Syberia. Ogród polany kwasem. Chuligański wybryk czy sąsiedzka zwada

- Już drugi raz ktoś oblał mi kwasem drzewka i kwiaty w ogrodzie – mówi pan Józef Grabowski z Syberii – Chociaż nikogo za rękę nie złapałem, to wszystko wskazuje na to, że to sąsiedzi, którzy w miejscu ogródka chcą postawić garaże – dodaje.
J�zef Grabowski pokazuje nam zniszczone tuje

Adam Ejnik

a.ejnik@kurierkurierzurominski.pl

Józef Grabowski od 40 lat mieszka w Syberii w niewielkim bloku naprzeciwko kościoła. Od samego początku zagospodarował też za blokiem niewielki kawałek ziemi. Na oko 15 metrów na 10. Dziś ten ogródek należy do 4 rodzin.

– Od samego początku odkąd tu mieszkam gospodarowałem ten ogródek. Sadziłem tu kwiaty i warzywa. Włożyłem w pielęgnację tego terenu wiele czasu i pieniędzy – mówi Józef Grabowski.

Ogródek służył nie tylko państwu Grabowskim.

– Tu od samego początku spotykaliśmy się z mieszkańcami bloku na grillu. Tu sadziliśmy warzywa i jak komuś było potrzeba narwać pietruszki na obiad, to nie żałowaliśmy. Mógł rwać. – mówi mieszkaniec Syberii – Ten ogródek był taką oazą spokoju – dodaje.

Do czasu

Ogródek kością niezgody

Przed dwoma laty ogródek przestał się podobać niektórym mieszkańcom bloku. Wspólnota „Syberianka” postanowiła zbudować nowe garaże. Kilku mieszkańcom najbardziej pasowało, żeby były one zlokalizowane w miejscu ogródka.

– Nie mogłem na to pozwolić – mówi Grabowski – Uchwałę wspólnoty zawetowałem. Ten ogródek to część mojego życia. Zresztą każdy mieszkaniec bloku ma już garaż – dodaje Grabowski.

Doszło do słownych przepychanek. Zwaśnione strony nie znalazły rozwiązania konfliktu.

„I tak nie będziecie mieć tego ogródka!” – miał wtedy powiedzieć jeden z mieszkańców bloku.

Dewastacja ogródka

Stało się. Tuż po sprzeczce na zebraniu wspólnoty w nocy ktoś polał kwasem posadzone w ogrodzie tuje.

– Drzewka zmarniały. Popalone zostały też kwiaty. Ktoś zrobił nam celowo na złość. Wiem kto, ale na razie powiedzieć nie mogę – mówi Józef Grabowski – Jeszcze sprawcy sobie szydzili, pytali, czy kwaśne deszcze u mnie w ogródku padały.

Państwo Grabowscy nie zrażali się. W tym roku kupili kolejne drzewka, licząc, że sprawcy nie powtórzą swojego wyczynu. Przeliczyli się. Nowe tuje znów zostały polane jakąś żrącą substancją. Mało tego substancję tę ktoś wlał do beczki, w której stała woda do podlewania ogrodu.

– Na szczęście w porę się zorientowaliśmy, że tam się coś pieni – mówi nam Józef Grabowski – Tą wodą przecież bawią się dzieci. Gdyby im się coś stało… – załamuje głos mieszkaniec Syberii.

Sprawa trafiła do Ochrony Środowiska

Józef Grabowski postanowił zgłosić sprawę do właściwych organów. Najpierw trafił do Wydziału Rolnictwa i Środowiska w Starostwie. Stąd skierowano go do Urzędu Gminy w Lubowidzu. Sprawą najpierw zajął się Referat Środowiska potem Referat Rolnictwa. W Lubowidzu widać pewne zakłopotanie.

– Byliśmy w Syberii i oglądaliśmy zniszczenia. Drzewka były zniszczone, ale nie wiemy z jakiego powodu – mówi kierownik referatu Roman Buśka – Na początek skierujemy pisma do zarządu Wspólnoty „Syberianka” z prośba o wyjaśnienie.

Nas jednak zaintrygowało inny aspekt całej sprawy. Kierownik referatu wyraźnie dawał do zrozumienia, że ogródkiem pana Grabowskiego rzeczywiście się zajmie, ale w innym aspekcie.

– Trzeba sprawdzić jeszcze, czy drzewka zostały posadzone zgodnie z prawem – mówi Roman Buśka.

Czyżby więc Józef Grabowski stał się z ofiary katem? Tego jeszcze nie wiemy, ale sprawie będziemy się bacznie przyglądać. Sam Grabowski wspominał, że nie bardzo wierzy w pomyślne rozwiązanie sprawy drogą urzędową.

– Jedna z osób zainteresowanych postawieniem garaży jest wysoko postawionym urzędnikiem w Urzędzie Gminy – mówi Grabowski – Dlatego boję się, że Urząd nie będzie mi przychylny – dodaje.

   

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.