https://mazovia.pl/pl/transport/aktualnosci/autobusy-dla-mazowieckich-szkol-wlasnie-ruszyl-nabor.html
Informacje

PEŁNA EMOCJI RADA SPOŁECZNA SZPITALA

Pełne emocji i ostrej wymiany zdań było ostatnie posiedzenie Rady Społecznej przy SPZZOZ w Żurominie w środę, 9 grudnia. Na szczęście pod koniec emocje opadły. Padło może za wiele słów, ale było też przepraszam.
fot AO

Choć głównym punktem ostatniego posiedzenia Rady Społecznej przy SPZZOZ w Żurominie było podjęcie uchwały o przyjęciu zmian w regulaminie organizacyjnym szpitala, to jednak nie to było głównym tematem dyskusji. Ostra wymiana zdań wywiązała się między przewodniczącą związków zawodowych w szpitalu Urszulą Twarogowską a dyrektorem szpitala Zbigniewem Białczakiem.

Bezpośrednią przyczyną do zmian w regulaminie była decyzja wojewody, która zobowiązała do wydzielenia w placówce dwóch oddziałów covidowych. Omówił je dokładnie dyrektor Zbigniew Białczak. Przed zmianą na oddziale wewnętrznym funkcjonowały 44 łóżka, po zmianie – 54 łóżka, w tym 3 intensywnej terapii. Do tego są tam 4 łóżka dla pacjentów z podejrzeniem zakażenia koronawirusem (obserwacyjne). – Nie możemy się odwołać, jest specustawa, wojewoda dyrektywy wydaje w trybie szybkiego wykonania, także pozostaje nam się dostosować – poinformował dyrektor.

– Chciałam zapytać odnośnie personelu zatrudnionego na oddziale wewnętrznym. Czy jak się zwiększy ilość łóżek to się zwiększy ilość personelu pielęgniarskiego? – od razu zapytała obecna na posiedzeniu przewodnicząca związków zawodowych w lecznicy Urszula Twarogowska. Jak wskazała, jest jedną z osób pracujących na oddziale zakaźnym, gdzie pracuje się w kombinezonie i jest to bardzo uciążliwe. – Powinniśmy mieć zwiększoną obsadę, powinniśmy mieć przerwy w pracy. Tej przerwy w pracy nie mamy, na dyżurach nocnych pracujemy jako dwie pielęgniarki (…) całą noc przebywamy w kombinezonach, 12 godzin, bo nie mamy możliwości iść tych kombinezonów wymienić czy iść na górę napić się herbaty – mówiła. Poinformowała, że na oddziale nie ma zbiorczego monitoringu do obserwacji pacjentów z pokoju pielęgniarskiego, więc np. ona musiała wchodzić co 10 minut do pacjentki przez całą noc, by sprawdzać jej czynności życiowe. – Saturacja pacjentce spadała do 74, alarmy się włączały, więc ja z tą pacjentką covidovą przebywałam 12 godzin nie licząc reszty pacjentów – mówiła Twarogowska. Jak stwierdziła, wystąpiła do naczelnej o zwiększenie obsady pielęgniarek na dyżurach nocnych. – Życzę każdemu, żeby założył kombinezon i poszedł do pracy. Niech popracuje tylko dwie godziny. Słyszycie w mediach, jak się pracuje, jak się ma przyłbicę, gogle, okulary parują, trzy pary rękawiczek i człowiek jest po prostu spocony po godzinie, po dwóch – zaznaczyła. Podkreśliła, że parametry życiowe niekiedy pogarszają się dosłownie nagle i w każdej chwili może zdarzyć się potrzeba reanimowania pacjenta. – My nie mamy lekarza, lekarz jest w strefie czystej dwa piętra wyżej – zaznaczyła.

Jej wypowiedź była bardzo emocjonalna i od razu wywołała błyskawiczną reakcję dyrektora Białczaka. – Pani mówi takie rzeczy kwieciście, czy pani to zgłaszała do ordynatora, pani Urbańskiej? Urbańska nie zgłosiła tego ani do mnie, ani do doktora Białego – zareagował od razu.

– Pani mówi o jakiejś organizacji, o szczegółach, gdzie się spociłam, gdzie usiadłam, gdzie cośkolwiek zrobiłam. Niech pani to udokumentuje na piśmie, bo to nie czas i moment, żeby takie rzeczy tutaj przedstawiać – stwierdził zaraz dyrektor szpitala.

– Niech pani napisze o takich rzeczach do naczelnej, ordynatora, lekarza. Ja o takich rzeczach nie wiem, pierwszy raz słyszę – mówił dalej zdenerwowany Białczak. I od razu wyjaśnił, że dziś nie ma zasad, procedur. – Muszę pani powiedzieć, że wojewoda zwolnił wszystkich z wszelkich norm, wszelkich zasad – wypalił. – W trybie ostrym pracują szpitale przy 25 łóżkach. Tryb ostry znaczy się dwie pielęgniarki plus jeden lekarz. U nas jest sześciu lekarzy i co najmniej 11 pielęgniarek – dodał.

Dyrektor przypomniał, że w placówce w Żurominie nie było nigdy więcej, jak 20 pacjentów z covid, więc nie jest to taka sytuacja, jak w wielu innych lecznicach, gdzie pacjentów chorujących jest więcej. Pielęgniarka zaczęła więc powoływać się na informacje, jak to wygląda w szpitalu w Sierpcu czy Mławie.

– Proszę na mnie nie krzyczeć, bo ja pracuję w covidzie, ja tego nie wiem z piątych ust – mówiła Twarogowska. Dyrektor zasugerował, że wszystko to powinna zgłosić na piśmie do odpowiednich osób. – Nie pracował pan w takich warunkach i pan nie wie, jak się pracuje. My naprawdę chcemy jak najlepiej zaopiekować się tymi pacjentami i zapewnić im bezpieczeństwo – skomentowała pielęgniarka.

– Macie zablokowany OIOM, gdzie są pielęgniarki w gotowości, macie zablokowany oddział paliatywny, są w pełnej gotowości. Macie ZOL, gdzie jest 38 pacjentów, nie 60 i tych pielęgniarek jest wystarczająca ilość. To jest pani zdanie subiektywne, czy powinno być więcej czy mniej decyduje ordynator, który słowa nie pisnął, i żaden z sześciu lekarzy przez miesiąc nawet nie zgłosił tego problemu, a pani tu na forum, przy pani burmistrz, pewnie pani burmistrz wiedziała… – znów uniósł się Białczak.

– Nie, nie wiedziałam, panie dyrektorze – odezwała się niejako wywołana do tablicy Aneta Goliat. Twarogowska jeszcze raz podkreśliła, że zgłaszała problemy do oddziałowej, ta miała przekazać naczelnej, ale nie było odzewu. – Zażądam notatek od pani przełożonej – stwierdził więc Białczak.

W emocjonującą dyskusję włączył się w tym momencie wicestarosta Ireneusz Rejmus. – Są związki zawodowe, jest jakaś podległość. (…) Nie ma takiej sytuacji, żebyśmy tutaj nie wysłuchali jakichś racji tej czy tamtej strony, ale Rada Społeczna nie jest ciałem do załatwiania tej czy tamtej rzeczy – skomentował. Zaapelował, by przedstawicielka pielęgniarek nie pokazywała żuromińskiego szpitala w złym świetle, bo gdzieś indziej jest lepiej. – To jest nieprawda. Państwo dokładnie wiecie, co się dzieje dziś w szpitalach. Że jest problem z pielęgniarkami, z lekarzami. Takie, jakie ja słyszałem i w radio, i w telewizji sytuacje, to łzy lecą – powiedział wicestarosta.

Przewodnicząca związku poinformowała więc wprost, że od trzech tygodni usiłuje się umówić do dyrektora na spotkanie, przekazywała tę informację w sekretariacie, ale nie została umówiona.

– Rada społeczna nie rozwiąże problemu harmonogramów pracowniczych, macie możliwości wewnątrz szpitala i tam je proszę regulować – zaapelował w pewnej chwili starosta Jerzy Rzymowski. A Rejmus przypomniał, że to, co jest omawiane na posiedzeniu rady, tj. wspomniane zwiększenie ilości łóżek już nastąpiło, a zatwierdzenie zmian ma być tego jedynie usankcjonowaniem.

– Wojewoda widzi z naszych statystyk, że nigdy nie przekroczyliśmy 20 łóżek covidowych (…) ja wiem, że najlepiej to 7 pielęgniarek i rotacyjnie sobie na godzinę do pacjenta schodzić, ale jednak trzeba pracować niestety – skomentował Białczak. Ale tu znów odezwała się przewodnicząca związków, że normy mówią, ile czasu można nosić kombinezon i że tak jest w innych placówkach.

– Proszę państwa, tak nie wolno. Ja wiem, co się dzieje w Mławie, Działdowie, Sierpcu, Rypinie. U nas naprawdę patrząc na to wszystko nie powiem, że jest cudownie, ale jest dużo, dużo lepiej, ale nie, w Mławie, Sierpcu itd. (…) tam nawet się nie zapyta redaktor, nie napisze źle o szpitalu. Ale u nas w Żurominie to już jest przyjęte od wielu, wielu lat, że jak za dobrze się dzieje w powiecie to dobrze by było uderzyć ze dwa razy w powiat, w szpital – skomentował oburzony wicestarosta.

– Jak tak jest cudownie, to dlaczego były u mnie wczoraj o pracę dwie pielęgniarki z Sierpca? Dlaczego mam sześć podań położonych z Sierpca? Dlaczego z Rypina cztery pielęgniarki chciały przejść? – pytał Białczak. – Ciągle bicie piany – denerwował się Rejmus.

Jak padło dalej w dyskusji, obecnie przez pacjentów z covid zajętych jest 17 łóżek, na wszystkie 54 łóżka, które zdaniem dyrektora szpital jest w stanie zabezpieczyć w obsługę pielęgniarsko-lekarską.

Białczak jeszcze raz przywołał znane mu przykłady, ilu lekarzy i ile pielęgniarek pracuje na oddziałach covid w innych placówkach. Rejmus zaś wspomniał, że kilka lat temu, kiedy wciąż powtarzano, że jest za mało pielęgniarek, powołując się na szpitale w Mławie i Sierpcu, zarząd zebrał te właśnie informacje i chciał je przedstawić, ale nikt nie był tym zainteresowany. – Ale ta informacja nie pasowała państwu do państwa teorii, wszyscy ucichli, oczekiwałem pytań, pytań nie było. Byli związkowcy. Taka sytuacja państwu nie pasowała. Jest dokładnie taka sama sytuacja w całej Polsce, ale co, w Żurominie jest najgorzej, tak? – mówił wicestarosta. Rejmus przypomniał, że niedawno podniesiono larum, kiedy pojawiła się informacja, że cały szpital ma zostać przekształcony w placówkę covidową. Zarząd wspólnie z dyrektorem czynili jednak zabiegi, by przekształcić tylko jego część, a zostawić dobrze działające oddziały ginekologiczno-położniczy i chirurgiczny. – Nawet jednym słowem nikt nie powiedział przepraszam, nikt nie powiedział, że fajnie, nikt nie powiedział, że dyrektor czy zarząd powiatu stanął na wysokości zadania. No bo to znowu nie było w kierunku państwa narracji. Mówię o pracownikach szpitala. Kilka osób prowadzi wojnę, jeśli chodzi o szpital, jeśli chodzi o dyrektora, jeśli chodzi o starostwo, i tak to wygląda. Powiedziałem prawdę, tę prawdę trzeba mówić głośno – skomentował wicestarosta Ireneusz Rejmus.

Wspomniał wydarzenia z 2018r. – Zależy państwu na sobie – powiedział. Przypomniał, że od lat współpracował ze związkami zawodowymi, starał się rozmawiać, negocjować. – Na każdy telefon byłem u państwa, ile żeśmy spraw usprawniali, ale przyszły wybory i pokazaliście swoje prawdziwe oblicze. Proszę wskazać oddział, na którym nie byłem, nie rozmawiałem z ludźmi, nie rozmawiałem o podwyżkach, o poprawie bytu, warunków pracy. Nie było tak? Było. To było 7-8 spotkań. Ale przyszły wybory i pokazaliście oblicze – denerwował się Rejmus.

W tym momencie emocje starał się ostudzić starosta Jerzy Rzymowski. Podkreślił, że sytuacja jest nadzwyczajna i nerwowość udziela się wszystkim. – Robimy wszystko, żeby ten szpital jak najlepiej funkcjonował, żeby pojawiał się sprzęt najwyższej jakości, żeby pojawiali się lekarze – zaznaczył. Rzymowski zauważył, że nikt z osób na poziomie powiatu nie stworzył procedur ani nie wywołał epidemii. – To, że wojewoda nakłada różnymi decyzjami potrzebę podjęcia różnych zadań staramy się wykonywać to w sposób jak najlepszy, ale na czele tych wszystkich działań jest dobro, zdrowie i walka o życie naszych pacjentów – dodał szef zarządu.

O tym, że zawsze trzeba rozmawiać i znajdować czas na rozwiazywanie problemów wspomniała zabierając głos burmistrz Aneta Goliat. – Całe szczęście, że jest wszystko bardzo dobrze, róbmy i starajmy się tak działać, żeby nasz szpital miał dobrą opinię i wszystkim nam o to chodzi – dodała. Stwierdziła, że skoro pielęgniarka nie mogła się dostać do dyrektora, poruszyła sprawę na radzie i to dobrze, bo wszyscy się dowiedzieli, że jest jakiś problem i teraz zostaną podjęte odpowiednie kroki.

– Pani burmistrz mówi, że dobrze, że się dowiedzieliśmy. Ale czego się dowiedzieliśmy? Że pani przewodnicząca nie jest skuteczna, że nie wie, w jaki sposób powinna sprawy załatwiać? Że nie potrafi działać zgodnie z literą prawa, ze swoimi możliwościami? Że pani powinna pójść, rozmawiać, składać pisma, pytać. Tego się dowiedzieliśmy? – wtrącił się Ireneusz Rejmus. Skomentował, że wygląda to tak, jakby pracownik starostwa przyszedł na posiedzenie Rady Powiatu i poinformował rajców, że nie ma do pracy ołówka i linijki. Podkreślił swoją wdzięczność pracy pielęgniarek i położnych. – Ale nie załatwiajmy tego w taki sposób – zaapelował.

– Mój błąd polegał na tym, że nie skierowałam pisma do pana dyrektora, chciałam spotkać się, rozmawiać – powiedziała Urszula Twarogowska.

Dyrektor w tym momencie skierował do niej słowo „przepraszam” za uniesienie się na początku dyskusji. Ustalono, że sprawa zostanie jak najszybciej wyjaśniona.

Agnieszka Orkwiszewska

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.