Sobota, 3 grudnia 2016. Imieniny Hilarego, Franciszki, Ksawery

Mam wspaniałych sąsiadów. Ludzie, bardzo wam dziękuję

2016-09-16 10:07:44 (ost. akt: 2016-09-17 08:53:26)
Państwo Badaszewscy pokazują nam, jak pożar strawił ich dobytek

Państwo Badaszewscy pokazują nam, jak pożar strawił ich dobytek

Autor zdjęcia: fot. Anna Bonisławska

Podziel się:

Mirosław Badaszewski jeszcze kręcił się po podwórku. Dochodziła 18. Nagle z obory zaczął wydobywać się dym. - Wbiegłem do środka i zacząłem gasić – mówi gospodarz z Dźwierzna. Nagle pojawili się inni ludzie. - Jedni rozwijali wąż, drudzy wyprowadzali zwierzęta. Wszędzie płomienie, a z dachu leciały płyty. To szczęście, że nikt nie zginął – mówi Mirosław Badaszewski.

Adam Ejnik
a.ejnik@kurierzurominski.pl

Do tragedii doszło w sobotę 10 września. W oborze wybuchł pożar. Spłonęły dwie obory, stodoła oraz wiata. Straty wstępnie szacuje się na 700 tysięcy złotych.
Rolnikowi udało się wyprowadzić z obór prawie wszystkie zwierzęta, było to 40 sztuk bydła.
- Tylko jedna krowa poszła w ogień. Zamiast biec do wyjścia, wbiegła do stodoły. Nie udało się jej uratować. Jeszcze jeden byk zaczął się palić, ale jego się udało uratować – mówi gospodarz.

Akcja w pewnym momencie była bardzo dramatyczna.
- Z jednej z obór wyciągaliśmy cielaki przez okno, bo przy drzwiach był już ogień – mówi Mirosław Badaszewski.

Akcja strażaków
Na miejsce przyjechało 18 jednostek straży pożarnej. Momentalnie rozpoczęli akcję gaśniczą. Gasili strumieniami wody pożar, odizolowali pozostałe budynki, a później dogaszali siano i słomę. Akcja strażaków trwała do południa następnego dnia, pomagali im rolnicy, którzy turami odwracali żarzące się siano. Wyniesionego w pole siana sąsiedzi pilnowali jeszcze kolejną dobę. W nocy dwa razy wzniecał się pożar, który natychmiast został opanowany.

Pożar w domu i ludzka pomoc
Tego weekendu nad rodziną Badaszewskich jakby wisiała klątwa. W niedzielę około godziny ósmej zaczęło palić się w domu.
- Zobaczyłam dym i ogień – mówi Agnieszka Badaszewska – Zaczęłam krzyczeć, żeby wszyscy uciekali z domu. Dzieci, rodzina, wszyscy byli.
Agnieszka Badaszewska przestraszyła się bardzo, poprzedniego dnia uderzyła ją jedna ze spadających płyt. Musiała korzystać z pomocy sanitarnej. W niedzielę okazało się, że przesilenia nie wytrzymała również instalacja elektryczna w domu państwa Badaszewskich.
Na szczęście strażaków było całe podwórko. Natychmiast zajęli się oni problemem.
- Bardzo dziękujemy strażakom za szybką i sprawną akcję. Dziękujemy też sąsiadom i mieszkańcom naszej i sąsiednich wsi za natychmiastową pomoc – nie ukrywają wzruszenia państwo Badaszewscy.
Rodzina Badaszewskich na każdym kroku powtarzała jedno.
- Ludzie są wspaniali – mówili i Mirosław, i Agnieszka.
Jeszcze tego samego dnia rolnicy zorganizowali się i przywieźli siano dla zwierząt. Niektórzy dawali pieniądze inni obiecali pomoc.

Władze na posterunku
Na miejscu pojawił się też burmistrz Bieżunia Andrzej Szymański. Rozmawiał z gospodarzem, zorganizował pierwszą pomoc dla ofiar pożaru.
- Rozmawiałem z sołtysami z większości sołectw dookoła. Zorganizowaliśmy państwu Badaszewskim pomoc materialną. Myślę, że ta pomoc będzie na tyle wystarczająca, że rodzina się troszeczkę odbuduje. Poza tym chcę wystąpić do wojewody o specjalne środki. W dalszym ciągu też sami działamy, żeby ułatwić rodzinie z Dźwierzna dalsze funkcjonowanie. Mieszkańcy przekazali już żywność dla zwierząt. Wczoraj z różnych wsi szły całe transporty siana. Będziemy cały czas się sytuacji przyglądać. Wiemy, że rodzina dostanie cement, dostanie pustaki. Ludzie pokazali swoją wyrozumiałość na ludzką krzywdę. I to jest niezwykle budujące. Władza też nie będzie próżnować.
Ponadto wystąpimy również do nadzoru budowlanego o przyspieszone decyzje dotyczące rekonstrukcji dachu – mówił burmistrz Szymański.

Przed zimą musimy zdążyć
Rodzina Badaszewskich bardzo dziękuje za pomoc.
- Nie spodziewaliśmy się, że wszyscy tak szybko zareagują – mówi Mirosław Badaszewski – Proszę zobaczyć – pokazuje nam ogromne sterty siana – To wszystko przywieźli nam ludzie. Nawet wędliny dostaliśmy od właściciela masarni.
- Brakuje nam jeszcze słomy, bo spaliło się wszystko – mówi – Czego jeszcze? Nie wiem, jutro zaczynamy odbudowę, najtrudniej było o murarza, bo wszyscy już mają zajęte terminy, ale się udało.
Na pola wygnane zostały cielaki i krowy. Pogoda sprzyja, ale niektóre zwierzaki jeszcze nie pasły się poza oborą, więc nie było łatwo. Pan Mirosław patrzy na swoje spalone budynki.
- Musimy zakasać rękawy. Przed zimą musimy zdążyć – mówi.

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Shamman #2068781 | 88.156.*.* 19 wrz 2016 11:58

    Ano tłuku poczytaj sobie co to jest OC rolnika... Zacznij, tumanie, od rozszyfrowania skrótu OC. Potem już będzie łatwiej.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. obserwator #2067445 | 31.0.*.* 17 wrz 2016 15:10

    Jak nie wstyd tym komentującym. Bardzo dobrze, że ludzie zebrali się i pomogli. Każdy mógłby znalesc się w podobnej sytuacji.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Do Shaman #2066611 | 83.31.*.* 16 wrz 2016 14:06

    Widać ze nie jesteś rolnikiem. Rolnik musi zapłacić obowiązkowe OC budynków. I gdzie wyczytałeś że nie było ono zapłacone?

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. 700 #2066427 | 94.254.*.* 16 wrz 2016 11:01

    Czy 700tys jest warte zycia? niech sie cieszy,że żyje, może nawet dać na mszę, ksiądz odprawi i przedstawi,że Bóg tak chciał.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz