa, kakao naturalne, kompot, napar owocowy nie mogą być słodzone cukrem. Ministerstwo pozwala na słodzenie tylko naturalnym miodem pszczelim.


Przepisy nie takie straszne

W związku z wprowadzeniem nowych przepisów szkoły mają sporo pracy. W kuchni wiele nawyków musi zostać zmienionych. Ułożeniu jadłospisu trzeba poświęcić sporo czasu. Ministerialne rozporządzenie stawia wiele wymagań. Okazuje się jednak, że zmiany nie są straszne dla szkół i przedszkoli. Dyrektorzy żuromińskich placówek podchodzą do tematu spokojnie
- Wyeliminowaliśmy z żywienia słodycze i sól, chociaż soli tak do końca nie da się wyeliminować. Powoli przyzwyczajamy się do nowych przepisów. Dzieciom posiłki smakują – mówi dyrektor Samorządowego Przedszkola nr 2 w Żurominie Zenona Dużyńska.
Ze spokojem do tematu „nowego” żywienia podchodzą również dyrektorzy miejskich Zespołów Szkół. Przyznają, że na szkolne obiady zapisało się jeszcze więcej osób niż rok wcześniej. Nikt nie narzeka.
- Panie na stołówce są po szkoleniu dotyczącym przygotowywania posiłków, to co trzeba ograniczamy w posiłkach, chętnych na obiady mamy sporo, korzysta z nich około 140 uczniów – mówi dyrektor Zespołu Szkół nr 2 Roman Lewandowski.

Od września zmieniły się opłaty za obiady wydawane w obydwu szkołach. Jeden obiad kosztuje 5,10 złotych, czyli o złotówkę więcej niż do tej pory. Z tego, co udało się nam ustalić, to zmiana ceny nie jest podyktowana nowymi przepisami.

Sklepiki szkolne nieczynne. Nie opłaca się

W obydwu żuromińskich Zespołach od nowego roku nie funkcjonują sklepiki szkolne. Jest to podyktowane nowymi przepisami dotyczącymi produktów, jakie mogą znaleźć się sprzedaży. Kwestia sklepików nie jest jednak przesądzona, jednak osoby do tej pory je prowadzące nie podjęły jeszcze decyzji, czy podejmą się tego zadania.
- Osoba prowadząca do tej pory sklepik szkolny ma do końca września dać odpowiedź, czy zajmie się jego prowadzeniem, jeżeli nie, będziemy szukać innego rozwiązania i sklepik w szkole będzie funkcjonował – mówi zastępca dyrektora ZS nr 1 Dorota Sobolewska.
Podobnie jest w „dwójce”, tam dyrekcja szuka sposobu, żeby sklepik mógł funkcjonować.
Brak szkolnych sklepików można zauważyć szczególnie podczas dużych przerw, gdy całe grupy uczniów udają się do okolicznych sklepów.
Po bułkę – mówią oficjalnie gimnazjaliści.
A o to głos jednej z naszych Czytelniczek: „codziennie (prawie) odprowadzam synka do przedszkola nr 1, aż z ul. Targowej. Mijam sporo sklepów. Dzieci masowo biegną z/i/lub do np. Spiżarni Smaków, spożywczaka obok kiosku. Jak wracam to technikum okupuje 1 Biedronkę, gimnazjum nr 2 drugą. Ostatnio wychodziłam z UP, bramą z "Technikum" to minęłam dosłownie wycieczkę szkolną do Biedronki. Było zimno, a z 40-50 osób, bo tyle ich było, na krótki rękawek wracają z pączkami, słodyczami, colą, no wiadomo. Z tym samym wracają ze Spiżarni Smaków. I co za sens w tym wszystkim”

Diler w szkole

Do klasyki przeszła już anegdota zasłyszana w jednym z żuromińskich gimnazjów.
- Mamy w szkole dilera – mówi uczeń do ucznia.
- O Boże, co sprzedaje – pyta z przerażeniem drugi.
- Batony – odpowiada pierwszy.
Uczniowie żartują, bo sytuacja staje się rzeczywiście komiczna. Wielka batonowa prohibicja sprawia, że w wielu miastach w Polsce, gdzie zamknięto w szkole sklepy, gdyż rzeczywiście przestały przynosić zyski, tuż za bramką szkoły ustawiały się budki z zapiekankami, po które na przerwach ustawiały się kolejki jak za PRL.

Nauczyciele nie będą zabierać batoników

To, że w szkołach nie będzie można kupić słodyczy nie oznacza, że są one zupełnie zabronione, a za ich posiadanie grozi kara.
- Nie będziemy uczniom zabierać batonów przyniesionych do szkoły– mówi Dorota Sobolewska – nauczyciele będą zachęcać do zdrowego odżywiania i mówić, na czym ono polega. Tylko do tego sprowadza się nasza rola w tej kwestii.
- Rozmawiamy z uczniami o zdrowym odżywianiu – mówi z kolei dyrektor Lewandowski.
W obydwu szkołach już wkrótce wszystkie dzieci będą otrzymywały codziennie owoce lub warzywa w ramach rządowego programu.

Kontrole Sanepidu tylko standardowe


Szkoły muszą przestrzegać ministerialnych przepisów, w innym wypadku może je czekać kara. Na szczęście jeszcze nie teraz. Co prawda Sanepid już zaczął kontrolować szkoły i pierwsze kontrole są przewidziane już na wrzesień. Jednak, jak wyjaśnia dyrektor żuromińskiego Sanepidu Agnieszka Cyran, kontrole w szkołach nie są związane z nowymi przepisami dotyczącymi żywienia. Są to standardowe kontrole zaplanowane dużo wcześniej. Część z nich będzie dotyczyła żywienia. Cyran przyznaje, że placówkom trzeba dać trochę czasu na przyzwyczajenie się do nowych zasad. Sanepid pomaga w zrozumieniu niektórych zapisów rozporządzenia.
- Nie jest to łatwo bo każdy ma jakieś przyzwyczajenia w przygotowywaniu posiłków ale nie jest to też niemożliwe – mówi Inspektor Agnieszka Cyran.


Czytaj e-wydanie
Podziel się informacją: 



Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. 

Swoją stronę założysz TUTAJ ". 

Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: kliknij 
Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie. Pomogę: Ewa Jabłońska

Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Palec Boży #1831146 | 31.174.*.* 7 paź 2015 21:20

    Dziewczynki moga kupić tabletke "po" w aptece a bułek w szkole nie moga, co zatem będa robić na długiej przerwie???????

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. FAKT #1823408 | 83.24.*.* 27 wrz 2015 07:03

    CALY SWIAT JE SLODKIE-AMERYKA JEST LIDEREM!! SWIAT BEDZIE JADL SLODKIE ZWLASZCZA W SZKOLACH,NIKT I NIC TEGO NIE ZMIENI!!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. uwaga #1823129 | 188.146.*.* 26 wrz 2015 16:39

    Za otyłość dzieci ODPOWIEDZIALNI są RODZICE, a nie sklepiki szkolne!!!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Jerzy #1822891 | 77.252.*.* 26 wrz 2015 07:59

    Moim zdaniem, ten przepis nieco mija się z celem, zakazany owoc smakuje i kusi najbardziej. Ponadto, uczniowie i młodzież tłumnie odwiedza przyuliczne sklepy i markety, co najgorsze biegnąc jak oszalałe przez ulicę. Moim zdanie, to nie zakaz sprzedaży wymienionych artykułów powodujących otyłość jest problemem, to brak edukacji, wiedzy uczniów, ba rodziców na temat szkodliwości spożywania słodkich i słonych produktów. Uczeń mając ochotę to zjeść i tak to zje w takiej czy innej postaci.

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Pokręt #1822731 | 46.112.*.* 25 wrz 2015 20:43

    A może by tak bachory karać mandatami? Jako,ze jest deficyt należy zmienić ustawę i karać dzieci w szkole jak kierowców. Za cukierka 50 zł, za bułeczkę 70, za pączusia 100zł, już tam odpowiedni minister stawki ustali. Należy zrobić palarnie w gimnazjach, który mężczyzna prawie będzie jadł, woli zajarać i to najlepiej trawę. I trzymać za mordę od młodych lat, to będą chodzić jak zegarki i pracować na darmozjadów w Sejmie i spółkach SP, na starostów i wójtów z burmistrzami. I brakuje na imigrantów, na Polaków z Rosji wstrzymano środki i przeniesiono na ludzi, co się kozami zajmują.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (13)