środa, 22 listopada 2017. Imieniny Cecylii, Jonatana, Marka

Moja praca, to moja pasja i odwrotnie

2017-11-07 14:08:45 (ost. akt: 2017-11-07 14:09:39)

Podziel się:

-mówi Beata Sobieraj z Żuromińskiego Centrum Kultury, która została uhonorowana odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej". Od ponad 30 lat pod jej okiem ćwiczą swój talent młodzi malarze, plastycy i rzeźbiarze.

Paula Borkowska: Na początku naszej rozmowy chciałam Pani pogratulować odznaki „ Zasłużony dla Kultury Polskiej” od Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Beata Sobieraj: Dziękuję bardzo.

P.B.: Proszę powiedzieć, za co otrzymała Pani owe wyróżnienie?

B.S.: Hmm, chyba za całokształt, ponieważ to uhonorowanie zbiegło się z 30-leciem mojej pracy zawodowej w Instytucji Kultury, ale uważam, że także za inne projekty, które realizowałam nie tylko w Żurominie. Ale to pytanie powinno być skierowane do wnioskodawcy, czyli do pana Janusza Kuklewicza dyrektora Żuromińskiego Centrum Kultury.

P.B.: Może się Pani pochwalić projektami, w których brała udział?

B.S.: Przez te wszystkie lata trochę ich było. Sama ich dokładnie nie pamiętam. Czasem przypominają mi o nich zdjęcia lub ludzie, często są to moi wychowankowie. To nie było tak, że zamykałam się i tworzyłam dla siebie. Każda osoba, która chciała ze mną w jakiś sposób współpracować, czy oczekiwała ode mnie pomocy, nie spotkała się z odmową. Zawsze starałam się pomóc i nie ważne czy to był ktoś z Żuromina, czy tez z innych miast. Wszystko robiłam bezinteresownie, nie otrzymywałam za tę pomoc wynagrodzenia. Cieszyłam się, że jestem pomocna. I nie ważny był czas poświęcony, czy to na warsztaty dla dzieci, młodzieży, namalowany obrazek, czy obrady w składzie komisji konkursowych. Najważniejszy był uśmiech na twarzy i w oczach uczestników. Muszę przyznać, że często odbywało się to kosztem rodziny, ale potrafiłam pogodzić to wszystko, stąd moje dzieci zostały w pewien sposób zarażone kulturą i już teraz dorosłe angażują się w projekty kulturotwórcze, z czego jestem bardzo dumna. Zajmowałam się też pozyskiwaniem środków zewnętrznych, pisząc projekty, aby w pracy mieć narzędzia do działania. Były to projekty pisane do Urzędu Marszałkowskiego, do Fundacji. Prawie wszystkie były pozytywnie rozpatrzone. W jednym roku pamiętam otrzymałam dofinansowanie aż w trzech projektach. Nigdy też nie brałam wynagrodzenia przeznaczonego dla koordynatora. Moją pracę traktowałam i ujmowałam jako środki lub wkład własny, dlatego tez nie były dodatkowym dochodem. Moją ideą i motywacją był sam fakt zrobienia czegoś nowego, ciekawego, co integruje i rozwija, zostawia jakiś ślad po działaniach. Stąd projekty, których byłam inicjatorem, i nie dotyczyły jedynie plastyki. Miały charakter edukacyjno-artystyczny i dotyczyły wielu dziedzin: od muzyki, tańca, fotografii, teatru czy informatyki .Wymienię tu chociażby projekt dofinansowany przez Fundację Kronenberga „Fantazje wokół nas” gdzie pomieszałam plastykę z muzyką. Z tego projektu mamy do dziś w ŻCK, sztalugi, antyramy no i prasę graficzną. Z Urzędu Marszałkowskiego otrzymałam dofinansowanie na fajne projekty kultywujące tradycje polskie, chociażby fotograficzno-malarski:projekt „Przygody strachów polnych”, czy „ Wystawa twórców ludowych”. Chciałam w nich zwrócić uwagę młodego pokolenia na to, co było dawniej, zanim nasze życie ogarnęły wszechwładne media. Muszę się też pochwalić projektem, który realizowałam w roku 2010, w roku Chopina pt.„Chopin w nowej odsłonie”. Był to projekt złożony, angażujący nawet informatyków, którego efekty znalazły uznanie w różnych miejscowościach Polski. Miło też wspominam projekt realizowany wspólnie z Kasią Zalewską, swego czasu stworzyłyśmy teatr dla dorosłych „Poza”. Może jestem idealistką, ale wszystko robiłam bezinteresownie, nie oczekując żadnych apanaży czy splendoru. Cieszyłam się, że mogę być, jestem pomocna z boku, w cieniu, za kulisami. Dziś również samo zaangażowanie sprawia mi ogromną radość, i nie ważne czy to są warsztaty dla dzieci, animacje, czy bycie jurorem w konkursie dla przedszkolaków.

