środa, 29 czerwca 2016. Imieniny Pawła, Piotra, Salomei

Szok powyborczy już minął

2016-01-17 16:59:12 (ost. akt: 2016-01-17 17:50:34)
Burmistrz Żuromina Aneta Goliat

Burmistrz Żuromina Aneta Goliat

Podziel się:

„To nie był łatwy rok. Nie było łatwo w relacjach z radnymi, nie było łatwo w relacjach z pracownikami. To był taki powyborczy szok. Trudno się było z niego otrząsnąć” – mówiła w wywiadzie dla Kuriera Aneta Goliat. Poza tym o kurnikach, o miejscach pracy i absolutorium, którego może nie dostać opowie nam burmistrz Aneta Goliat w nieco ponad rok od objęcia tego stanowiska. (poniżej wersja wywiadu bogatsza o kilka wypowiedzi, które nie zmieściły się w drukowanej wersji Kuriera)

Rozmawiał: Adam Ejnik
a.ejnik@kurierzurominski.pl




Adam Ejnik: Jest rok 2014. Przenosimy się w czasie. Czy pani podjęłaby takie same kroki jak rok temu… Wystartowałaby pani w wyborach?

Burmistrz Aneta Goliat: Tak, podjęłabym takie same kroki. Nie mam wątpliwości, że nasza gmina potrzebowała zmiany. Z perspektywy czasu tylko się w tym utwierdziłam.

Ciężko jest? Jaka jest ta praca burmistrza? To chyba niełatwy kawałek chleba?

Największą trudnością jest odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Z początku, w pierwszych miesiącach ciężko było nawet zasnąć po dniu pracy w urzędzie. Zarządzanie z „wejścia” urzędem, jednostkami podległymi - to było dla mnie nowe, nieznane zadanie. Początki współpracy z Radą Miejską też nie były łatwe - pojawiły się problemy z powołaniem Skarbnika. Kompletnie tego nie rozumiałam - dlaczego Rada nie chce rozmawiać, co jest źródłem oporu. Wszystko jednak skończyło się dobrze - Skarbnik został wyłoniony w drodze konkursu. Dziś staram się to rozumieć – przecież zarówno ja, jak i radni, znaleźliśmy się w zupełnie nowej sytuacji. Część radnych przez lata związanych było z moim poprzednikiem. Z byłym burmistrzem współpracowali wiele lat, więc dla nich była to trudna zmiana. Wszyscy potrzebowaliśmy czasu. To była dla nas taka szkoła życia.
Kolejna trudność, to temat budowy kolejnych kurników i chlewni. Mam na stole stosy papierów i zastanawiam się, jakie decyzje podejmować. Mieszkańcy protestują. A ja, jako burmistrz muszę też działać w granicach prawa. Mogę wydać decyzję odmowną, ale nie mogę sugerować się tylko tym, że komuś się nie podoba. Owszem, zgadzam się z tymi ludźmi, ja się z nimi solidaryzuję. Dlatego jedną z pierwszych spraw, które przedłożyłam Radzie Miejskiej, było przystąpienie do opracowania planów zagospodarowania przestrzennego. Planujemy, że z końcem 2016 roku zapanuje ład planistyczny na terenie całej gminy, a temat chlewni i kurników zostanie zakończony.

Pierwsze kilka minut rozmowy, żadnego ode mnie pytania o radę, a już kilka razy padło słowo rada, radni. Widać ten pierwszy rok rządów opierał się na ścieraniu tych dwóch organów władzy…

Na początku było trudno i nerwowo…

Mówi pani, że trudno się rozmawiało z Radą, z drugiej strony dochodzą mnie głosy, że to pani burmistrz nie chciała rozmawiać z radnymi…

Tak, takie informacje też do mnie docierały. Zawsze chciałam rozmawiać z Radą. Po prostu nie rozumiałam, dlaczego mam rozmawiać poza salą obrad, niejawnie. Jednak zaczęliśmy dialog. Być może wszyscy potrzebowaliśmy czasu... Chcę współpracować z każdym radnym, bo każdy z nich dostał mandat od społeczeństwa. Nie ważne z jakiej opcji radny został wybrany. Jest reprezentantem i wspólnie odpowiadamy za gminę. Ja tak rozumiem pracę w samorządzie.

