Piątek, 16 listopada 2018. Imieniny Edmunda, Marii, Marka

TO SZUKANIE DZIURY W CAŁYM?

2018-10-30 10:50:19 (ost. akt: 2018-10-30 10:53:14)

Podziel się:

Pani Lewińska nie jest żadną ofiarą dyrektora. To pracownica, która miała prawo dochodzić swoich spraw w sądzie i to uczyniła. Co więcej wygrała sprawę i powróciła do pracy – komentuje dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych Marek Machulski.

Wracamy do tematu. W poprzednim wydaniu Kuriera Żuromińskiego. pisaliśmy o nauczycielce Aleksandrze Lewińskiej, która w 2016 roku została zwolniona z pracy. Z decyzją dyrektora się nie zgodziła i sprawę skierowała do sądu. Finalnie w sądzie wygrała i na podstawie wyroku została przywrócona do pracy. Dziś publikujemy komentarz Marka Machulskiego w tej sprawie.
„W roku 2016 jako dyrektor ZSS rozwiązałem stosunek pracy z P. A. Lewińską, która była zatrudniona w szkole na ½ etatu. Pani Lewińska, nie zgadzając się z moją decyzją skorzystała z prawa skierowania sprawy do Sądu Pracy. Z uwagi na obszerny materiał dowodowy oraz odmienną ocenę rzeczywistości prezentowaną przez strony sporu, proces toczył się do maja 2018 roku.
28 września sąd II instancji utrzymał wyrok nakazujący przywrócić Panią Lewińską do pracy na niezmienionych warunkach. Respektując wyrok Sądu, po dopełnieniu wszelkich formalności organizacyjnych, przywrócił em p. Lewińską do pracy od dnia 8 października.
Taki jest stan faktyczny zaistniałej sprawy – sporu pracownika z dyrektorem szkoły.
Zwalniając pracownika, kierowałem się przesłankami, które według mnie były w danym momencie istotne, zarówno dla szkoły, jak i pracowników. Rozważając konieczność zwolnienia, uwzględniając wiele kryteriów doboru nauczyciela do wypowiedzenia stosunku pracy, jako główny powód podałem fakt, że Pani Lewińska jest pełnozatrudnionym nauczycielem w Samorządowej Szkole Podstawowej nr 1 w Żurominie (etat + godziny ponadwymiarowe) a w ZSS „dorabiała” pracując na ½ etatu. Po utracie pracy w naszej placówce nadal posiadała zatrudnienie wraz z godzinami ponadwymiarowymi. I nie stała się osobą bezrobotną.
Biorąc pod uwagę konieczność zmian personalnych dokonałem takiej oceny, do czego jako dyrektor miałem prawo. Rozumiem też, że zwolniony pracownik może nie zgadzać się z tą decyzją i poprosić o rozstrzygnięcie sąd, co też pani Lewińska uczyniła.
Sąd dokonał oceny, przyznał jej rację i powróciła do pracy na tych samych zasadach. Tym bardziej dziwi fakt zwracania się z tym tematem do prasy, odwoływanie się do opinii publicznej w momencie, kiedy osiągnęła cel – wygrała sprawę i została przywrócona do pracy. Zawarte w wypowiedzi tej pani sformułowania i argumenty w moim odczuciu to chyba chęć zemsty, obwieszczenie tryumfu czy może coś w tym rodzaju. Osobiście uważam, że gdyby p. Lewińska czuła, że jak podnosi w artykule: „Od mojego powrotu z urlopu macierzyńskiego ….” Powinna w ciągu tych kilku lat zwrócić się do prasy i opinii publicznej o pomoc. Dlaczego tego nie uczyniła? Dlaczego zrobiła to teraz?
Wypowiedzi p. Lewińskiej, zawarte w artykule na temat mojej osoby są bardzo emocjonalne, można rzec, że wypowiadającej się osobie sprawia satysfakcję dyskredytowanie mnie w oczach opinii publicznej.
Pani Lewińska nie jest żadną ofiarą dyrektora. To pracownica, która miała prawo dochodzić swoich spraw w sądzie i to uczyniła. Co więcej wygrała sprawę i powróciła do pracy. Podkreślam do pracy i na tym powinna się skupić. Naprawdę kolejne skargi i żale na dyrektora, szukanie „dziury w całym” są w tym momencie „biciem piany”. Wyraźnie ta pani ma w tym jakiś cel. Może to zemsta, może próba zaistnienia w mediach w związku z kampanią wyborczą męża? Rozumiem euforię z powodu zwycięstwa, ale radziłbym, żeby P. Lewińska skierowała ją na pracę z dziećmi specjalnej troski, o którą tak zabiegała. Czynienie sensacji z dyskredytowania mojej osoby narusza też dobre imię szkoły, w której tyle lat pracuję.
Jako dyrektor ZSS od lat podejmuję liczne działania, które owocują rozwojem placówki (wzrost liczby dzieci, organizacja dowozu, nowe oddziały, powstanie przedszkole – już dwa oddziały). Aby rozwój był możliwy, aby szkoła była konkurencyjna – dyrektor zatrudnia doświadczonych specjalistów, ale także daje zatrudnienie nauczycielom młodym, którzy pozostawali bez pracy. I o tych ludziach też trzeba pomyśleć, że dziś pozostają bez pracy, a niektórym prawo daje możliwość pracy na dwóch etatach, tak jak ma to miejsce w przypadku p. Lewińskiej.
Cóż, ten artykuł wzbudził we mnie niesmak, tym bardziej, że gdyby p. Lewińska „poszła” ze sprawą do prasy w momencie, kiedy mieliśmy odmienne zdania na temat jej zwolnienia, rozumiałbym to jako próbę jej przekonania zarówno mnie, jak i czytelników, do jej argumentów.
Jednak teraz, i to w ten sposób, sugerujący, że to jeszcze nie koniec …”bój się dyrektorze …”, budzi wiele wątpliwości. Jaki jest tego cel? Niech każdy odpowie sobie sam.”
Ewa Jabłońska