Informacje

KONTEKST SEKSUALNY, KTÓREGO NIE BYŁO

Dyrektor SP nr 2 w Żurominie Piotr Babiuch przyszedł na sesję Rady Miejskiej, by znów wrócić do tematu rozpatrzonej na niego skargi. Zarzucał radnym, że nie dołożyli starań, by rzetelnie rozpatrzeć każdy zarzut, jaki mu postawiono.
Piotr Babiuch uważa, że radni nie rozpatrzyli wszystkich zarzutów dokładnie. Uchwały jednak nie zaskarżył.

Podczas sesji 15 czerwca w wolnych wnioskach powróciła sprawa skargi ZNP na dyrektora żuromińskiej „Dwójki”. Dyrektor Piotr Babiuch zabierając głos w pierwszych słowach spytał, dlaczego przewodnicząca Rady Miejskiej nie odpowiedziała punkt po punkcie na wszystkie pytania, jakie wcześniej wystosował do niej jego radca prawny. Pisaliśmy o tym ostatnio w „Kurierze”. Przewodnicząca podczas poprzedniej sesji poinformowała, że odpowie radcy na pytania, które dotyczą informacji publicznej ( udostępnienia regulaminu pracy rady, komisji itd.). Na kolejne pytania typu: „czy zasadny jest zarzut…, czy nie łamie zasad obiektywizmu stwierdzenie…, czy postawa i wypowiedź nie jest obarczona wadą…, czy zapytania nie wykraczały poza zakres skargi i nie były zwykłym czepianiem się…, czy zasadne jest zadawanie tendencyjnych pytań itd.” przewodnicząca nie odpowiedziała. Podczas sesji tłumaczyła, że nie jest w sądzie ani na przesłuchaniu, żeby na takie pytania udzielać odpowiedzi.

Przypomnienie

Jak pisaliśmy, komisja skarg po wysłuchaniu stron 8 lutego na kolejnym posiedzeniu wypracowała stanowisko, że skarga na dyrektora jest zasadna. Nie rozpatrywała faktycznie zdanie po zdaniu wszystkich stwierdzeń, jakie padły podczas komisji 8 lutego, w której brali udział i skarżąca (w imieniu ZNP) Marzena Więckowska, i dyrektor Piotr Babiuch. Szeroką relację z tego posiedzenia przedstawiliśmy na naszych łamach. W kontekście złożonej skargi 8 lutego punkty w niej zawarte rozszerzyła ustnie prezes Więckowska. Dyrektor odnosił się wówczas do wszystkich stwierdzeń, w wielu przypadkach prosił o dostarczenie dowodów (np. nagrania z monitoringu, za który sam odpowiada i sam ma do niego dostęp, w kontekście udowodnienia, że do szkoły w trakcie pandemii wchodziły osoby nieuprawnione i korzystały ze szkolnego sprzętu informatycznego), w wielu przypadkach nazywał zarzuty pomówieniami. Pisaliśmy o tym szeroko na naszych łamach. W posiedzeniu komisji brały wówczas udział przewodnicząca i wiceprzewodnicząca rady, zabierały głos w dyskusji (była ona swobodna, nikt nikomu głosu nie zabierał- przyp. red.), ale ostatecznie projekt uchwały wypracowała komisja skarg i wniosków. Opinię prawną w sprawie szkolnych regulaminów przedłożył radca prawny urzędu, który stwierdził w nich kilka uchybień, wymagających naprawienia (np. nieaktualne podstawy prawne- przyp. red). Projekt przedłożono radnym do głosowania i ci uznali skargę za zasadną (nie była jedynie zasadna w części dotyczącej terminu jej złożenia).

W piśmie, które po uznaniu skargi za zasadną pełnomocnik dyrektora skierował wraz z pytaniami do przewodniczącej stwierdził on, że Rada Miejska w uzasadnieniu uchwały stwierdza lakonicznie winę dyrektora, co jest dla niego krzywdzące. Radca uważa, że rada nie konkretyzuje, jakie błędy zostały potwierdzone przez analizę prawną (analiza regulaminów była omawiana podczas posiedzenia, radca urzędu odniósł się do każdego z  regulaminów, wskazał rzeczy do naprawienia, dokument jest w aktach z posiedzenia komisji – przyp. red.). Radca dyrektora pytał w piśmie przewodniczącą, które zapisy w dokumentach przedłożonych przez dyrektora SP nr 2 w Żurominie lub ich brak pozwolił radnym uznać zasadność skargi, w jaki sposób zapisy te prowadza do konfliktu pomiędzy dyrektorem a pracownikami, przypomina też list nauczycieli, który broni dyrektora i zadaje kłam tezie, że istnieje konflikt między dyrektorem a pracownikami. Należy jednak zauważyć, że nie podpisała go jednak cała rada pedagogiczna ani też wszyscy pracownicy niepedagogiczni, a jak przypominamy, ZNP wystąpiło w obronie pracowników niepedagogicznych.

Pytania dyrektora i zarzut o „dobieranie się”

– W piśmie było kilkanaście pytań o zasadność zarzutów pod adresem dyrektora szkoły i oczywiście o pewną postawę państwa radnych – zaczął swoją wypowiedź Piotr Babiuch na sesji 15 czerwca. Pozwolił sobie przytoczyć fragment skargi złożonej przez prezes ZNP Marzenę Więckowską. – Bo wśród tych pytań były pytania o te rzeczy – mówił Babiuch. – Nadużycia te mogą nosić znamiona dyskryminacji oraz cech mobbingu”, „zarząd ZNP powziął informację, jakoby na terenie placówki zdarzały się sytuacje, że z dóbr szkoły korzystały osoby nieuprawnione, niebędące pracownikami szkoły, ani rodzicami uczniów uczęszczających do tej szkoły. Zatem w ocenie organizacji mogło dojść do naruszenia przepisów covidowych i obowiązujących zasad” – czytał Babiuch.

– I teraz szanowna pani, wśród tych pytań, skierowanych do pani o zasadność pewnych zarzutów były też pytania o dyskryminację, o mobbing, a pani powiedziała, że nie były w skardze. Te zarzuty były – mówił dyrektor Piotr Babiuch.

Przewodnicząca znów mu powtórzyła, że nie jest w sądzie i nie będzie odpowiadała na pytania, czy były zasadne czy nie. Babiuch podkreślił więc, że nie odnosi się do zarzutów wyartykułowanych przez prezes ZNP ustnie, a tych ze skargi, pisemnych. – Dlaczego w takim razie, to pytanie do państwa radnych, do komisji skarg, dlaczego państwo rozpatrując skargę nie dołożyliście wystarczającej rzetelności, aby na te zarzuty się ustosunkować? Apel i prośba do radnych, macie prawo domagać się odpowiedzi na pewne pytania. Bo jest wielką niesprawiedliwością, że stawia się zarzuty dyrektorowi szkoły, dopuszcza się do głosu panią Więckowską, aby mogła formułować te zarzuty. Dla pozostałych państwa, bo pewnie nie znają tej skargi, jest zarzut, to jest cytat, jaki pani Więckowska sformułowała pod moim adresem: „dyrektor dobiera się do kobiet”. Szanowni państwo, wszyscy jesteście mężami, wszyscy jesteście ojcami. Sytuacja jest taka, że komuś się publicznie stawia taki zarzut, ja rozumiem, że ja będę dochodził swoich praw, ale to inny problem, ale jeżeli jest sytuacja taka, że stawia się taki zarzut, już nieważne, że naruszono moje dobre imię, ale pośrednio naruszono dobro mojej żony – mówił Babiuch do radnych. – Co by było, jakby wam postawiono taki zarzut jako mężom, jako ojcom? Następnie idzie to w przestrzeń publiczną z jednej strony, a z drugiej strony radni mówią ustami przewodniczącej, że to nie jest przedmiotem skargi – pytał.

– Ja nie oczekuję, byście bronili Piotra Babiucha, broń Boże, proszę i oczekuję, abyście się jeszcze raz pochylili i rozpatrzyli zasadność zarzutów stawianych mi podczas komisji skarg 8 lutego. Ponieważ to sformułowanie, że nieprawidłowości w regulaminach doprowadziły do konfliktów wśród pracowników (pominę, że list otwarty nauczycieli zadał kłam tej tezie) oraz obniżyło jakość placówki, to jest zbyt bardzo ogólne sformułowanie i każdemu można to przypisać – mówił dyrektor podczas sesji 15 czerwca. Drugim aspektem jest to, że zdaniem dyrektora –  nie szło o regulaminy, a baterię zarzutów pod jego adresem, których – jak podkreśla Babiuch – komisja nie miała wcale rozstrzygać. – Dlaczego pani nie odpowiedziała na pytania mojego pełnomocnika w zakresie zarzutów sformułowanych na piśmie – mobbingu, dyskryminacji, korzystania z dóbr szkoły osobom niebędącymi rodzicami, dziećmi ani nauczycielami? – pytał Babiuch.

– Te pytania, które panu zarzucono nie miały wpływu na podjęcie uchwały – odpowiedziała mu znów Michalska. Babiuch więc stwierdził, że myślał, iż punkt po punkcie każdy zarzut i każde zdanie zostanie zbadane i potwierdzone lub nie. – Tak naprawdę każdego możemy powołać przed komisje skarg, wyartykułować pod jego adresem bądź jej adresem zarzuty, następnie powiedzieć „Sorry to nie nasza sprawa”, ale co zostało powiedziane poszło w eter i w świadomości społecznej panuje przekonanie, że faktycznie wszystkie zarzuty są prawdziwe. Szanowni państwo. Zarzut o dobieranie się do kobiet. Przecież ja tak naprawdę powinienem zostać wyprowadzony w kajdanach z gabinetu dyrektora i  osadzony w areszcie – mówił podczas sesji dyrektor Piotr Babiuch. – Okazuje się, że przeszliście, szanowni państwo, obok tego wszystkiego i jak Piłat umyliście ręce, mówiąc „To nie nasza sprawa”. Nie szanowani państwo, to jest wasza sprawa, bo ja jestem urzędnikiem państwowym. I mi jako urzędnikowi państwowemu postawiono bardzo poważne zarzuty, natomiast w uzasadnieniu skargi państwo użyliście bardzo ogólnych sformułowań – kontynuował.

Sesje i komisje są jawne

W toku wystąpienia dyrektor poruszył wątek obecności radnych spoza komisji skarg w posiedzeniu tejże komisji. Wręcz wyrwał do odpowiedzi wiceprzewodniczącą rady Halinę Jarzynkę. – Pytam się, na jakiej podstawie prawnej była pani obecna podczas posiedzenia komisji skarg 8 lutego – pytał Babiuch. Radna odpowiedziała, że każdy może brać udział w posiedzeniach rady czy komisji, i poprosiła o odpowiednią podstawę prawną radcę urzędu. – Pani przyszła bez znajomości przepisów prawa – wypalił więc Babiuch. Zarzucił jej, że formułowała pod jego adresem jednostronne, obraźliwe i stronnicze wypowiedzi. Poproszony o odczytanie owych obraźliwych wypowiedzi dyrektor odczytał: „jest trudna sytuacja, że pani prezes pozyskała wiele informacji (swoją drogą nie zostało to udowodnione- skomentował czytając to Babiuch), nie chcę tu operować nazwiskami (…) jednakże jest to sygnał dla pana dyrektora, że trzeba troszeczkę w siebie wejrzeć, coś tam zmienić w relacjach dyrektor i pracownicy – odczytał Babiuch i stwierdził, że tu właśnie była jednostronna.

– W którym momencie to pytanie miało charakter obraźliwy? Bo ja bym powiedziała, że refleksyjny – odparła mu Jarzynka. – To jest kwestia interpretacji – odparł z kolei Babiuch.

Przewodnicząca Michalska także przyznała, że brała udział w posiedzeniu komisji, ale nie głosowała, bo nie miała prawa (głosowała dopiero nad ostateczną uchwałą).

Zdziwienie radnych

Następnie zabierając głos przewodniczący komisji rewizyjnej Andrzej Supko zauważył, że w chwili posiedzenia komisji skarg 8 lutego dyrektor nie zgłaszał sprzeciwu co do czyjejkolwiek obecności na posiedzeniu. – W którym momencie na komisji padło stwierdzenie, że pan się do kogokolwiek dobiera – dziwił się Supko. – Mam odtworzyć panu nagranie? – odparł Babiuch. I powiedział kontekst, że Więckowska stawia zarzut „że ja rzekomo źle dzielę godzinami, chodziło o nauczycieli wf, był wątek, gdy pani Więckowska mówi, że ja daję godziny mężczyznom, a nie daję kobietom (…) i pani Więckowska wypowiada sformułowanie „pan dyrektor dobiera się do kobiet” – podał Babiuch. Supko podkreślił od razu, że ów kontekst seksualny jest tylko interpretacją dyrektora.

– Jeżeli pod którymkolwiek z was panowie adresem padłby ten zarzut, jak czułyby się wasze żony? Tu nikt z was nie reagował, na pewne zwroty – znów mówił Babiuch. I miał pretensje, że Supko pozwolił Więckowskiej się wypowiedzieć, a ta wygłosiła „tyradę” zarzutów. – Czy ograniczałem w jakikolwiek sposób wypowiedź pani Więckowskiej? A panu? – pytał Supko. Dyrektor odparł, że nie, nie ograniczał. Jak podkreślił Supko, zadaniem komisji było wysłuchanie stron, nikt nikomu głosu nie zabierał, każdy miał możliwość wypowiedzenia się, oponowania, zaprzeczania, potwierdzania. Na drugim posiedzeniu komisji pojawiła się prezes ZNP, ale wówczas nie dostała prawa głosu. Wtedy komisja podjęła decyzję.

– Czy nie jest obowiązkiem przewodniczącego umiejętnie prowadzić posiedzenie tak, by nie dopuścić sytuacji, w której sprawy, które nie są przedmiotem skargi nie pojawiły się na wokandzie? (…) Waszym zadaniem należało tę skargę rzetelnie rozpatrzeć – mówił dyrektor szkoły. Stwierdził, że już nie chodzi o niego. – Chodzi o moją żonę. Zrobiono mojej żonie straszną krzywdę. Ja sobie poradzę, ale moja żona na to nie zasłużyła. (…) Czy stać was będzie teraz na to, będziecie teraz mieli wystarczająco odwagi cywilnej, żeby powiedzieć: ok, przekroczono pewną granicę, naruszono pośrednio dobra osobiste mojej żony. I chodzi tylko moją żonę, szanowni państwo – mówił sugerując, że takie wypowiedzi należało ucinać. Twierdził też, że gdy prosił o dowody, Więckowska odesłała go do monitoringu.

Opinia radnych

– Zadaniem naszym było wysłuchanie obu stron i na tej podstawie podjęcie, śmiem twierdzić, obiektywnej opinii. Choć każdy ma swoją własną, rozważa sytuację we własnym sumieniu i na podstawie tego podejmuje decyzję. Wplątanie do tego Ani ( żony dyrektora przyp.red.) jest trochę nietaktem z pana strony. Przy poprzedniej skardze brała udział, była przy tym. Tu jej nie było. Pan nas oskarża, że działaliśmy na szkodę osób trzecich. My dokonaliśmy pewnej oceny sytuacji, pan się ma prawo z tym nie zgadzać – tłumaczył Supko. – Pan wymaga, żebym ja rozstrzygał każde słowo? – pytał dyrektora.

– Chyba nie dołożyliście wystarczających starań, żeby to rozstrzygnąć – skomentował Piotr Babiuch. – W tym uzasadnieniu nie ma jednego słowa co do mobbingu, co do dyskryminacji, co do wynajmowania pracowni komputerowej, co do łamania zasad covidowych – mówił dyrektor.

– Jak pana słucham, zaprzecza pan sam sobie, ponieważ jak powiedział pan przewodniczący – był pan obecny na tej komisji i pan sam siebie nie bronił, a pan oczekuje że wszyscy członkowie mieli stanąć murem i tę sprawę drążyć? Kiedy pan sam nawet nie podjął trudu czy chęci, jak to nazwać. Nawet moja wypowiedź. Ja zabrałam głos, żeby troszeczkę ostudzić wasze emocje, a pan zupełnie to inaczej interpretuje – pokreśliła Halina Jarzynka.

Kwestie formalne

Porządkując dyskusję radca urzędu Kamil Prus powiedział, że komisje są jawne i każdy może w nich brać udział. Radni z zakresie kompetencji mają prawo wstępu na te komisje. Przewodnicząca komisji Barbara Michalska również przypomniała, że przy poprzedniej skardze w posiedzeniach brała udział żona dyrektora. – Nikt nie miał przeciwko temu nic – podkreśliła. Odczytała mu odpowiedni artykuł z konstytucji pozwalający każdemu mieszkańcowi brać udział w posiedzeniach organów samorządowych. Poinformowała też dyrektora, że jeśli mu się nie podoba zachowanie radnych, może na nich złożyć skargę. W kwestii podjętej uchwały miał prawną możliwość zaskarżenia jej w odpowiednim terminie do wyższych organów. Tego nie zrobił.

AO

Od redakcji:

Odsłuchaliśmy dokładnie komisję, podczas której padły słowa o rzekomym „dobieraniu się” dyrektora do kobiet. Oto dokładny cytat: „Przesuwa pan nauczycieli na inne stanowiska pracy. Mówię o kobietach. Gdzie na tych stanowiskach pracy są również mężczyźni, nie, pan się dobiera do kobiet, stosując w dodatku czynności na złej podstawie prawnej, ponieważ panie dyrektorze art. 18 ust. 4 Karty Nauczyciela to mówi, że pan przesuwa do innej szkoły, a pan tylko przesuwa na inne stanowisko w swojej szkole. Czyli pan nawet nie umie zastosować podstawy prawnej do tych działań wobec tych pracowników”.

Jak zrozumieliśmy my i wszyscy zapytani przez nas członkowie tej komisji, chodziło o przenoszenie kobiet do wykonywania takich zadań, które wykonują mężczyźni, również ze złym rozumieniem podstaw prawnych, na które się dyrektor powołuje. Gdzie tu kontekst typowo seksualny? Gdzie urażenie w stosunku do małżonki?

Zwracamy też uwagę na zarzuty o mobbing, dyskryminację, i stojące przed nimi przypuszczenia – „mogło dość, jakoby, mogą nosić”. To nie konkretny zarzut, a przypuszczenia. W kwestii odsyłania do monitoringu zaś – to dyrektor w szkole ma do niego dostęp, to on za niego odpowiada. Zapytana 8 lutego prezes ZNP skomentowała, że dyrektor na nagraniu sam zobaczy, o czym ona mówi.

 

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.