Chce pani słuchać radnych?

Tak, oczywiście. Chcę słuchać. Ludzie oczekują od nas współpracy, a nie partyjnych gierek. Zajmujemy się dobrym gospodarowaniem. I mam wrażenie, że w tym względzie coraz lepiej się z Radą rozumiemy.

Ludzie będą głosowali na człowieka, który dla nich więcej zrobi…

Dokładnie. Będą głosować na człowieka, który musi się wykazać dobrymi decyzjami, dobrą robotą - zrobiłem to, to i to. Takie podejście było chociażby przy pracach nad projektem budżetu na 2016 rok. Przy jego konstruowaniu w dużej mierze oparłam się na wnioskach Radnych. Cieszę się, że projekt budżetu został jednogłośnie poparty przez Radę. W końcu to nasz wspólny budżet.

Do budżetu jeszcze wrócimy w naszej rozmowie. Chciałbym wyczerpać jeszcze wątek współpracy z Radą Miejską. Wydaje się, jak słucham nagrań sesji, czy jak je obserwuję, że najbardziej iskrzy między burmistrz, a przewodniczącą Barbarą Michalską oraz zastępcą Dariuszem Wieczorkiem. Być może to niesłuszne wrażenie?

To fakt. Pojawiały się różne zgrzyty, ale mam nadzieję, że dotarliśmy się.

A na czym polegał konflikt interesów według pani? Bo przecież wam powinna przyświecać ta sama myśl – robić coś dobrego dla mieszkańców. A jednak był konflikt.


Trudno powiedzieć, co było powodem trudnego początku. Być może takie, a nie inne rozstrzygnięcie wyborów. Takie są uroki demokracji. Konflikt jest jej elementem. Ważne, aby był to konflikt merytoryczny. Konfliktów personalnych lepiej nie rozpalajmy.

A Urząd? Ludzie chyba trochę bali się czystki, padały też oskarżenia, że zatrudniać pani będzie swoje koleżanki…

Nikogo nie zwolniłam. Nie stworzyłam też żadnych nowych stanowisk. W drodze konkursu uzupełniony został jedynie etat stworzony jeszcze przez poprzedniego burmistrza, w wydziale finansów.


Co jeszcze sprawiło pani trudności? A co poszło łatwo?


Trudnością było złapanie tego kontaktu z Radą i przełamanie powyborczych lodów. Ciężka praca urzędnicza to też wielka trudność, ale z tym się liczyłam. Jestem przyzwyczajona do ciężkiej pracy. Bardzo pomocny jest mi mój Zastępca. Uzupełniamy się i rozumiemy. Funkcja burmistrza często bywa reprezentacyjna. Odbywam wiele spotkań – z mieszkańcami, przedsiębiorcami, przedstawicielami urzędów. Często wyłączona jestem z pracy typowo urzędniczej. Wtedy odpowiedzialność przejmuje Zastępca.

Taki zastępca od czarnej roboty…


… i bardzo ważnej.

A po której stronie – plusów czy minusów postawiłaby pani swoje relacje z urzędnikami?

Myślę, że jak na początek współpracy, są dobre. Piętnaście lat ktoś inny z tymi ludźmi przebywał, ktoś inny nimi zarządzał. Staram się czasami postawić na ich miejscu, jak ja bym odbierała nową sytuację. Jedni urzędnicy szybciej dostosowali się do moich oczekiwań, inni później. Chcę, aby pracownicy byli przede wszystkim z ludźmi, żeby byli dla ludzi. Wydłużyliśmy godziny urzędowania, żeby oczekiwania i potrzeby społeczeństwa były jak najlepiej przez nas realizowane. Powtarzam to zawsze i wszystkim: nie musimy się kochać, musimy się jednak szanować i wykonywać pracę najlepiej jak potrafimy. Dla ludzi. Właśnie dla ludzi.

Szanuje pani urzędników?

Tak.

Jest pani wymagającym szefem?

Tak, staram się wymagać. Ten pierwszy rok był na poznanie pracowników, ich możliwości, ich podejścia do pracy. I po roku muszę powiedzieć, że rzeczywiście moja wiedza na temat każdego pracownika jest znacznie bogatsza. Dziś już wiem, kto jak pracuje i na bieżąco będę tak organizować pracę Urzędu, żeby funkcjonował coraz lepiej.

Te trudności w relacjach z urzędnikami były chyba do przewidzenia… Każdy mógł sobie myśleć – przyjdzie nowa i nas pozwalnia…


Niejeden nowy szef zapewne tak by uczynił.

A sukcesy? Były jakieś w tym trudnym roku?

Sukcesem jest to, że udało się uchwalić budżet obywatelski. Próby w poprzedniej kadencji były nieudane. Miejscowości wiejskie mają fundusz sołecki, miasto ma teraz budżet obywatelski. Po pierwszych doświadczeniach z budżetem okazuje się, że przyjął się w naszej społeczności. Złożono kilkanaście projektów. Głosowało ponad półtora tysiąca mieszkańców. Za sukces uważam przygotowanie wniosku, jeśli chodzi o tereny pod specjalną strefę ekonomiczną. Od pół roku wniosek czeka na zatwierdzenie przez Radę Ministrów. Mam nadzieję, że w niedługim czasie nowy Rząd powiększy strefę ekonomiczną o tereny naszego samorządu.

Opozycja woła gdzieś w anonimowych wpisach, że ta strefa to żaden sukces. Że jej w ogóle nie będzie…

Już w poprzednich kadencjach trwały prace nad strefą. Ja zrobiłam duży krok – uruchomiłam procedurę włączania terenów do tej strefy. Teraz decyzja należy do Rządu. Strefa sama w sobie sukcesem nie jest, ale bez niej nie da się mówić o sukcesie przyciągnięcia inwestorów. Moim priorytetem jest zabieganie o to, żeby w naszej gminie w końcu zechciały tworzyć się nowe miejsca pracy. Bez strefy trudno będzie o zewnętrznych inwestorów. Czekając na decyzje administracyjne w sprawie strefy, nie czekamy z uzbrajaniem terenów inwestycyjnych. Ruszamy już w tym roku.

Czyli od czerwca nic się nie dzieje z wnioskiem?

Chronologicznie nasza działania wyglądają tak: w styczniu 2015 odbyliśmy robocze spotkania z przedstawicielami Spółki Akcyjnej Warmińsko – Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Do marca przygotowywaliśmy wszystkie dokumenty, które były potrzebne do wniosku o włączenie terenów do strefy. Konieczna była też odpowiednia uchwała Rady. Na marcowej sesji radni jednogłośnie pojęli ją. W kwietniu kompletny wniosek wysłaliśmy do Spółki. Spółka, po jego weryfikacji, w czerwcu wysłała go do ministerstwa gospodarki. Ministerstwo zawnioskowało o zmniejszenie ilości gmin i terenów na wniosku. My zostaliśmy. Potem były wybory parlamentarne, zmienił się rząd, zmieniło się ministerstwo. Jesteśmy w ciągłym kontakcie ze Spółką, która prosi o cierpliwość. Czekamy więc na ostatni element – decyzję Rady Ministrów.

Przy okazji, chcę wyrazić wdzięczność dla Rady Miejskiej za wspieranie w sprawie strefy. Ważną decyzją była rezygnacja z „kupujemy” i przesunięcie środków przeznaczonych na dalszy wykup gruntów na uzbrajanie terenów inwestycyjnych.

Ale o co chodziło z tym „kupujemy”?

W poprzedniej kadencji był pomysł, by dalej kupować grunty pod przyszłą strefę. Przekonaliśmy jednak Radę, aby odpuścić na razie zakup kolejnych hektarów i spróbować uzbroić to, co już mamy. Tylko w chwili, gdy strefa będzie uzbrojona, jest szansa, że ktoś się nią zainteresuje. Rozmawiam z zewnętrznymi firmami. Oglądają nasze tereny. Do rozmów są skłonni wrócić, gdy pojawi się podstawowa infrastruktura – kanalizacja, woda i prąd.

Społeczność się niecierpliwi…


Jesteśmy teraz na etapie wyłonienia wykonawcy, w styczniu będzie umowa. Do końca 2016 roku zrobimy część infrastruktury, czyli wodociąg i kanalizację sanitarną. Potem będziemy robili drugą część infrastruktury, czyli kanalizacje deszczową, drogę i elektryczność. Mamy już stosowną dokumentację. Nie ukrywam, że te działania były istotne dla pozytywnych losów wniosku, który trafił do Ministerstwa Gospodarki. Pamiętajmy jednak, że strefa to nie jest coś ekstra w dzisiejszych czasach. To już jest standard, którym pochwalić się może wiele samorządów. Nie możemy być w tyle.

Już jedna strefa stoi z elektrycznością z drogami dojazdowymi… tuż obok stadionu…


Na tamten teren też jest koncepcja. Przeprowadzony został przetarg na dokumentację techniczną dotyczącą targowiska, by móc w przyszłości przenieść obecne targowisko w godziwe warunki. Najprawdopodobniej pojawi się możliwość finansowania budowy takich obiektów z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.

Sobotni bazar żuromiński?

Właśnie.


Nie obawiacie się, że, jak powstanie jakiś zakład przemysłowy, to po kilku latach, kiedy ulgi w strefie ekonomicznej nie będą obowiązywać, to taka firma sobie po prostu odejdzie, zwalniając wszystkich pracowników. Podobne sytuacje obserwowaliśmy w Polsce…


Nie mamy takich obaw. Jesteśmy po rozmowach z gminami, które mają strefy. U nich teraz nie brakuje firm, brakuje rąk do pracy.

Mówi pani coś liczba 300.

Wiem, o co chodzi. Moi oponenci roznoszą wieść, że Aneta Goliat obiecała 300 miejsc pracy. Pochlebia mi taka wiara, ale ja w swojej kampanii wyborczej nie powiedziałam, że jako Burmistrz stworzę 300 miejsc pracy. W żadnym moim materiale wyborczym nic takiego nie ma.
Jasne, że będę walczyć z bezrobociem, ale rozpowszechnianie informacji, że Goliat obiecała 300 miejsc pracy jest kłamstwem. Choć nie mam nic przeciwko, aby ci, którzy wojują takim sloganem, byli dobrymi prorokami.
Być może ta liczba wzięła się z ulotek wyborczych WZU w wyborach do powiatu. Komitet Wyborczy WZU proponował zachęcenie z pozycji powiatu wszystkich gmin do stworzenia spółdzielni socjalnych. Są przykłady samorządów, gdzie w ramach kilku spółdzielni pracę znalazło dziesiątki osób. Podsumowując: w wyborach do Rady Powiatu WZU proponowało nie 300, a do 300 miejsc pracy i nie w ramach budowania fabryk, a tworzenia spółdzielni socjalnych. Dziś oponenci manipulują informacją, że Goliat obiecała 300 miejsc pracy i próbują mnie z tego rozliczać. Sprytne, choć nieuczciwe.

Ale dobrze by było, żeby powstawały jakieś miejsca pracy…

Bardzo dobrze, że ludzie mówią o miejscach pracy. Tworzenie warunków do lokalnego rozwoju gospodarczego jest moim priorytetem. Ułatwienia dla naszych przedsiębiorców, atrakcyjne warunki dla zewnętrznych inwestorów. Tylko dzięki temu mogą powstawać nowe miejsca pracy. Dodatkowym tematem, z którym mierzę się podczas spotkań z inwestorami, są kurniki i chlewnie. Gdziekolwiek jestem poza gminą czy powiatu, to ciągle słyszę: „Przecież wy tylko kurniki budujecie.”. I ja muszę odkręcać ten mit. My chcemy mieć także inne miejsca pracy. Kurników w zupełności wystarczy. Owszem one są ważne, bo to są też inwestycje, to nakręca nasz lokalny rynek, to też jakieś miejsca pracy.

Ale u nas już nie ma pięknych miejsc. Naprawdę. Gmina Lubowidz ma część parku krajobrazowego. Tam nikt nie wejdzie, a u nas nie ma. Wszędzie są kurniki, Jedynym miejscem, gdzie ich jeszcze nie ma w naszej gminie to Nadratowo – taka nasza ostoja przyrodnicza. Tam jest tyle dzikiego ptactwa, łosie, bagna i grzęzawiska.

Niestety w Nadratowo też może być zagrożone uciążliwymi inwestycjami. Oczywiście wykorzystam wszystkie narzędzia prawne, by ochronić ten piękny obszar.

Z pani wypowiedzi wynika, że jest pani przeciw budowaniu nowych kurników w gminie…

Uważam, że na naszym terenie mamy tych ferm już tak dużo, że naprawdę powinny być ograniczenia. Należy zbudować kompromis w tego typu inwestycjach. Mieszkańcy gminy nie powinni żyć w pogorszonych warunkach. Powinniśmy dążyć raczej do tego, by te warunki poprawiać.

Plany zagospodarowania pomogą?

Tak. To na dziś jedyne realne narzędzie. Chciałabym też sprostować pewną informację, którą byliśmy karmieni przez ostatnie lata. Nie jest prawdą, że stworzenie planów dla całej gminy, to wydatek, na który nas nie stać. Potwierdziły to rozstrzygnięcia przetargów na utworzenie planów, które zarządziłam. Wystarczyło odważyć się i spróbować. Na szali stawiamy przecież nasze zdrowie i komfort życia.

Rozmawialiśmy o sukcesach i porażkach roku 2015. Nie da się jednak ukryć, że rok 2015 był mizerny jeśli chodzi o inwestycje…

W 2015 roku realizowaliśmy budżet przygotowany jeszcze w poprzedniej kadencji. Na inwestycje wydaliśmy ponad milion złotych. Mimo to, wiele udało nam się zrobić. Poza tym, w tym roku nie wzięliśmy kredytu. Do tej pory rok w rok był brany kredyt. Postanowiliśmy dać trochę odpocząć wskaźnikom.

Słowem, mieliście mało pieniędzy do wydawania?


Tak. W roku 2016 mamy na inwestycje ponad trzy miliony złotych. Ponad dwa razy tyle, co w 2015.

Będzie więcej, ale szału nie ma… choć różnica inwestycyjna jest spora…


Będzie to na pewno widać. Nie ukrywam, że będziemy wnioskować o środki z zewnątrz. Kompletujemy dokumentację projektową. Chcemy wnioskować wszędzie tam, gdzie się da o środki zewnętrzne. Z różnych programów. Żeby wygrać, trzeba przede wszystkim zagrać.

A macie jakieś inwestycje wspólne z innymi samorządami?

Mamy porozumienie z powiatem dotyczące drogi powiatowej w Kosewie. Tutaj powiat wystąpił o współpracę, o partycypowanie w kosztach dokumentacji projektowej.

A proszę jeszcze o komentarz do faktu powstania chodnika w Dąbrowie. Sprawę obserwowaliśmy i opisywaliśmy od początku. Mieszkańcom Dąbrowy bardzo zależało na chodniku, a okazało się, że przez tyle lat nie można go było zrobić. Aż tu nagle okazuje się, że można?

