Informacje

TRZECIA SKARGA NA DYREKTORA

Trzy godziny trwała ostatnia komisja skarg, wniosków i petycji Rady Miejskiej w Żurominie, która zajęła się kolejną skargą na dyrektora Szkoły Podstawowej nr 2 w Żurominie. Ostatecznie jej rozpatrywanie znów przedłużono.

Jak poinformowano, po poprzedniej komisji, która zajęła się rozpatrywaniem skargi, a która na prośbę skarżącej była niejawna, okazało się, że dyrektor nie miał jej treści, żeby się z nią zapoznać. Treść została mu więc dostarczona, a na posiedzenie 18 stycznia przybył już on sam, by do wszystkiego się ustosunkować.

Piotr Babiuch, jak poinformował na wstępie, policzył w niej bodajże 21 zarzutów. Dodał, że mógł czegoś nie uwzględnić. W sprawie zarzutu odnośnie godzin pracy pracowników, dyrektor stwierdził, że skarżąca doskonale je zna, przychodziła na 7.00 i wychodziła o 15.00. Piotr Babiuch poinformował, że na liście obecności były godziny pracy 7.30-15.30.

Co do zarzutu dotyczącego wypłaty wynagrodzenia w różnych dniach dyrektor potwierdził, że „wkradła się tam nieścisłość” i została ona już naprawiona. Dyrektor miał kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy, która, jak poinformował radnych, tej nieścisłości też nie zauważyła. Jak dodał, nie przypomina sobie sytuacji upomnienia skarżącej za spóźnienie się z wypłatą poborów pracownikom.

– Jestem dyrektorem 3,5 roku i żadnemu pracownikowi nie udzieliłem upomnienia ani nagany, nie korzystałem z tego „przywileju” pracodawcy, aby wymierzyć kary porządkowe, nawet jeżeli były ku temu podstawy – podkreślił dyrektor. Przywołał przykład, kiedy skarżąca wyszła jednego dnia 15 minut wcześniej z pracy, a przez kolejne dni listy obecności w tym dniu nie podpisała, następnie na liście obecności wpisała zwolnienie lekarskie, a potem pojawił się jej podpis. Tu dyrektor stwierdził podczas komisji, że w jego ocenie doszło do fałszowania dokumentacji. Przywołał przykład wyjścia wcześniejszego w wigilię, a także kontroli PIP, która wykazała nieprawidłowości, za co – w jego ocenie – pracownica powinna dostać jakąś naganę lub upomnienie. Podawał też radnym inne przykłady zaniedbań czynionych przez innych pracowników, za które powinien, jego zdaniem, stosować upomnienia i nagany, a tego nie robił.

Odnosząc się do kolejnych zarzutów dyrektor potwierdził, że faktycznie regulamin wynagradzania nie został zawieszony na stronie internetowej szkoły, ale zaprzeczył, jakoby pracownicy nie zostali zapoznani z regulaminem. Jak twierdził, problematyczne było dla niego to, że po wywieszeniu dokumentu przy jednym stanowisku pracy sekretarki można domyślić się, jakie ma ona wynagrodzenie zasadnicze. Babiuch skserował jednak regulaminy i zaniósł egzemplarze np. do gabinetu księgowej, do pracownic kuchni, sprzątaczek itd.

Dyrektor starał się tak odpowiadać na zarzuty, by nie naruszyć dobrego imienia pracownicy.

– To są zarzuty dużego kalibru – stwierdził dyrektor na zarzut wchodzenia do gabinetu skarżącej pod jej nieobecność. Pisała ona w skardze, że zauważa braki dokumentów w szafkach, za co nie chciałaby ona odpowiadać.

– Zdarzało mi się, śmiem twierdzić, że w przeciągu 3,5 lat, jak jestem dyrektorem, może 6-7 razy wchodziłem po akta osobowe do gabinetu pani (…) Rozumiem, że jako pracodawca mogę wejść po akta – mówił radnym podczas komisji. Twierdzi, że robił to, kiedy tworzył arkusz organizacyjny, sprawdzając kwalifikacje nauczycieli. Jak twierdził dyrektor, konsultował to z prawnikami na portalu oświatowym, gdzie ma wykupiony abonament i gdzie dowiedział się, że nie jest to żadnym złamaniem prawa.

