środa, 28 czerwca 2017. Imieniny Florentyny, Ligii, Leona

Plan zabrania wszystkiego? Mieszkańcy się skarżą

2017-01-13 11:25:08 (ost. akt: 2017-01-13 11:28:40)
Mieszkańcy skarżą się na powstające plany zagospodarowania

Mieszkańcy skarżą się na powstające plany zagospodarowania

Podziel się:

W żuromińskim magistracie powstają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego kilku miejscowości. Procedura ich uchwalania zbliża się ku końcowi. Jednak rozwiązania, które przewiduje dokument nie wszystkim się podobają. Rolnicy się skarżą.

Ewa Jabłońska
e.jablonska@kurierzurominski.pl
Od kilku miesięcy powstaje plan zagospodarowania wsi na terenie gminy Żuromin. Samorząd przystąpił do sporządzenia tego planu z powodu licznie powstających na terenie gminy kurników i chlewni. Na tego typu inwestycje skarżą się mieszkańcy. Plan ma ograniczyć powstawanie takich obiektów. Dokumenty już powstały. Każdy mógł się z nimi zapoznać. Można było też wnioskować o zmiany w dokumencie. Najpierw wnioski zaakceptowała bądź odrzuciła burmistrz. Następnie zweryfikują je radni. Sesja na której będą uchwalane plany została zaplanowana na 12 stycznia.
Już nic nie będzie można?
Na ostatnim wspólnym posiedzeniu Komisji Rady Miejskiej w Żurominie 27 grudnia było tłoczno. Uczestniczyło w niej wielu mieszkańców gminy i miasta. Przyszli, żeby wyrazić swoje niezadowolenie. Zasady, które ma wprowadzić powstający miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego wprowadzi ograniczenia. Mieszkańcy krytykowali powstający dokument.
- Moim zdaniem plan jest nieprzemyślany, zrobiony na szybko, żeby uciąć problem z kurnikami, przy okazji tracą na tym, zwykłe małe gospodarstwa, które chcą się rozwijać – mówił jeden z mieszkańców.
Inny mieszkaniec ma wątpliwości czy burmistrz i radni zapoznali się z zapisami zawartymi w dokumencie.
- Według mnie plan jest zrobiony na szybko. Nie wiem czy pani burmistrz to czytała, że dała do publicznej informacji, wypisuje bzdury na temat Dąbrowic, że są tam łabędzie. Tam przecież nie ma żadnych zbiorników wodnych – mówił mężczyzna.
Rolnicy skarżyli się, że nie mogą rozwijać swoich gospodarstw. Jeden z nich tłumaczył, że chce pobudować chlewnie dla swojego syna.
- Jestem rolnikiem i myślę, że mi się to należy – mówił mężczyzna.
- Przestańcie rolników wrzucać do jednego worka z fermami przemysłowymi – apelował jeden z mężczyzn.
Skarżyli się również przedsiębiorcy, że plan nie pozwoli im rozwijać firmy.
Były też pozytywne głosy
Popieram plan, bo inwestycje zostały uregulowane w sposób należyty. Bo czy ponad pieniądze ważniejsze są zdrowie i życie ludzi- mówiła mieszkanka Będzymina.
Radni po stronie mieszkańców
Po stronie mieszkańców stanął radny Krzysztof Czachorowski
- Te plany są zrobione bardzo szybko, my jako radni wiemy dlaczego tak się dzieje, uważam jednak, że trzeba poczekać i poprawić te plany bo one nie mogą być stosowane wobec rolników –mówił Krzysztof Czachorowski.
Zdaniem radnego plan powinien wskazywać miejsca gdzie można budować a ten tego nie robi. Podobnego zdania jest również radny Zbigniew Sochocki
-Inwestorzy planując inwestycje powinni wziąć pod uwagę czy nie będzie nikomu to przeszkadzać. Plan nie reguluje nic, tylko zabrania wszystkiego- mówił Zbigniew Sochocki.
5 decyzji czeka w Urzędzie
Burmistrz Żuromina Aneta Goliat przypominała o powodach przystąpienia samorządów do opracowania dokumentów planistycznych.
- Nasi mieszkańcy zgłaszają się do nas i proszą, żeby zrobić coś z sytuacją, kiedy za ich domem 100 – 200 metrów powstaje 6 – 7 kurników lub 4- 5 chlewni. Zgadzam się, że plan nie jest doskonały – mówiła burmistrz Aneta Goliat – sytuacja nie jest prosta, wszystkim dobrze nie da się zrobić.
Burmistrz przypomniała, że zawiesiła wydanie 55 decyzji środowiskowych. Odwieszenie ich spowoduje, że na terenie gminy powstanie co najmniej 100 obiektów wielkopowierzchniowych. Jeżeli w najbliższym czasie niepowstanie plan, burmistrz będzie zmuszona wydać pozytywne decyzje
- My nie chcemy nic zakazywać, chcemy tylko ograniczyć i nie robimy tego, bo tak się przywidziało burmistrz czy radnemu tylko dlatego, że były ogromne ilości wniosków, w których mieszkańcy błagają o ograniczenie tych potężnych inwestycji, bo nie mogą otworzyć okna i normalnie funkcjonować – tłumaczyła Aneta Goliat.
Podobne zdanie ma radny Andrzej Staroń
-Plan zagospodarowania w założeniu nie miał zamiaru nikogo pozbawiać czegokolwiek, on miał uregulować pewne sytuacje, żeby za jakiś czas się nie okazało, że wychodząc z domu wychodzimy na wprost chlewni czy innego dużego obiektu- mówił Andrzej Staroń - zamysł planu nie był taki, żeby komuś utrudniać życie .
Plan zagospodarowania przestrzennego powstaje na podstawie studium uwarunkowań. W gminie taki dokument obowiązuje od 2008 roku. W związku z tym dokumentem, w planie nie można zapisać minimalnych odległości w jakich by mogły powstawać chlewnie i kurniki
- Studium, które obowiązuje na terenie gminy nie odzwierciedla potrzeb mieszkańców, zdajemy sobie sprawę, że trzeba to zmienić – mówiła Goliat.
Mieszkańcy nie rozwiązali swoich problemów na spotkaniu z radnymi. Los ich wniosków nie jest jeszcze przesądzony. O tym zdecydują radni.

Komentarze (12) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Alex #2168374 | 5.172.*.* 26 sty 2017 12:48

    Wśród producentów trzody chlewnej jest powiedzenie że mieszkańcy,Wójtowie, czy Pani Burmistrz to mogą sobie tylko pogadać, Warszawa a dokładnie Ministerstwo Ochrony Środowiska i tak wyda zezwolenie wystarczy tylko umówić się z daną osobą na neutralnym terenie i wręczyć 100 000 zł. a opinia będzie pozytywna i włodarze gmin ani mieszkańcy nic nie zrobią, a to się opłaca, gdyż na chlewnię dostaje się kredyt 2000 000 zł. to co to jest dać 100 000 zł . urzędnikowi w ministerstwie, to się szybko zwróci gdyż podpisując umowę z PRIMĄ dają od 40 do 50 zł za odchów jednego tucznika a w chlewni odchowuje się od 2000 do 2500 tuczników , mnożąc to razy 40 zł. za sztukę,daje to dochód brutto. Czyli jest na spłatę kredytu, utrzymanie chlewni i jeszcze sporo zostaje a innych ma się w nosie, to samo jest z fermami drobiu.Oni się z tego śmieją że to jest śmieszna cena łapówki za jeden budynek. Najgorzej ma nowicjusz który nie ma dojścia musi dać odpowiednią dolę pośrednikowi który wprowadzi go do odpowiedniej osoby. Oni się z tym nie kryją , jak dostaną już zezwolenie to wręcz się chwalą.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Oserwator #2161992 | 94.254.*.* 17 sty 2017 21:44

    Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. Wszystkie firmy się rozwija i rosną w siłę, to czemu gmina rzuca pod nogi kłody ROLNIKOM????.TAKIE RŻECZY TYLKO W ŻUROMINIE widzę tu zawiść i zazdrość ludzką zgdzie nasi radni są??? Krzysztof Czachorowski tylko jeden po stronie ROLNIKA,gdzie reszta radnych ???

  3. żydziak #2160355 | 94.254.*.* 15 sty 2017 15:03

    Ten pan co buduje domek po prawo przed Chromakowem zapowiedział,że wykupi każdy kawałek ziemi w promieniu trzech kilometrów bo mu zapachy przeszkadzają z obcych chlewni a żyć chce w czystym powietrzu.Na Bieżuniu buduje na potęgę nie patrząc na sąsiadów. I to jest właśnie Polska,budowali, budują i będą budować ponieważ to napędza gospodarę, byle paprak robi klatki, byle paprak źle buduje ale buduje, byle paprak projektuje, obsługuje itd.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Mecenas #2160328 | 83.24.*.* 15 sty 2017 14:16

      Takie plany każdy sąd obali tak że to początek końca tych planów. Od czego są kancelarie adwokackie?

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. coma #2159961 | 94.254.*.* 14 sty 2017 21:21

      Mniej jaj od kur z klatek Organizacji zależy na przekształceniu polskiego przemysłu i zmiany proporcji tak, by zmniejszyła się duża przewaga chowu klatkowego. W Polsce pochodzi z niego bowiem aż 92 proc. jaj, a w Niemczech tylko 13 proc. Ale Andrzej Danielak, prezes Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu, widzi w nowym trendzie ogromne zagrożenie dla hodowców. - Doprowadzi on producentów jaj do bankructwa - mówi Danielak. Jak tłumaczy, w ostatnich latach hodowcy zainwestowali miliony złotych w większe klatki dla kur. Chodzi o tzw. klatki wzbogacone, których wprowadzenie wymusiła Unia Europejska w 2012 roku. Muszą zawierać gniazdo, grzędę, miejsce do ścierania pazurów, których nie było w poprzednich klatkach. Powierzchnia klatki wzrosła z 450 cm kw. do 750 cm kw. - Inwestycje nawet nie zdążyły się jeszcze zamortyzować, a już duże sieci mówią, że nie będą od nas kupowały jaj. Jeśli tak zrobią, to będzie to dla nas tragedia - mówi Danielak. Problem dotyczy wielu krajów, także Czech, Słowacji, Włoch czy Hiszpanii. Według Danielaka nowa polityka sklepów otworzy rynek dla importu jaj. A nadwyżka w polskim handlu zagranicznym jajami jest ogromna. W 2015 r. eksportowaliśmy je za 252 mln euro, a importowaliśmy za 34 mln euro. Danielak widzi w nowym trendzie działania zachodnich sieci, które próbują wykorzystać przewagę konkurencyjną. - Sugerują, że zależy im na dobrostanie ptaków, a przecież ostatecznie korzystają na tym hodowcy kur z wolnego wybiegu. Oni przeważają w Niemczech, w Anglii też jest ich coraz więcej - mówi.

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (12)