Pamiętałam, jak przed wyborami byłam u mieszkańców Dąbrowy ciężko było przejść z jednej strony ulicy na drugą. Dzięki Bogu, nigdy nie doszło do poważnego wypadku. Zaraz po objęciu funkcji, pojechaliśmy z Zastępcą do Dyrektor Rejonu Dróg Mazowieckiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, by o tej sprawie rozmawiać. Z naszej strony była pełna determinacja partycypacji finansowej w tej inwestycji. Kolejne spotkanie odbyliśmy z przedstawicielem Zarządu Województwa Mazowieckiego. Cóż więcej mogę powiedzieć: cieszę się bardzo, że inwestycja została wreszcie zrealizowana.

No dobra, mamy budżet, mamy inwestycje na przyszły rok. A co będzie, jeśli pani burmistrz nie otrzyma absolutorium od radnych? Będziemy wybierali nowego burmistrza?

Trzeba pamiętać, że absolutorium dostaje się za wykonanie budżetu. Absolutorium powinno mieć charakter oceny finansowej, nie politycznej. Wszystko przed nami. Ja dołożyłam wszelkiej staranności, aby budżet na rok 2015 wykonać należycie. W odpowiednim czasie oceni to Regionalna Izba Obrachunkowa. Jej opinia będzie bazowym dokumentem dla radnych. Jeśli zaś chodzi o konsekwencje nieudzielenia absolutorium, to w przypadku pobudek jedynie politycznych, nie są one tak oczywiste. Od początku kadencji słyszę plotki o mojej rychłej samorządowej śmierci. Już kilka razy miałam upaść. Teraz słyszę o absolutorium. Nie rozumiem, czemu pojawiają się pokusy mieszania między mną i Radą. Oprócz tego, że Radni pełnią funkcję kontrolną wobec Burmistrza, to także podejmują trud wspólnego budowania z Burmistrzem samorządu. I na tym się skupiam.

Nie da się jednak ukryć, że to głosowanie jest odbierane jako polityczne. Często w radach zdarzało się tak, że podczas sesji absolutoryjnej radni opozycyjni głosowali przeciw.

Byłoby mi przykro, gdyby z powodów politycznych Rada nie udzieliła mi absolutorium. Jednak ja zakładam wariant oceny finansowej przez radnych. I w tym przypadku jestem do dyspozycji i otwarta na merytoryczną krytykę.

A jak pani sądzi, czy wśród ludzi jest ciągle mocna i silna pani pozycja?

Ciągle mam dużo pozytywnych sygnałów. Ja naprawdę dobrze się czuję wśród ludzi i staram się ich nie zawieść. Choć urząd Burmistrza pełnię dopiero rok. Przy słowach krytyki proszę o cierpliwość i danie szansy. Cieszę się z każdego słowa. Także tego krytycznego. Dzięki temu mam szansę na korektę swoich działań.

Mam jeszcze jeden duży problem, który chciałbym przedyskutować. A mianowicie problem, który dotyczy narkotykowych śmierci w Żurominie. Mimo iż na spotkaniu policjanci mówili, że nie jest to problem, bo liczba zgonów nie odbiega od statystyk, to mnie takie statystyki nie przekonują. Obserwuję doniesienia z innych rejonów i tam nie ma problem. U nas jest ogromny. W Przasnyszu, Makowie, a nawet w Mławie, nie umierają narkomani w takiej skali. A to nie są ostatni, bo w tygodniu karetki nie raz jeżdżą do zapaści narkotykowych. Czy czuje Pani jakąś odpowiedzialność, żeby coś z tym zrobić?

Czuję i powiem, że bardzo martwi mnie ta sytuacja. Ostatnio rozmawialiśmy o tym na komisjach wspólnych, bo poruszyłam ten temat. Czuję, tym bardziej, że jestem matką dwójki chłopców już dorastających. Jestem przerażona też jako rodzic tą sytuacją. Nie możemy pozostawać obojętni. Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie prof. Jędrzejko, który miał ostatnio konferencję w kinie ( ŻCK). Szkoda, że było bardzo mało osób. Zabrakło mi tam dyrektorów szkół. Pytam, dlaczego ich nie było, bo przecież to jest problem, który dotyka dzieci i młodzież. Powinni być. Umówiliśmy się, że 29 stycznia 2016 r. profesor znów do nas przyjedzie i spotka się z nauczycielami. Ma to odbyć się w formie nie tyle konferencji, co warsztatów. Ja słuchałam profesora z otwartą buzią. Mówił, jak pomagać, jak reagować, co robić. Dla mnie to fachowiec naprawdę światowej klasy. Stawiam jako burmistrz miasta i gminy na profilaktykę. Nie mam narzędzi do zamykania przestępców, jestem otwarta natomiast, żeby organizować spotkania z nauczycielami i z rodzicami. Rodzic musi wiedzieć, rodzic musi umieć zauważyć, co się dzieje z dzieckiem i jak reagować. Po konferencji w kinie podeszła do mnie mama narkomana i mówi do mnie: „wie pani, ja mam syna, który bierze dopalacze. W tej chwili jest na odwyku, leczy się i to, co ten pan mówi, to jest w stu procentach prawda. Tak było, tak się zachowywał mój syn, ja nie umiałam mu pomóc i dobrze, że ktoś się po drodze pojawił i udzielił wskazówek”. Powtarzam, przede wszystkim profilaktyka. Ale bardzo ważna jest też umiejętność zagospodarowania dzieciom czasu wolnego. Musimy pomóc im go zagospodarować, musimy pomóc im rozwijać ich pasje. Czy to będzie udział w jakiejś orkiestrze dętej, czy chodzenie na brydża, na szachy, czy uprawianie sportu. Musimy inwestować w czas wolny dzieci i młodzieży. Oczekuję też zaangażowania organów ścigania. Mieszkańcy mówią: „my wiemy, kto handluje, gdzie handluje. Policja nie chce tego wiedzieć, nie chce tego słyszeć”. Ja nie wejdę jako Burmistrz do czyjegoś domu czy piwnicy. Nie mogę skontrolować młodzieży, która tam siedzi. Potrzeba aktywności ze strony Policji. Wiem, że to nie jest łatwe, ale tu w grę wchodzi walka o życie naszych dzieci. Wszyscy razem musimy pomagać policji walczyć z problem dopalaczy, narkotyków, wtedy nam się uda.

Podsumowując naszą rozmowę - rok 2015 w jednym zdaniu…

Rok 2015 był dla nas rokiem na dotarciu. Docieraliśmy się z radą, docieramy się w urzędzie, a w roku kolejnym wrzucimy drugi bieg. Szok powyborczy już minął.

Komentarze (87) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ogrr #1934401 | 95.49.*.* 18 lut 2016 09:28

    W końcu udało się ES pani z technikum wygryżć kierownika finansów. Gratulacje za skuteczność i wytrwałość!

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Pytanie? #1932896 | 217.99.*.* 16 lut 2016 13:40

    Nie ma 300 miejsc pracy ale w takim razie ile miejsc pracy powstało???

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Do DIONIZY #1925174 | 87.116.*.* 4 lut 2016 22:34

    Dionizy - jest pachołkiem miejscowych " zielonych bandziorów" musi pisać w pracy, musi pisać po pracy, bo by dekla z pracy zwolnili....................

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Do DIONIZY #1925124 | 95.49.*.* 4 lut 2016 21:54

      Skoro nie widzisz nikogo na zastępstwo obecnej władzy to zadziała na zasadzie ostatnich wyborów. Obojętnie kto byle nie ci którzy rządzą i to bardzo żle rządzą. Tak że każdy kto wystartuje pokona obecną władzę. ą dogrywka będzie między dwoma nowymi kandydatami. Kto wygra sam Bóg raczy wiedzieć.

      Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

      1. Już po szoku? #1921565 | 79.191.*.* 1 lut 2016 09:03

        To nie Pani Goliat wygrała wybory. To Pan Nosek te wybory przegrał. Już po roku widać ze wpadliśmy z deszczu pod rynnę. Mam nadzieję że za dwa lata następca Pani Goliat wygra i efekty rządzenia będą dużo lepsze.

        Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (3)

        Pokaż wszystkie komentarze (87)