Seroki. Sabotaż na kukurydzianych polach

Na polach coraz częściej dochodzi do awarii sieczkarni kukurydzy. Ktoś zaczepia na pędach kukurydzy żelazne pręty, które niszczą drogie maszyny. Kto? – To jakaś kukurydziana mafia – mówi Roman Jakowski, rolnik, na którego polu sieczkarnia połamała kosy – Wygląda to, jakby próbowano się pozbyć konkurencji – dodaje rolnik.Gra toczy się o spore pieniądze. Sieczkarnia potrafi zarobić w ciągu doby nawet 18 tysięcy złotych.
Sieczkarnie kukurydzy mo�e zatrzyma� niewinny �elazny pr�t

Adam Ejnik

redakcja@kurierkurierzurominski.pl

W czwartek 5 września na polu Romana Jakowskiego w Serokach pracowała sieczkarnia. Maszyna tego dnia zdążyła wjechać w pole zaledwie 15 metrów. Nagle rozległ się huk i maszyna stanęła. Okazało się, że w sieczkarni uszkodziło się 8 kos. Dwie pękły, sześć się wyszczerbiło.

Na miejscu właściciel pola znalazł żelazny pręt. Nie miał wątpliwości, że ktoś podrzucił go celowo. Pręt był ze stali kwasoodpornej (niewykrywalnej dla czujników maszyny). Ponadto okręcony był izolacją.

– Nie mam wątpliwości, że to sabotaż. Ktoś celowo naraził nas na wielkie straty – mówi Jakowski.

Straty wynosiły ponad 5 tysięcy. Uszkodzeniu uległy kosy i stolnica. W dodatku w pryzmie kukurydzy mogą znajdować się metalowe opiłki.

– Nie wiem, czy mi krowy nie pozdychają od tej kukurydzy – martwi się rolnik.

Okazuje się, że to już piąty taki przypadek na naszym terenie. Scenariusz jest zawsze taki sam. Maszyna staje, bo między jej kosy dostaje się żelazo. Żelazne pręty ktoś zawiesza na kukurydzy.

Trudno przypuszczać, żeby to były przypadek.

– Żeby sieczkarnia zebrała taki pręt, to musi być on zawieszony nad ziemią. Metal przypadkowo rzucony na pole nie wpadłby w zęby sieczkarni – mówi rolnik z Serok.

Poza tym pręt w Serokach był starannie przygotowany: równo przycięty, owinięty izolacją, ze stali kwasoodpornej.

– Wszystkie fakty wskazują, że ktoś podrzucił go celowo. Mało tego, musiał doskonale znać specyfikę tych maszyn, które mają czujniki wykrywające żelazo. Detektory te jednak nie wyczuwają tego rodzaju stali. Dla pewności ktoś jeszcze ten pręt owinął izolacją – mówi Jakowski.

Komu mogło na tym zależeć?

[b]

Kukurydziana mafia[/b]

– To jakaś kukurydziana mafia – mówi Roman Jakowski – To kolejny przypadek, że ktoś próbuje sztuczek z prętem. Rolnicy boją się wyjeżdżać w pole – dodaje.

Koszenie kukurydzianych pól, jak się okazuje, to dochodowy interes. Skoszenie jednego jej hektara kosztuje około 900 zł, a w ciągu doby maszyna może skosić 15-20 hektarów. Czyli dla całej obsługi (sieczkarni i dwóch rozrzutników) jest to 13, 5 – 18 tysięcy złotych na dobę.

– Nie zdziwiłoby mnie, żeby podrzucanie żelastwa było celowym działaniem dla zniszczenia konkurencji – tłumaczy rolnik.

Zniszczenie maszyny byłoby równoznaczne z pozbyciem się konkurenta. Sieczkarnia jest niezwykle droga. Używane maszyny kosztować mogą ponad 150 000 zł, nowe ponad milion.

– Rolnik inwestujący w taką maszynę często zadłuża się po uszy – tłumaczy Jakowski. Zniszczona maszyna doprowadziłaby jej właściciela do bankructwa.

Jakowski tłumaczy, że na naszym terenie jest 6-7 takich sieczkarni. Ich właściciele rywalizują ze sobą o klienta.

– Nie chce się wierzyć, że stać by ich było na popełnienie przestępstwa – mówi Jakowski.

[b]

Policja nie zna sprawcy[/b]

Sprawę podrzuconego pręta bada żuromińska policja. Rzecznik sierżant sztabowy Tomasz Wnuk na razie nic o sprawie nie może powiedzieć. Nie ukrywa jednak, że to niezwykle ciężki do wykrycia przypadek.

Problem zresztą niedługo sam zniknie, bo niedługo powinny zakończyć się zbiory kukurydzy. Sieczkarnie schowane zostaną w garażach. Do sierpnia przyszłego roku.

   

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.