P.B.: Czy cała swoją karierę zawodową przeżyła Pani właśnie tu, w Żuromińskim Centrum Kultury?

B.S.: A kurcze, to już 31 lat. Tak w 1986 tuż po maturze rozpoczęłam swoją pracę właśnie tu i tak z przerwą na urlop macierzyński, wszystkie te lata spędziłam w jednej instytucji. Pierwotna nazwa brzmiała: Miejsko-Gminy Ośrodek Kultury, później było to Żuromińskie Centrum Kultury i Sportu, a teraz jest Żuromińskie Centrum Kultury. Nie wykluczało to oczywiście współpracy z innymi ośrodkami kultury, czy organizacjami zajmującymi się kulturą i sztuką w wielu miejscowościach w kraju, czy za granicą, chociażby plenery malarskie, ale zawsze miały charakter współpracy, integracji kultur i innych twórczych współdziałań.

P.B.: Pozwolę sobie zapytać, jakie jest Pani wykształcenie? Malarz, rzeźbiarz...

B.S.: Skończyłam pięcioletnie Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Nałęczowie, wyszłam z tytułem technik sztuk plastycznych. Później krótka przygoda z malarstwem w Warszawie, ale rodzina w tym momencie była ważniejsza i wygrała z karierą malarską (śmiech). Studia wyższe skończyłam już w trakcie pracy z tytułem magistra sztuki, obroniłam pracę z malarstwa na Katedrze Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Mogę się pochwalić, że mam 10-letnie wykształcenie plastyczne. Zdobyłam zatem cenne podstawy pedagogiczne i techniczne.

P.B.: To czym się Pani zajmuje, można uznać pasją?

B.S.: Mam to szczęście, że moja praca, to moja pasja i odwrotnie. To ogromna i ważna część mojego życia. Był czas, kiedy samotnie wychowywałam dwójkę dzieci i nie miałam możliwości „robienia” kariery, czy samorealizacji artystycznej. Ale zawsze znajdowałam go trochę, aby komuś pomóc, czy to w indywidualnym rozwoju, czy organizacjom pozarządowym, tam gdzie moje umiejętności mogły się przydać. W mojej pracy starałam się zaszczepić w młodych ludziach uczestniczących w zajęciach wszystkie artystyczne pasje, żeby urozmaicić zajęcia, by nie było rutyny, inicjatywy te wykraczały poza mój zakres obowiązków, chociażby takie jak teatr i taniec. Kiedyś zauważyłam, że grupa dziewczynek, która przychodziła do mnie na zajęcia plastyczne ma predyspozycje rytmiczno-taneczne, więc zaproponowałam im, że będziemy tańczyć i tak powstał jeden zespół, a później już były trzy. Muszę przyznać, że były to bardzo zdolne dzieci, które chciały rozwijać się wszechstronnie. Oczywiście więcej inwencji twórczej wnosiły dziewczynki, ja tylko łączyłam to w całość, projektowałam i szyłam kostiumy, aby na scenie to fajnie wyglądało. Podobnie było z teatrem i teatrzykiem kukiełkowym. Fajnie powspominać „moje super dziewczynki”, chociażby: Olę, Kasię, Monikę, Karolinę, Ninkę, Klaudię, Wiolettę... Tak też było z teatrem i teatrzykiem kukiełkowym, takie odbieganie od rutyny. Był to szalony okres w moim życiu, chociaż teraz też zdarza mi się zatracić w tym co robię, jak np. całkiem niedawno biorąc udział w plenerze artystycznym nadwyrężyłam prawą rękę. Skończyło się zapaleniem nadgarstka i założeniem gipsu. Na dwa tygodnie byłam zablokowana, ale nawet wówczas nie porzuciłam swoich zajęć, miałam przecież jeszcze lewą rękę (śmiech). A poważnie wychodzę z założenia , że jeżeli człowiek nie lubi swojej pracy, to powinien ją zmienić.

P.B.: Na dzień dzisiejszy prowadzi Pani jakieś zajęcia w ŻCK z dziećmi?

B.S.: Owszem prowadzę zajęcia plastyczne. Staram się przekazać dzieciom, że plastyka to nie jest to tylko rysunek, czy malowanie, ale też rzeźbienie i różne formy graficzne. Przygotowuję je do konkursów i wystaw. Uczniowie pracowni plastycznej podzieleni są na trzy grupy wiekowe. Organizacyjnie przygotowuję również wystawy, plenery, animacje, konkursy itp. Czasem jest potrzeba przygotowania rekwizytów, strojów, dekoracji, jednakże wszystkie działania staram się finalizować tak, by po nich coś został choćby zdjęcia, czy folder, który projektuję i wykonuję sama . To również organizacyjny udział w wielu przedsięwzięciach i wydarzeniach statutowych ŻCK. Jest wiele imprez, które są stałymi punktami w całorocznym planie i wymagają zaangażowania całego zespołu pracowników. Prywatnie poza posiadaniem trzech kotów niewiele mnie ogranicza, więc realizuję się w pracy artystycznej.

P.B.: Czy poza swoją pracą ma Pani czas na inne pasje?

B.S.: Od kilku lat znajduję czas na film, dobrą książkę, zwłaszcza jak jest osadzona lub ma tło historyczne. Dość blisko jest mi również poezja. Nie tylko jej czytanie, czy ilustrowanie jakiegoś tomiku wierszy przyjaciela poety, czasem mi się zdarza coś popełnić. Są to zwykle krótkie formy wzbogacające lub uzupełniające plastyczną ilustrację reakcji zmysłów, czy ulotności wraże. Dojrzałość wieku, nie tylko metrykalni, chyba częściej skłania do refleksji które coraz częściej przelewam na papier. Kiedyś tylko do szuflady, dziś nie tylko (śmiech). Ponad to, uprawiam ogród, w którym nierzadko rodzi się wiele pomysłów i tu zatoczę koło, bo potem oczywiście większość z nich realizowanych jest w pracy. Chętnie i dość regularnie staram się obcować z przyrodą, z której czerpię energię i inspiracje. Powoli zaczynam odkrywać uroki podróży z których przywożę symboliczne pamiątki, wspomnienia i oczywiście fotografie nie tylko na wystawy. Biorę też udział w plenerach i wystawach.

P.B.: Nigdy Pani nie myślała żeby iść w kierunku projektowania?

B.S.: W dzieciństwie marzyłam, żeby zostać projektantką mody. Na szczęście nie zostałam. Ale pochwalę się, że projektantki mody wykształciłam, Małgosię Błażejczyk i Liwię Stachyrę. Studiowały projektowanie odzieży w Łodzi. Z łezką w oku wspominam. Fajne twórcze dziewczyny. Moje dziecięce aspiracje spełniają moi uczniowie i to jest fajne, że mogę być dumna z nich, że wyszły poniekąd spod moich skrzydeł. Zorganizowałam wystawę moich dorosłych uczestników zajęć. Pokazali swoje prace z różnych kierunków kształcenia: architekturę, projektowanie, malarstwo, biżuterię. Cieszę się, że po tylu latach spotykam swoich uczniów, rozmawiam z nimi, oni opowiadają mi o swoich sukcesach, porażkach, tak o życiu. Miło mi słyszeć, chociażby od jednego z moich pierwszych uczniów Jacka Suchoparskiego, wokalisty zespołu „Ikarion”, że pamięta jak uczyłam ich „wyobraźni”. Miłe to jest bardzo dla mnie.

P.B.: Czego Pani życzyć w kolejnych latach pracy?

B.S.: By mi nie zabrakło zdrowia, bo poza tym, co ode mnie nie jest zależne, jest efektem możliwości i gry wyobraźni. Czas na wszystko i dla wszystkich znajdę. No i oczywiście życzyłabym sobie wielu twórczych sukcesów moich uczniów.





Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Belata #2369384 | 31.0.*.* 7 lis 2017 20:50

    You are great...

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz