Sobota, 23 listopada 2019. Imieniny Adeli, Felicyty, Klemensa

PLAN POMOŻE SIĘ NIE UDUSIĆ

2019-01-21 12:00:00 (ost. akt: 2019-01-21 14:11:31)

Podziel się:

SAMORZĄD\\\ Lutocińscy radni podjęli uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Zdaniem wójta Jacka Kołodziejskiego, plan jest potrzebny, by mieszkańcy nie udusili się od narastającego smrodu.

Nim cokolwiek powstanie, a co za tym idzie, nim zostanie przedłożone radnym do zatwierdzenia, odbędą się konsultacje z mieszkańcami gminy. Wójt Jacek Kołodziejski chce bowiem, żeby to mieszkańcy określili, dla jakich obszarów gminy należy przygotować stosowne dokumenty.
- 28 grudnia radni podjęli uchwałę intencyjną o przystąpieniu do sporządzenia planu. Podzieliliśmy w niej gminę na 24 obszary – informuje wójt.
Tłumaczy, że już w kampanii przedwyborczej zakładał, że jeśli zostanie wójtem, będzie dążył do przygotowania takiego dokumentu. Do tej pory istniały bowiem jedynie szczątkowe zapisy, a większość zasad odnośnie umiejscowienia budowli wielkofermowych oraz chlewni na terenie gminy zawartych jest jedynie w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, które przyjęto w 2013r
Rzeczywiście, w studium tym czytamy, że: „W celu rozwiązania problemu związanego z rozwojem produkcji zwierzęcej i funkcją mieszkaniową przyjęto zasadę zachowania minimalnych odległości lokalizowania obiektów produkcji zwierzęcej (obory, chlewnie, kurniki) od zabudowy przeznaczonej na pobyt ludzi: 200 m przy wielkości obsady 40-60 DJP; 500 m przy wielkości obsady 61-150 DJP i 1000 m przy wielkości obsady powyżej 150 DJP”.
Dalej studium określa dla poszczególnych form zabudowy standardy kształtowania zabudowy oraz kierunki rozwoju infrastruktury technicznej w zakresie gospodarki wodno-ściekowej, elektroenergetyki, telekomunikacji, gazownictwa, gospodarki odpadami. Tereny istniejącej zabudowy i preferowane pod zabudowę określone na rysunku Studium pt. Kierunki zagospodarowania przestrzennego wskazuje się do opracowania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
Z kolejnych zapisów tegoż studium wynika, że kolejność sporządzania planów miejscowych wynikać będzie z zapotrzebowania mieszkańców na tereny o określonej funkcji oraz możliwości realizacji. Opracowane Studium nie stanowi aktu prawa miejscowego, jest jednak podstawowym dokumentem kształtującym politykę przestrzenną gminy. Stanowi więc dokument kierunkowy, określający wytyczne przy sporządzaniu miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, programów inwestycyjnych oraz innych przedsięwzięć związanych z zarządzaniem przestrzenią.
Jak tłumaczy wójt Kołodziejski, opracowanie planów dla poszczególnych obszarów gminy odbywać się będzie stosownie do posiadanych środków. Najpierw jednak, po wstępnej rozmowie z radnymi na wspólnym posiedzeniu komisji 14 grudnia, przedstawił im sytuację, że aby w ogóle podejść do tematu, gmina musi przygotować analizę zasadności sporządzenia takowych planów, a co za tym idzie, zapłacić jej autorowi. I ta została stworzona, a następnie im przedstawiona. Radni w głosowaniu nad uchwałą o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu poparli ją niemal jednogłośnie (wstrzymał się przewodniczący rady).
Tymczasem po sesji wójt zaplanował już dalsze działania, m.in. spotkania z mieszkańcami gminy, z którymi chce skonsultować pomysł stworzenia dokumentu. Zdaje sobie sprawę, że wszystkim się nie dogodzi, ale wyjaśnia, że będzie w nich brał udział również urbanista, żeby to właśnie on wyjaśnił najbardziej zainteresowanym, czym jest ów dokument. – Są bowiem jakieś stereotypy, że ktoś nie będzie mógł np. postawić garażu – mówi Kołodziejski. Zapewnia, że dla tych wsi, których mieszkańcy nie wyrażą zgody na stworzenie dokumentu, plan taki nie powstanie.
Najpierw konsultacje odbędą się 28 stycznia dla mieszkańców Jonnego i Zimolzy, potem dla Obrębu, Swojęcina, Mojnowa, Parlina i Serok. – To tereny najbardziej newralgiczne, tam jest najwięcej tych obiektów i będzie najwięcej pytań – objaśnia włodarz gminy. Potem planuje konsultacje w Przeradzach, Chromakowie, Siemcichach itd.
Jego zdaniem plan jest zwyczajnie potrzebny. – Po to, żebyśmy się nie udusili. Ja mam pod domem dwie chlewnie, wiem z czym to się wiąże – mówi. Zapewnia, że dokument nie zakaże całkowitej budowy, ale wskaże, gdzie dana inwestycja będzie mogła być zrealizowana, a gdzie nie.

AO

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB