
Michał Osiecki
Joanna Stachowicz
redakcja@kurierkurierzurominski.pl
Zdarzenie, do jakiego doszło czwartkowego wieczoru na stacji paliw w Żurominie przypomina scenę z kryminalnego filmu. Około godziny 21.15 nieustalony do tej pory mężczyzna napadł na ekspedientkę. Najpierw czaił się za budynkiem stacji paliw, wyczekując momentu, kiedy nikogo z klientów nie było. Wtedy z zamaskowaną twarzą wtargnął do środka i zażądał pieniędzy. Grożąc pracownicy pistoletem, wyłudził 800 złotych, telefon komórkowy i zbiegł z miejsca przestępstwa. Kobieta zawiadomiła policję, a ta natychmiast ruszyła w pościg. Niestety sprawca zbiegł. Do tej pory nie udało się go zatrzymać.
– Sprawcą napadu był zamaskowany mężczyzna w średnim wieku, który wszedł do środka pomieszczenia, w którym klienci płacą za paliwo i zażądał pieniędzy. W ręku miał przedmiot przypominający broń – mówi oficer prasowy żuromińskiej policji Zbigniew Rzymkowski.
Jak zapewnia nas rzecznik policja cały czas pracuje nad ujęciem sprawcy napadu. O feralnym zdarzeniu napadnięta pracownica stacji benzynowej nie chce rozmawiać.
– Nie chcę już o tym rozmawiać. Wszystko powiedziałam policji. Nie chcę do tego wracać – mówi kobieta.
[b]Sprawca obserwował miejsce[/b]Z naszych ustaleń wynika, że napastnik już wcześniej musiał obserwować obiekt swojego ataku. Doskonale wiedział, którędy i kiedy może niezauważony przedostać się do wewnątrz pomieszczenia. Z ustaleń wynika również, że w okolicach stacji benzynowej tego samego dnia dwie godziny przed napadem był widziany mężczyzna ubrany w ciemnozieloną kurtkę z czarnym plecakiem. Mężczyzna ten chodził bez celu po cmentarzu, jak mówi nam anonimowy świadek. Mógł to być sprawca napadu. Osoby, które widziały mężczyznę mówią, że był w towarzystwie drugiego mężczyzny. Można przypuszczać, że to właśnie ten człowiek pomógł napastnikowi tak szybko zbiec z miejsca napadu i udaremnić pościg policji. Stacja znajduje się poza miastem. W pobliżu nie ma budynków mieszkalnych, niewielu jest, więc przechodniów, zwłaszcza w godzinach wieczornych. Podczas napadu nie nadjechał też żaden z klientów stacji. Rabuś wybrał, więc doskonały dla siebie moment.
„Tak się musiało stać”[b][/b]
– Prędzej czy później tak się musiało stać, stacja ta nie jest prawie wcale zabezpieczona – informuje anonimowo redakcję były pracownik stacji Orlen.
– Każdy z nas się bał. Pracownicy nie są tam bezpieczni – dodaje.
I rzeczywiście, jak się okazuje, na stacji nie ma monitoringu, zdjęto kraty z drzwi i okien, a sprzedawcy nie pracują w kilku, jak to jest na stacji Lotos, a pojedynczo. Jedyny system zabezpieczający to sejf, w którym składa się dzienny utarg, by w kasie nie znajdowało się więcej niż 1000 zł. Jednak chroni on pieniądze właściciela, a nie pracowników.
Na szczęście kobiecie, która została napadnięta, nic się nie stało, jednak przerażające przeżycia, jakich doznała pewnie nieprędko wymaże ze swojej pamięci.
Jeśli policji uda się wykryć i zatrzymać sprawcę napadu poinformujemy czytelników.

Dodaj komentarz