środa, 28 czerwca 2017. Imieniny Florentyny, Ligii, Leona

Młodzi pisarze otrzymali nagrody

2017-06-20 15:13:30 (ost. akt: 2017-06-20 15:14:14)
Ewelina Miecznikowska – Laureatka I miejsca przeczytała wszystkim zgromadzonym swoja pracę

Ewelina Miecznikowska – Laureatka I miejsca przeczytała wszystkim zgromadzonym swoja pracę

Podziel się:

Kilkanaście prac nadesłano do żuromińskiej biblioteki. Gimnazjaliści wzięli udział w konkursie na opowiadanie, którego tematem był kwiat. Jedną z nagród była publikacja tekstu na łamach Kuriera Żuromińskiego.

Powiatowo-Miejska Biblioteka Publiczna w Żurominie z końcem marca zorganizowała konkurs na opowiadanie pt.: "Kwiat". Był on skierowany do młodzieży gimnazjalnej. Biblioteka otrzymała 14 prac. Jury ze względów formalnych oceniło 9 opowiadań. Uroczysta gala wręczenia nagród odbyła się 7 czerwca. Pierwszą nagrodę otrzymała Ewelina Miecznikowska z Dzieczewa, za opowiadanie pt.:"Zapach bzu". Drugie miejsce zajęła Natalia Figurska z Chamska – "Kwiat". Na podium znalazła się również Katarzyna Czachorowska z Żuromina – "Witamy w świecie realiów". Kolejną nagrodę otrzymała Daria Grodecka z Dzieczewa, swoją pracę zatytułowała "Co czyha za Tobą...". V miejsce za opowiadanie „Dziewczyna w kwiecistej sukience” i nagrodę dodatkową, otrzymała Dominika Szablewska z Żuromina. Prace oceniało jury w składzie: Agnieszka Lis – pisarka, Agata Przybyłek – pisarka, Paula Borkowska - dziennikarz Kuriera Żuromińskiego, Małgorzata Kraśniewska - dyrektor Miejsko-Gminnej Biblioteki Publicznej w Bieżuniu, Joanna Rakoczy - dyrektor Powiatowo-Miejskiej Biblioteki Publicznej w Żurominie.

Ps. Nagrodę od "Kuriera Żuromińskiego" otrzymała Natalia Figurska z Chamska. Zapraszamy do lektury opowiadania poniżej.



Kwiat


Mógłbym opowiedzieć wam tysiące historii. Wiele z nich ukazuje tajemniczych bohaterów i wydarzenia, które łapią słuchacza za gardło i nie łagodzą uścisku, aż ten pozna zakończenie. Wtedy dzieci przechodzi zimny dreszcz strachu, a dorośli uśmiechają się półgębkiem. Oni oczekują konkretów, a bajkowy świat omijają szerokim łukiem. Dlatego opowiem wam prawdziwą historię.
Od kilku dni w powietrzu czuć było wiosnę. Słońce chyliło się ku
zachodowi, ale jego promienie nadal stanowiły uciechę dla biedronki, która sprawnie wspinała się po mojej łodydze. Gwałtownie przystanęła, co pobudziło moją czujność. Tylko niecodzienne wydarzenia odciągały jej uwagę od słodkiego zapachu pąków.
Z wąskiego pasu gęstej trawy, prowadzącego od żwirowej drogi do najbujniejszej części łąki, dochodził odgłos ludzkiego oddechu. Był przerywany i niestabilny. Nie mogłem ustalić, czym to było spowodowane, dopóki jego właścicielka nie przysiadła na wyżłobionym kamieniu, umożliwiając jej dokładne zlustrowanie.
Dziewczęce rysy twarzy wskazywały, że ma nie więcej niż szesnaście lat. Kasztanowe włosy spięła w niechlujny warkocz, który opadał na mokre od potu plecy. Musiała biec, co tłumaczyłoby też nieregularny oddech. Zaróżowione policzki wydawały się łączyć w jednolitą całość z delikatnymi ustami, które zacisnęła w wąską kreskę. Jej zielony oczy krążyły nienaturalnie szybko, pochłaniając wzrokiem całą łąkę. Nerwowo poruszała nogami, jakby chciała stąd uciec, ale jednocześnie nie miała dokąd.
Wiatr raptownie zelżał. Chciał, aby teraz dziewczyna zabrała głos, zdradziła więcej szczegółów na swój temat. Wątpiłem, że zrozumie jego intencje. Ludzie nie wierzą, że pogoda albo rośliny posiadają dusze i nie próbują się z nimi porozumieć.
My, mieszkańcy łąki, potrafiliśmy się zjednoczyć i działać w wspólnej sprawie. Nawet czuliśmy podobnie. Zgodnie stwierdziliśmy, że nasz gość jest prawdziwym wyjątkiem.
- Dlaczego to zrobił? Dlaczego zostawił mnie samą? Dlaczego, skoro wiedział,
że jest moją jedyną nadzieją? - jej głos miał łagodną i miękką barwę. Był jak rosnące nieopodal lipy, które ciągle wabiły do siebie pszczoły.
Z twarzy i postawy dziewczyny wypływał ogrom bezsilności. Szukaliśmy sposobu na okazanie przybyszce miłości, ale ona, ocierając łzy odeszła.
Słońcu przez kolejne dni dopisywał znakomity humor. Chciałem krzyczeć z radości, że Pani Wiosna otoczyła nas płaszczem swojej dorodności. Nie mogłem. Nie dlatego, że jestem kwiatem, który swoje uczucia wyraża drobnymi gestami, a Matka Natura nie obdarzyła go darem głosu. Perspektywa problemów dziewczyny nie pozwalała radować się nadejściem wiosny. Wykraczało to poza granicę wszelkiej lojalności.
Chloris wróciła po pięciodniowej przerwie. Nigdy nie zdradziła swojego imienia, ale jej subtelność i uroda zasługiwały na obdarzenie mianem greckiej bogini kwiatów. Tym razem była bardziej rozmowna. Płatki stokrotek z podenerwowania drgały jak struny wiolonczeli podczas koncertu operowego. We mnie nawet kilkumiesięczna susza nie wzbudzała takiego poczucia niesprawiedliwości jak historia dziewczyny.
Matka Chloris była pracoholiczką, która utrzymanie rodziny zawdzięczała dwóm etatom. Z czasem jej obecność w domu stała się bardziej legendą niż rzeczywistym faktem. Ale powroty matki były niczym farby, którymi dziewczyna malowała pełny miłości obraz zalążka rodzinnej ostoi. Przeciwieństwem były rzadkie spotkania z ojcem alkoholikiem. Chloris porównywała go do pikającego minutnika z ładunkiem wybuchowym o nieokiełznanej mocy rażenia. Każda mijająca sekunda na wyświetlaczu stopera przynosiła ulgę i wzbudzała trwogę przed eksplozją, która miała dopiero nadejść.
Dziewczyna przechyliła głowę na bok. Temperatura, jakby spadła gwałtownie o kilkanaście stopni, gdy dostrzegłem wyraźne siniaki na szyi. Poczułem, jak zalewa mnie fala nienawiści i chęci zemsty.
Dziewczyna była zastraszana. Była poniżana. Była bita.
Musiała wracać do domu, w którym czekało ją piekło.
Ale przyszła ponownie, by dołożyć jeszcze jeden element do tragicznej układanki swojego życia.
Do niedawna marzenia i ambicje kiełkowały w Chloris niczym dobrze nawadniane nasiona, dla których nawozem był brat Patryk.To o nim wspominała podczas pierwszej wizyty.
- Obiecał, że wyjedziemy stąd razem z mamą i zaczniemy wszystko od początku. Obiecał, że jeszcze kiedyś będę szczęśliwa. Obiecał… - słuchaliśmy w milczeniu. Słońce schowało się za chmurami, dodając nostalgii opowieści dziewczyny – Wyjechał. Sam. Mi zostawił tylko list. Przepraszał i próbował się usprawiedliwiać. Wiem, że nie chodziło mu o mnie. Zrobił to dla pozbycia się wyrzutów sumienia.
Czułem się, jakby łodygę przebił mi ostry gwóźdź, a nożyczki rozerwały płatki. Cierpiałem razem z Chloris. Musiałem coś zrobić, aby zatrzymać potok łez, którego źródłem były te piękne zielone oczy.
Skończyło się na dobrych chęciach, bo chwilę później dziewczyna była już w domu. Obiecała matce, że wróci szybciej, by razem mogły spędzić wieczór.
Dziewczyna kochała swoją ,,mamusię”, jak sama pieszczotliwie ją nazywała i, choć brzmi to paradoksalnie, z troski o nią nie udawała się po kolejnych pobiciach na policję. Ojciec groził, że zabije je obydwie nim zdąży dojść na komisariat.
Na odchodnym rzuciła, że wczoraj dostała jakiś list, ale matka zabrała go natychmiast. Dlaczego? Ojciec wrócił pijany i szantażował ją nożem.
Jej ostatnia wizyta na łące rozpoczęła się po wschodzie słońca. Nie obsypywała nas szczegółami. Nie wypowiadała żadnego zdania bez celu. Była rzeczowa i konsekwentna.
Przez miesiąc Chloris znajdowała w szkolnej szafce tajemnicze listy. Nie otwierała ich, dopóki charakter pisma na jednej z kopert nie przykuł uwagi. Górny brzuszek wielkiej litery ,,B” był większy od dolnego, a ogonki ,,p” i ,,y” zbyt podkręcone.
Patryk.
Rozerwała kopertę. Czuła jak braknie jej powietrza w płucach. List był krótki, ale kilka linijek tekstu znaczyło więcej niż tysiące zapisanych stron.
Patryk obiecał, że wróci.
Chloris wpadła w wir radości i nadziei. Kolejne listy zawierały zdublowane informacje, ale dziewczyna była zbyt podekscytowana, by zwrócić na to uwagę.
Gwałtowny impuls wypchnął ją z drogi ku szczęściu.
Listy podrzucali koledzy. Opowiadała, że mieli niezły ubaw, ale wtedy już jej nie słuchałem.
Musiałem nawiązać kontakt z wiatrem. Przypomniałem sobie o pierwszym przekazie. Wątpiłem, aby dwóch dowcipnisiów wysłało go pod domowy adres. Nie sprawialiby sobie tyle trudu. Wierzyłem, że nadał go Patryk.
Jak przystało na Króla Pogody, wiatr spisał się znakomicie. Gdy Chloris wpatrywała się w niebo pokierował chmurami, by utworzyły cyfrę jeden, symbolizującą pierwszy list. Dziewczyna długo nie reagowała.
Potem jakby porażona prądem zeskoczyła z kamienia. Prześwietliła wzrokiem łąkę i uśmiechnęła się łagodnie. Cichutko wyszeptała ,,dziękuję”. Odeszła. Nie wróciła nigdy więcej.
Jak dalej potoczyły się losy Chloris? Odpowiedź przyniesie Ci porywisty podmuch wiatru. Musisz tylko chcieć ją usłyszeć.

Conwalia
(Natalia Figurska)

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB