Niedziela, 19 maja 2019. Imieniny Celestyny, Iwony, Piotra

NIE JESTEŚMY PRZYWIĄZANI ŁAŃCUCHEM DO KRÓW

2019-03-11 12:00:00 (ost. akt: 2019-03-11 14:00:33)

Podziel się:

SPOŁECZEŃSTWO\\\ W powiecie żuromińskim zawiązało się koło Mazowieckiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka. O korzyściach z przynależności do niego oraz o tym, jak wygląda nowoczesne gospodarstwo opowiada prezes Zbigniew Lisowski.

Kacper Czerwiński: Powiatowe Koło Mazowieckiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka Rozpoczęło swoją działalność 1 lutego. Jak to się stało?

Zbigniew Lisowski: Jakieś trzy lata temu z Piotrem Magdzińskim poszliśmy do ówczesnego prezesa Mazowieckiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, wówczas zostaliśmy trochę zniechęceni. Po zmianie władz związku postanowiliśmy spróbować ponownie. Pod koniec roku zadzwonił do mnie Piotr Majko- inspektor naszego regionu. Powiedział mi, że rozmawiał z hodowcami z naszego regionu i widzi szansę na utworzenie koła. Robocze spotkanie odbyło w grudniu 2018 roku. Później poinformowano hodowców, że 1 lutego odbędzie się spotkanie założycielskie, na którym zostaną wybrane władze powiatowego koła. Na spotkaniu było 15 rolników, spośród nich wybraliśmy zarząd.

K.C.: Ile osób z naszego powiatu jest zrzeszonych w Mazowieckim Związku?

Z.L.: Tylko 15, ale należy pamiętać, że jest jeszcze Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka. To właśnie z niej mamy wyniki, na podstawie których nagradzamy najlepszych hodowców. Do Federacji przynależy 85 hodowców z powiatu żuromińskiego - z czego 15 do Mazowieckiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

K.C.: Jakie korzyści przynosi rolnikom przynależność do tych organizacji?
Jeżeli chodzi o MZHBiPM to zarząd negocjuje z firmami lepsze ceny produktów dla członków związku.

Z.L.: Bycie pod oceną PFHBiPM również przynosi korzyści. Raz w miesiącu przyjeżdża zootechnik oceny na próbny udój. Od każdej krowy pobierana jest próbka mleka. W laboratorium badane są: zawartość tłuszczu, białka, laktozy, kazeiny, komórek somatycznych oraz mocznika. Dzięki tym danym jesteśmy w stanie dowiedzieć się, czy krowy są odpowiednio żywione. Przy okazji mleko od każdej krowy jest ważone, co pozwala stworzyć na koniec roku ranking wydajności.
.
K.C.: Czyli ta wiedza ma pomóc wam w zwiększaniu wydajności krów?

Z.L.: Tak, dzięki tym danym możemy zwiększyć produkcję. Comiesięczne raporty pomagają nam w dobraniu odpowiedniej dawki paszy dla każdej krowy. To nie jest tak, że dajemy krowie siano i wodę, a dalej niech się robi, co chce. Wszystko musi być odpowiednio zbilansowane. W każdej dawce dostarczamy niezbędną ilość energii, białka, włókna. Do tego właśnie potrzebne są nam te raporty. A odpowiednio żywiona krowa daje większą ilość mleka.

K.C.: Myślałem, że krowa je trawę, ewentualnie zimą jakąś paszę. Czym obecnie się je karmi?

Z.L.: Ja na przykład karmię moje stado sianokiszonką, kiszonką z kukurydzy, daję również młóto browarniane, śrutę jęczmienną, kukurydzianą, sojową i rzepakową. Dzięki temu krowy są bardziej wydajne.

K.C.: Wychodzi na to, że krowy, tak jak ludzi potrzebują diety. Nam się zaleca 5 posiłków dziennie, tyle białka, tyle węglowodanów etc. i krowom też ?

Z.L.: Krowy mają o wiele lepiej zbilansowaną dawkę pokarmową niż człowiek. Są jakościowo dużo lepiej żywione. Do mojej obory raz w miesiącu przyjeżdża żywieniowiec. Oglądamy stado, patrzymy, czy któraś krowa nie jest zbyt zatuczona, a może zbyt chuda. Wtedy korygujemy ich dawkę pokarmową. Posiadam robota udojowego, który każdej krowie indywidualnie porcjuje paszę.

K.C.: Wychodzę na strasznego laika, ale nie sądziłem, że na naszym terenie są tak zaawansowane gospodarstwa. Może Pan coś więcej powiedzieć o tym robocie?

Z.L.: To maszyna, która bardzo ułatwia prowadzenie gospodarstwa. Robot sam doi i karmi krowy pasza treściwą. Wszystkie zwierzęta mają obroże z responderami, kiedy podchodzą do robota ten odczytuje dane i wie, którą krowę doi oraz ile paszy jej podać. Specjalne ramie wysuwa się pod wymiona, szczotki dokładnie je czyszczą, a następnie podłączane są kubki udojowe, wszystko przebiega automatycznie.

K.C.: Krowy nie są uwiązane? Chodzą luzem po oborze?

Z.L.: Tak, moje krowy hoduję w systemie wolnostanowiskowym. Są tu wydzielone legowiska pokryte gumowymi matami, są też korytarze gnojowe.

K.C.: Same się doją, ale gnój nadal trzeba wyrzucać ręcznie?

Z.L.: Nie, kał wraz z moczem gromadzi się w kanałach pod spodem. W oborze jest posadzka szczelinowa. Wszystko jest przedeptywane przez ruszta, dodatkowo u nas jeździ jeszcze robot, który wszystko przeciska w te szczeliny.

K.C.: Jak długo posiada Pan taką oborę? Ktoś jeszcze posiada taką na terenie naszego powiatu?

Z.L.: Minęło 5 lat od kiedy wybudowałem tę oborę. Takich obór z robotem ( robotami) w naszym powiecie jest już kilka. Samo urządzenie w ubiegłym roku obchodziło 25-lecie, ale w USA.

K.C.: To jak teraz wygląda życie nowoczesnego rolnika? Pamiętam jak w podstawówce jeździłem na wakacje na wieś. Wstawałem rano wyprowadzać krowy na łąkę, pod wieczór pędziliśmy je z powrotem, trzeba było je wydoić. Pochwalę się, że nie tylko podłączałem dojarkę, dojenie ręczne też jakoś mi szło.

Z.L.: Teraz więcej trzeba nadzorować, czytać i przeglądać raporty, resztę robią roboty, mimo to krowom trzeba poświęcać dużo czasu. Dzięki robotom po prostu charakter pracy jest inny. Oczywiście, cały czas jest wiele tradycyjnych gospodarstw, ale warto korzystać z nowinek technicznych.

K.C.: Skąd w ogóle wziął się u Pana pomysł na prowadzenie gospodarstwa. Skończył Pan studia…

Z.L.: Gospodarstwo przejąłem od rodziców w 2011 roku. Od zawsze jednak interesowałem się gospodarstwem. Już w wieku 6 lat jeździłem ciągnikiem. Idąc na studia wiedziałem, że tu wrócę. Chciałem nauczyć się czegoś więcej, tego, co przyda mi się w prowadzeniu gospodarstwa. Ukończyłem zootechnikę na UWM w Olsztynie.

K.C.: Czekając na Pana zamieniłem kilka słów z Pana mamą, powiedziała mi, że wyjeżdżacie z żoną na weekendy, a w gospodarstwie „samo się robi”, tylko czasami do obory musi zajrzeć tata.

Z.L.: Tak to wygląda, jak coś się dzieje to robot dzwoni do mnie z odpowiednim komunikatem.

K.C.: To jest jakieś science fiction!

Z.L.: (śmiech) Nie dziwię się Panu wcale. Dla kogoś, kto nie interesuje się rolnictwem na co dzień to może być kosmos. Nawet dla rolników. Średnio raz w miesiącu mam „wycieczki”, które oglądają moją oborę. Są to gospodarze, którzy planują budowę takich obiektów i często przecierają oczy z niedowierzania. Możemy sobie wyjechać, ale ktoś musi nas trochę zastąpić. Jeżeli planujemy jakiś wyjazd staram się tak zorganizować pracę by moi rodzice mieli jak najmniej obowiązków. Mimo tego że są na rencie chętnie pomagają mi i moje żonie. Tata bez trudu radzi sobie przy podstawowej obsłudze robota udojowego.

K.C.: Można być rolnikiem, a przy tym normalnym człowiekiem, który pozwoli sobie na wolny weekend? Nie trzeba wstawać codziennie o 5:00, żeby chodzić przy krowach, a potem wieczorem, nieważne, czy się wali, czy się pali?

Z.L.: Jesteśmy po prostu niezależni godzinowo. Nie jesteśmy łańcuchem przywiązani do krów.

K.C.: A jak na robota zareagowały krowy? Długo się z nim oswajały?

Z.L.: Wbrew pozorom nie był to długi proces. Nowe krowy mają dostęp do robota na 2-3 tygodnie przed wycieleniem. Robot emituje odgłosy pracy tak, aby zwierzę się do nich przyzwyczaiło. Zachętą dla zwierzęcia jest pasza, którą wydaje maszyna. Jeżeli krowa już raz wydoi się przez robota, to bez problemu podchodzi drugi raz. Generalnie tam nie dzieje się im żadna krzywda. Krowa dostaje jeść, wymasują ją szczotki. Nic, tylko same korzyści.

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB