PRZEPISY NIE POZWALAJĄ BUDOWAĆ

SPOŁECZEŃSTWO\ Mieszkaniec Brudnic Zdzisław Dąbrowski jest właścicielem 39-arowej działki. Chciał na niej zbudować dom. Niestety, okazuje się, że choć grunt jest jego własnością, domu postawić nie może. Wszystkiemu winne są przepisy.

Pan Zdzisław z żoną, synem, córką, zięciem i dwójką wnuków mieszka w małym domku nad Wkrą w Brudnicach. Wszyscy gnieżdżą się na ok. 80 metrach kw. W dwóch pokojach i kuchni jest im ciasno, więc choć niedawno mężczyzna nieco odremontował ów stary dom wszyscy uznali, że można by przecież tuż obok postawić drugi, znacznie większy. Działka jest bowiem bardzo duża i w znacznej części niewykorzystana, porośnięta trawą.

– Jakoś by się udało, w kilka lat, systemem gospodarczym, postawić ten dom – opowiada nam mężczyzna. Wykonał więc pierwsze kroki, kupił projekt i dokonał odpowiedniego zgłoszenia w starostwie. Dziś bowiem nie potrzeba uzyskiwać specjalnego pozwolenia na budowę domu. Jakież było jego zdziwienie, kiedy na początku czerwca starostwo zgłosiło sprzeciw do jego planów. Jak czytamy w uzasadnieniu, działka pana Zdzisława oznaczona jest symbolem RM 1.19 – tereny zabudowy zagrodowej. Znajduje się w Obszarze Natura 2000 oraz Obszarze Chronionego Krajobrazu, a ponadto leży w obrębie 100 metrów od brzegu rzeki. W miejscowym planie zagospodarowania, który uchwalono 8 listopada 2017r., istnieją zapisy, że w obrębie 100 metrów od linii rzeki ustala się zakaz zabudowy budynkami z wyłączeniem budowy budynków służących „racjonalnej gospodarce rolnej”.

Niestety, jak również mówią przepisy, jeśli jakakolwiek budowa miałaby naruszać ustalenia miejscowego planu, starostwo musi wnieść do niej sprzeciw. Tak właśnie się stało. Pan Zdzisław poprawił więc projekt domu, spróbował ponownie zgłosić budowę we wrześniu, ale drugi raz decyzja też pozostała niezmieniona. Starostwo znów zaoponowało, ponownie podkreślając, że projektowany budynek nie służy racjonalnej gospodarce rolnej. Mężczyzna odwołał się więc do wojewody, ale i ten wydał 30 października decyzję i podtrzymał stanowisko starostwa. Zdaniem wojewody budowa też naruszyłaby zapisy miejscowego planu zagospodarowania.

– Co to są te budynki służące „racjonalnej gospodarce rolnej”, bo ja nie wiem? – mówi nam mężczyzna. Jak tłumaczy, nikt mu tego dokładnie nie wyjaśnił, choć był i w gminie, i w starostwie. – Byłem u pani burmistrz, nic mi nie pomogła. Byłem u starosty, wicestarosty. Nikt nie chce mi pomóc. Teraz czeka mnie sąd, ale nie wiem, czy warto, skoro ktoś ustanowił chore prawo – mówi załamany. Jego zdaniem gmina powinna służyć ludziom, a nie przeszkadzać. Ma zastrzeżenia do miejscowego planu, który jego zdaniem właśnie tym zapisem pozbawił go możliwości decydowania o własnej nieruchomości. – Kto takie prawo wymyślił, że nie mogę zbudować domu? Przecież to chore prawo – mówił nam w czasie interwencji. I nawet pokazywał, że różnica terenu między lustrem wody a planowaną inwestycją wynosi 6 metrów, więc nie jest to nawet teren zalewowy. – Nie jestem odosobniony, tak samo jest w Poniatowie, w Bądzynie – podkreśla.

Niestety, jak się okazuje, prawdopodobnie z jego planów budowy domu nie uda się jednak zrealizować. Jak bowiem ustaliliśmy, zapisy miejscowego planu dla Brudnic, ale i wielu innych miejscowości, ów zapis o zakazie zabudowy w obrębie 100 metrów od linii rzeki przenoszą bezpośrednio z innych wyższych dokumentów, w tym wypadku z uchwały sejmiku województwa mazowieckiego z maja 2018 r. (w której zmienione zostało rozporządzenie wojewody mazowieckiego w sprawie obszaru chronionego Krajobrazu Międzyrzecza Skrwy i Wkry, z 15 kwietnia 2005 r. z późniejszymi zmianami). Nie jest to zatem zapis stworzony na poziomie gminy, przez radnych czy burmistrz gminy, lecz zapis ustawowy. Plan zagospodarowania, jak podkreśla kierownik wydziału geodezji żuromińskiego magistratu Teresa Czaplińska, powstaje przecież w uzgodnieniu z wieloma dokumentami i aktami prawa, bo wszystkie te dokumenty muszą być spójne.

Jak podkreślił wojewoda w decyzji podtrzymującej stanowisko starostwa, prawodawca, który ustalił ów zakaz, nie dał możliwość odstępstwa od niego w celu uzupełnienia zabudowy siedlisk rolniczych. Oznacza to, że należy rozróżnić obiekty służce „racjonalnej gospodarce rolnej” i obiekty stanowiące uzupełnienia bądź rozbudowę istniejącej zabudowy siedliskowej. Wojewoda zaznacza, że nie można uznać, by dom służący zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych rodziny pana Zdzisława był związany z prowadzeniem racjonalnej gospodarki rolnej. Nie jest bowiem konieczne, by przy jej prowadzeniu właściciel zamieszkiwał 100 metrów od rzeki, tym bardziej, że jest tam już zlokalizowany jeden budynek. Wojewoda wyjaśnia też w odpowiedzi, że pojęcie „racjonalnej gospodarki” należy zamiennie stosować z pojęciem „gospodarstwo rolne”. A pan Zdzisław rolnikiem nie jest.

MM

   

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.