Wtorek, 21 stycznia 2020. Imieniny Agnieszki, Jarosława, Nory

POWIAT MUSI MIEĆ SWOJEGO POSŁA

2019-10-03 12:00:00 (ost. akt: 2019-10-03 13:12:23)

Podziel się:

WYWIAD\\\ Samorząd zna od podszewki. Uważa, że środki centralne nie są dzielone sprawiedliwie. Chwali PiS za programy socjalne, ale widzi potrzebę ich zmian. O tym, dlaczego kandyduje i dlaczego warto na niego zagłosować mówi Jerzy Rzymowski.

Kacper Czerwiński: Cóż tam, Panie, w polityce?

Jerzy Rzymowski: Kampania wyborcza w pełni! Odbywają się spotkania z mieszkańcami, w ostatnim czasie bardzo aktywni są szczególnie działacze opcji rządzącej. Mamy również wojnę banerową, bo tak to można określić.

K.C.: Mówi Pan o walce na ilość, czy ich niszczenie?

J.R.: Bardziej o walce na ilość, chociaż niszczenie banerów też się zdaża, ale to raczej dzieło chuliganów.

K.C.: Trochę ich zniszczono, ale każda opcja oberwała. Pan jakie straty odnotował?

J.R.: Popisano mi coś na trzech banerach i kilka ukradli.

K.C.: Do wyborów wrócimy za chwilę, chciałbym jeszcze zapytać o kilka spraw związanych z powiatem. Pisaliśmy na łamach „Kuriera” nt. podziału środków z Funduszu Dróg Samorządowych, z którego nic nie dostaliśmy. Czy są jeszcze jakieś szanse na zmiany tych decyzji?

J.R.: Budowa i remont dróg to temat, który jest ważny dla każdego mieszkańca. Podział inwestycji drogowych zawsze wzbudza wiele emocji. Jako samorząd możemy ubiegać się o dofinansowania z dwóch źródeł, są to: środki rządowe, czyli Fundusz Dróg Samorządowych oraz środki marszałkowskie. Niedawno ogłoszono wyniki marcowego naboru wniosków w ramach FDS i nasz powiat nie dostał ani złotówki. Osobiście wzbudza to we mnie skrajne emocje, szczególnie po tym, jak analizuję, gdzie i w jakiej wysokości środki zostały przyznane.

K.C.: Nie tylko Pan ma do tego uwagi, wiele samorządów krytycznie oceniło wyniki naboru.

J.R.: My tak naprawdę nie wiemy, jak te kryteria wyglądają. Listy zatwierdza premier, więc do kogo mamy się odwołać? To są pytania, które powinny być zadane kandydatom, którzy starają się o reelekcję w wyborach parlamentarnych. Dlaczego nie zabiegają o środki dla naszego powiatu? Przecież z dróg korzystają wszyscy mieszkańcy, niezależnie od poglądów politycznych, również wyborcy partii rządzącej. Wyników kolejnego naboru jeszcze nie ma. Nie ukrywam, że wśród pracowników przygotowujących wnioski narasta pewnego rodzaju frustracja. Ich praca okazuje się daremna. Jeżeli chodzi o drugie źródło, czyli budżet województwa, to jest dobrze. Chociażby ostatnio dostaliśmy środki na przebudowę drogi Bieżuń-Drzazga, prawie 4 mln dofinansowania.

K.C.: Ale jest dobrze, bo w powiecie i sejmiku rządzi PSL?

J.R.: Nie, jest dobrze, bo w przypadku ubiegania się o dofinasowania z budżetu województwa sytuacja jest jasna i klarowna. Naborów jest dużo. Są programy mniejsze i większe. Środki trafiają na teren całego województwa. To jest właśnie zrównoważony rozwój. Ale nie mogę być hipokrytą, środki otrzymaliśmy również z budżetu państwa na przebudowę drogi w Nadratowie. Cieszy to, bo zadanie opiewa na 3,5 miliona złotych. Tu jednak dofinasowanie sięga 50 %, a z FDS byłoby aż 80%. Inne powiaty, czy to Sierpc, czy Mława otrzymały ogromne pieniądze, właśnie z FDS.

K.C.: Dostały również środki na szpitale, a my?

J.R.: Też dostaniemy, ale o wiele mniejsze. Nieoficjalnie mówi się o jednorazowym zastrzyku w kwocie około 500 tysięcy złotych. Nie wiem, czy Pan wie, ale szpitale w Sierpcu i Mławie otrzymały również z rządowego projektu nowe karetki, a my nie.

K.C.: Może nasze karetki są zbyt nowe?

J.R.: Wyczuwam w Pańskim tonie ironię i wydaje się być słuszna. Proszę mi powiedzieć, czy to sprawiedliwe i motywujące? Okazuje się, że nie trzeba dobrze zarządzać i starać się o dodatkowe środki.

K.C.: Wróćmy do tematów wyborczych. Dlaczego Pan kandyduje?

J.R.: Chociażby dlatego, że w mojej ocenie środki dla samorządów nie są dzielone sprawiedliwe. To jest to, o czym mówiłem wcześniej. Każdy samorząd zasługuje na zrównoważony rozwój. Nasz powiat powinien mieć swojego przedstawiciela w Sejmie, mieszkańca naszego powiatu, swojego człowieka w Warszawie.

K.C.: Trudne zadanie…

J.R.: Trudne, ale trzeba próbować. Wielu posłów afiszuje się z tym, że jest posłami ziemi żuromińskiej, ale nie znają naszych potrzeb. Ja znam je doskonale. Jestem aktywnym politykiem samorządowym od 2006 roku. Uważam, że nadszedł czas, aby spróbować wspiąć się na kolejny szczebel.

K.C.: Zapewne spotyka się Pan z wyborcami, czego oczekują od Pana?

J.R.: Moim plusem jest to, że spotykam się z mieszkańcami naszego powiatu nieprzerwanie od kilkunastu lat, wcześniej jako przewodniczący Rady Powiatu, teraz jako starosta, czy kandydat na posła. Wiem doskonale, czego oczekują wyborcy. Uważam również, że nieważne, czy zdobędę mandat posła, czy nie zdobędę. Ważny będzie wynik, który osiągnę. Wysoki z pewnością zostanie dostrzeżony w Warszawie.

K.C.: Będzie można „szantażować” lidera listy, który zostanie posłem, że musi się nas słuchać?

J.R.: Dokładnie o to chodzi.

K.C.: W Pańskiej ulotce czytam: „podejmowanie działań w kierunku zmniejszenia uciążliwości fermowej produkcji rolniczej”. Co za tym się kryje? Słyszałem to z ust polityków wszystkich opcji. A i tak śmierdzi nadal.

J.R.: Na początku obecnej kadencji parlamentarnej w naszym powiecie pojawili się posłowie Prawa i Sprawiedliwości i zapowiadali zmianę w tym kierunku, mowa tu o tzw. ustawie „odorowej”. Mamy koniec kadencji, a pojawiła się ustawa zezwalająca na budowę uciążliwych inwestycji 100 metrów od zabudowań. Samorządy gminne podejmowały walkę z tymi inwestycjami poprzez uchwalanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Nie zapominajmy jednak o tym, że te obiekty, którą już istnieją, z naszego powiatu nie znikną.

K.C.: PSL współrządził przez 8 lat, dlaczego wtedy wasi posłowie nie pochylili się nad tą sprawą?

J.R.: Największy boom inwestycyjny w naszym powiecie miał miejsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat. W początkowym okresie tak naprawdę nikt nie zdawał sobie sprawy, że rozwój tego typu hodowli nastąpi tak gwałtownie i będzie tak uciążliwy. Działania, które powinno się podejmować muszą dotyczyć wymogów technicznych. Są rozwiązania techniczne, które ograniczają uciążliwości zapachowe, ale nie ma uregulowań prawnych, które by obligowały hodowców do ich stosowania. To są problemy do rozwiązania. Obecnie samorządy stoją między młotem a kowadłem. Mieszkańcy nie chcą uciążliwych inwestycji, a z drugiej strony hodowcy chcą się rozwijać. Nie zapominajmy o tym, że fermy, to również miejsca pracy i żródło utrzymania dla wielu setek rodzin w naszym powiecie. Plany zagospodarowania przestrzennego nie są idealne. Blokują uciążliwe inwestycje, a przy okazji często te normalne, dające rozwój gospodarczy.

K.C.: Jakie ma Pan zdanie w kwestii planowanej przez PiS podwyżki płacy minimalnej.

J.R.: To wyśmienity zabieg marketingowy. Każdy chce zarabiać więcej, ale rząd daje podwyżki z nie swoich pieniędzy. Koszty poniosą pracodawcy, samorządy również. Nie wszyscy pracownicy starostwa mają pensje na poziomie zapowiadanych 2,6 tys. zł., nie mówiąc już o 3 czy 4 tysiącach brutto. Nie wspomnę już o jednostkach organizacyjnych. Chciałbym, żeby pracownicy administracji i obsługi technicznej zarabiali więcej, ale biorąc pod uwagę np. szpital, gdzie salowe zarabiają najniższą krajową to zastanawiam się skąd dyrektor weźmie pieniądze na podwyżki. Państwo oczywiście swoje na tym zarobi. Będą większe wpływy z podatku dochodowego, czy składki zdrowotnej.

K.C.: 4 tysiące brutto to jakieś 2,8 tysiąca na rękę. Nie chcę nikogo obrazić, ale skoro tyle ma zarobić sprzątaczka w szkole, to ile zarobi nauczyciel?

J.R.: To już inny problem. Wszystko dąży do niebezpiecznego spłaszczenia siatki płac. Już teraz niektóre jednostki samorządowe, szczególnie w większych miastach mają problem z kadrą. Podwyżki płacy minimalnej pociągną za sobą kolejne.

K.C.: Prawo i Sprawiedliwość zrealizowało kluczowe obietnice, które dotykają przeciętnych obywateli. Mamy 500+ na każde dziecko, są pieniądze na wyprawki do szkół. Jakimi argumentami chce Pan przekonać wyborców do oddania głosu na PSL?

J.R.: Prawo i Sprawiedliwość zrobiło wiele dobrych rzeczy i myślę, że nikt tych programów nie zabierze. Trzeba jednak zastanowić się nad tym, czy 500+ powinno być wypłacane wszystkim. Ten program trzeba zmodyfikować, trzeba wprowadzić pewne kryteria dochodowe, nie ma potrzeby by ludzie zamożni otrzymywali pieniądze od państwa. Uważam, że powinniśmy zwiększyć wolną kwotę od podatku. Wtedy więcej pieniędzy zostanie w kieszeniach ludzi pracujących. Nie będzie trzeba podwyższać minimalnego wynagrodzenia, bo ludzie więcej zarobią. Koszty takiego zabiegu solidarnie ponieśliby państwo i pracodawcy. To mniej populistyczne, a premiuje ludzi aktywnych zawodowo. Kolejnym argumentem jest wprowadzenie kontraktów w szkołach medycznych dla studentów. Nowi lekarze muszą być zobowiązani do odpracowania czasu studiów. Nie stać nas na kształcenie kadry, która po uzyskaniu dyplomu wyjeżdża za granicę, a w kraju mamy ogromne problemy z brakiem lekarzy. W przeciągu kilkunastu lat żaden z mieszkańców powiatu żuromińskiego, który został lekarzem, nie wrócił do nas. Obecnie kuleje również system finasowania oświaty. Małe samorządy dokładają pieniądze z budżetu. Robią to wszystkie nasze gminy. To trzeba zmienić.

K.C.: Powoli czuję się przekonany, a dlaczego mam zagłosować na Pana?

J.R.: Bo mnie Pan zna. Urodziłem się w naszym powiecie i mieszkam w naszym powiecie.

K.C.: Znam wszystkich kandydatów z naszego powiatu, mało tego, znam też osobiście obecnych posłów i kilku innych kandydatów spoza powiatu.

J.R.: Bo z racji pracy ma Pan taką możliwość, większość naszych mieszkańców zna kandydatów tylko z banerów i plakatów, a dalej to już kwestia wyboru. Nie jestem w stanie dotrzeć to każdego osobiście. Dla mnie jest to istotny element „bycia stąd”. Wielu parlamentarzystów przypomina sobie o mieszkańcach naszego powiatu jedynie przed wyborami.

K.C.: „Jestem stąd i myślę racjonalnie”- takie hasło przyszło mi do głowy. Nie wiem, czy zdąży Pan to umieścić na plakatach. (śmiech)

J.R.: Bardzo ciekawe (śmiech). Ma to jednak pokrycie w moich postulatach. Racjonalne jest to, żeby nasz powiat miał swojego przedstawiciela w Sejmie. Myślę tu o jednomandatowych okręgach wyborczych. To sztandarowe hasło naszego koalicjanta, czyli ruchu Kukiz`15. Uważam, że w Polsce powinien być wprowadzony mieszany system wyborczy. Powiaty do 50 tysięcy mieszkańców powinny być jednomandatowymi okręgami, wtedy mielibyśmy swojego posła.

*Materiał jest finansowany przez Komitet Wyborczy PSL