Twierdził, że wciąż szuka porozumienia z pracownicą, a nie konfliktu. -Ja po przeczytaniu tej skargi miałem obraz taki, że jestem potworem – stwierdził Babiuch.

Odnośnie zarzutu co do podania haseł i loginów do komputera, które pracownica miała napisać na kartce, dyrektor roztrząsał go dokładnie. Skarżąca napisała w piśmie, że jednego dnia zastała po przyjściu do pracy włączony swój komputer, zauważyła braki dokumentów, po czym kiedy udała się do dyrektora – jak stwierdziła – po nerwowych poszukiwaniach w gabinecie dyrektora znaleziono kartkę z hasłami w segregatorze w sekretariacie. Babiuch zauważył, że ona również popełniła błąd, bo skoro wytknęła dyrektorowi jak się przekazuje hasło (w zamkniętej kopercie, opieczętowanej), powinna zrobić to poprawnie. Radni wówczas stwierdzili, że sam dyrektor nie powinien też takiej kartki bez zamkniętej koperty przyjąć.

– Nie umiem bronić się wobec takiego zarzutu, ponieważ mamy słowo przeciw słowu. Ja mam czyste sumienie, że nie włączałem monitora. Jest podejrzenie, że ktoś wszedł do komputera, trzeba złożyć doniesienie do prokuratury. Instytucje państwowe będą w stanie stwierdzić, czy komputer był włączony. Na ten zarzut nie umiem się bronić. (…) Nie odniosę się do zarzutu „wertowania”, mamy słowo przeciw słowu – stwierdził na komisji dyrektor.

Odnosząc się do zarzutu dyskryminacji, m.in. o podwyżki, dyrektor stwierdził, że podwyżki zostały przyznane i to z wyrównaniem, więc tego zarzutu nie zrozumiał. Twierdzi, że nie zwiększył skarżącej zakresu obowiązków. – Nie przypominam sobie, że z tytułu przedszkola pani będzie miała większe uposażenie – twierdzi dyrektor.

Dyrektor wyjaśniał też radnym sposób typowania pracowników do nagrody Medalem KEN, co zarzuciła skarżąca. – Medali KEN nie składa się za staż pracy – tłumaczył dyrektor. Odnosił się do przyznawanych podwyżek i innych zarzutów ws. wynagrodzeń czy wczasów pod gruszą, wprowadzenia i zapoznania pracowników z kodeksem etyki. Dyrektor zaprzeczył, że szuka potknięć u skarżącej. – Pani sama mi je daje na tacy – skomentował.

– Czasami robię to, co chcę, a czasami to co muszę – dodał dyrektor. Mówił też o tym, co wykazała kontrola PIP, jaką miał w szkole. Tłumaczył też, dlaczego w szkole pojawiły się automaty z napojami, które mają powodować hałas.

Dyrektor sporo mówił podczas komisji, że w jego szkole nie ma żadnego konfliktu pracowników.

– Musiało coś zaistnieć na linii szef-pracownik, co było impulsem do napisania tej skargi – skomentował przewodniczący komisji Andrzej Supko. Jak dodał ,skarga jest efektem narastania pewnych sytuacji.

Dyrektor skargę rozłożył na czynniki pierwsze i analizował szczegółowo każde użyte w niej słowo.

– Nie chodzi o to, czy jestem potworem czy nie, bo mam ankietę, która jest dla mnie jednoznaczna, tylko proszę pochylcie się i rozważcie z całą mocą obiektywizmu tę skargę – powiedział do radnych po 2,5 godzinnej wypowiedzi.

Podczas sesji 27 stycznia Rada Miejska postanowiła, że przedłuża termin rozpatrzenia skargi (miała być rozpatrzona do 31 stycznia). Nie udało się dokończyć jej rozpatrywania z uwagi na zakażenie dyrektora. – Wydawanie zaocznie jakichkolwiek postanowień bez udziału stron uważam za niestosowne – podkreślił przewodniczący komisji Andrzej Supko. Skarga ma być rozpatrzona do 31 marca.

AO

   

komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.