Sobota, 10 grudnia 2016. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

ORGANIZACJE SPOŁECZNO – KULTURALNE W BIEŻUNIU W LATACH 1918-1939

2016-08-06 12:00:00 (ost. akt: 2016-08-05 11:55:09)
Mordechaj Karmel, Księga Pamięci Żydów Bieżuńskich, Bieżuń 2009, s. 38

Mordechaj Karmel, Księga Pamięci Żydów Bieżuńskich, Bieżuń 2009, s. 38

Podziel się:

Organizacje żydowskie – syjoniści Bnej Syjon, Mizrachi, Bnot Syjon

Mordechaj Karmel wspomina: „W 1917 r. powstało [w Bieżuniu] towarzystwo Bnej Syjon. Pamiętam jeszcze część kolegów: braci Gurtyat, Abrahama Rozensztajna, Szlajba i Mordechaja Aszera Działowicza, Mordechaja Wajsmela, Rafaela Gerlica, Fiszla Filderbauma, Załmana Jehudę Lewiego, Abrahama Rozena, Meira Kleczewskiego, Jeszajachu Jechiela Lewinsona (…) i wszystkie dzieci Pinchasa Lweinsona. Naszym zamiarem było, aby każdy członek wpłacał co tydzień 5 marek i kiedy zbierze się duża suma pieniędzy lub kiedy postanowimy wyemigrować do Palestyny, muszą wszyscy jechać razem, albo najpierw część, a druga grupa potem. (…) W każde święto Simchat Tora organizowano osobną grupę modlitewną i udało się nam zebrać wiele pieniędzy na rzecz funduszu „ Keren Kajemet Leisrael”. Biblioteka działała bardzo dobrze. Tutaj zbierali się koledzy z partii i różnych grup. Uczestniczenie w zebraniach z odczytami i kursach dla grup młodzieży było dużą przyjemnością. Czasem przybywał mówca z Warszawy i wygłaszał referat. Także w naszym mieście byli tacy, którzy to umieli. W pierwszym okresie zakładania hebrajskiej biblioteki odczyty wygłaszał Lejb Kelman, następnie robił to Josef Lewi, a kiedy praca kulturalna nabrała rozmachu i spotkania odbywały się w jednym miejscu, referentami byli: Meir Kleczewski, Jeszejahu Jechiel Lewinson, Fiszel Fliderbaum i Rafael Gerlic.
Wszystko szło składnie i sprawnie, póki nie pojawiła się przeszkoda. Członkowie Mizrachi (…) nie czuli się dobrze na spotkaniach, gdzie słuchano referatów, przeszkadzało im, że za dużo było dziewcząt, i że musieli się z nimi stykać. Kiedy odsunęli się od dziewcząt, te obraziły się i postanowiły sobie wynająć osobny lokal u Mosze Chaima Lipszyca, naprzeciwko mieszkania rabina. Nazywały się Bnot Syjon (Córki Syjonu). Lokal urządziły sobie ładnie, zawiesiły obrazy. Także umeblowanie – stoły i ławki – były porządne. Prócz tego zafundowały sobie bardzo drogi niebiesko – biały sztandar syjonistyczny. Przyjemnie było na to wszystko spojrzeć. Do komitetu należały: Henia Małka Lipszyc, Sara Lipszyc, P. Listman i jeszcze kilka inteligentnych panien. Bardzo żałowałem i gniewałem się, że wydaje się pieniądze na „podwójna buchalterię”. (…) Przez cały czas mówiłem, że nie potrzeba osobnego związku kobiecego, że można być razem i nie należy zwracać uwagi na drobiazgi. Nie chciano mnie słuchać. Postanowiłem jednak siłą zlikwidować ten stan. Uważałem, że nie jest dobrze, kiedy w tak małym miasteczku, gdzie każdy grosz jest cenny, robi się niepotrzebne wydatki. Razem byłoby to znacznie lepiej prowadzone, pod każdym względem – i w pracy uświadamiającej, i w zbiórce na rzecz funduszu „Keren Kajemet Leisrael” na zakup ziemi w Palestynie. Nie zacząłem, póki nie opracowałem planu. Postanowiłem, że kiedy będziemy wystawiali sztukę teatralną, a ja będę porządkowym na sali, wykorzystam piętnastominutową przerwę i potajemnie wyniosę wszystko z lokalu Bnot Syjon. Liczyłem na to, że dziewczęta nie zdołają się już więcej zorganizować. Jak wymyśliłem, tak zrobiłem. Wszyscy porządkowi w teatrze byli w zmowie ze mną, dobrze przygotowani. Podczas antraktu weszliśmy do lokalu Bnot Syjon. Wszędzie postawiłem strażników, na wypadek, gdyby ktoś nadszedł. Wszystko poszło według planu. Obrazy spaliliśmy w warsztacie Akiby Turkiewicza. Od tego czasu nie było już osobnej partii dziewcząt i nikomu nie przyszło na myśl, że ja byłem w to wmieszany. One myślały, że zrobił to Bund. Niedługo trwało i grupa Poalej Syjon oddzieliła się od biblioteki. Syjoiniści pozostali w bibliotece u Klejny, a my – poalej-syjoniści – wyszliśmy. Podzieliliśmy się wszystkim, ale nie przeszło to tak gładko, jak o tym opowiadam. Były kłótnie i bijatyki, ale w końcu wyszliśmy z honorem. Wynajęliśmy lokal przy ul. Młyńskiej [obecnie Zamkowa] i urządziliśmy się w nim wygodnie. Nasz poalej –syjonistyczny lokal miał ładna bibliotekę, czytelnie, w której odbywały się kursy wieczorowe dla organizacji młodzieżowych. (…) W ten sposób, spokojnie i cicho, toczyło się społeczne życie. Pomiędzy wszystkimi partiami – w stosunkach osobistych pomiędzy ich członkami – panował spokój i zgoda.”

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB