środa, 19 grudnia 2018. Imieniny Beniaminy, Dariusza, Gabrieli

POŻAR FABRYKI W STRASZEWACH

2018-06-01 12:00:00 (ost. akt: 2018-06-01 13:25:36)
Ratownicy przenoszą do śmigłowca ciężko poparzonego mężczyznę

Ratownicy przenoszą do śmigłowca ciężko poparzonego mężczyznę

Podziel się:

Dwie osoby zostały ranne w pożarze fabryki pelletu w Straszewach. Jeden z poszkodowanych został przetransportowany do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Z żywiołem walczyło 146 strażaków z 43 zastępów.

W poniedziałek kilkanaście minut po godzinie 14:00 w fabryce pelletu w Straszewach wybuchł pożar. Pracownicy podjęli samodzielne próby ugaszenia ognia, które były nieskuteczne. Pierwsze wozy gaśnicze dotarły na miejsce po 13 minutach. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko.
- Pożarem zostały objęte trzy budynki. Produkcyjny, budynek magazynowy wraz z warsztatem oraz wiata magazynowa, w której składowano wyprodukowany pellet. Łączna powierzchnia obiektów to około 3 tysiące metrów kwadratowych- mówi rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Żurominie bryg. Józef Dobies.
Z zakładu natychmiast ewakuowano wszystkich pracowników. Dwóch mężczyzn zostało poszkodowanych. Pierwszy z nich, który doznał lekkich poparzeń został przewieziony do żuromińskiego szpitala. Drugi w znacznie cięższym stanie został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala w Płocku. Lekarze zdecydowali o dalszym transporcie rannego mężczyzny. Trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Poparzeniom uległa ponad połowa jego ciała.
Szybko okazało się, że z pożarem nie poradzą sobie powiatowe jednostki. Żuromińskich strażaków zaczęli wspierać koledzy z ościennych powiatów. W akcji ratowniczo-gaśniczej brali udział strażacy z województwa mazowieckiego oraz warmińsko-mazurskiego. Łącznie było ich aż 146.
Do Straszew przyjechały również trzy cysterny strażackie z Nidzicy, Iławy i Gostynina, które pomagały w dostarczaniu wody.
- Do jednej cysterny mieści się 18 tysięcy litrów wody, w wozie bojowym około 2-3 tysiące- mówi rzecznik straży. Dzięki nim dostawa wody była efektywniejsza.
Działania utrudniał gęsty dym, ratownicy musieli korzystać z aparatów tlenów. Kolejnym zagrożeniem były znajdujące się na terenie zakładu butle z acetylem. Kilka z nich z powodu wysokiej temperatury wybuchło. Żaden ze strażaków nie ucierpiał podczas akcji.
- Mniej więcej od 17:40 mieliśmy opanowaną sytuację, do tej chwili trwa dogaszanie- informuje bryg. Józef Dobies (wypowiedź z 29.05 godz 8:40).
Działania prowadzone przez strażaków uratowały zagrożony pożarem las oraz dwie wiaty magazynowe wypełnione trocinami, a także budynek mieszkalny i gospodarczy położony na sąsiedniej działce. Na tę chwilę nie ustalono przyczyny pożaru.
Akcję utrudniali również licznie zgromadzeni gapie. Wiele osób zostawiało samochody, przy i tak wąskiej drodze, żeby pieszo podejść w okolice płonącej hali. Wozy strażackie, które jeździły po wodę do najbliższych hydrantów chwilami miały problem ze swobodnym przejazdem. Mundurowi postanowili wygonić z miejsca zdarzenia postronne osoby.
-Policja bardzo skutecznie nam pomogła, bo zatrzymała całkowicie ruch- komentuje bryg. Józef Dobies.
-Służby ratownicze bardzo nas wpierały, karetka odjechała dopiero po 22:00. Służby były w pełnej gotowości- podsumowuje rzecznik.

Kacper Czerwiński




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB