Żuromin. Gehenna w szpitalu

Drogę przez mękę ma za sobą syn pana Adama z Chojnowa. Dziecko ze złamaną ręką trafiło do żuromińskiego szpitala. Chłopiec kilka godzin czekał na udzielenie pomocy. Przez ten czas płakał z bólu, a jego ojciec chodził od drzwi do drzwi, szukając lekarza, który zajmie się jego dzieckiem.
Wizyty w �uromi�skim szpitalu 15 � letni Bartosz nie b�dzie wspomina� mile

Ewa Jabłońska

jablonska.ewa1@gmail.com

Piętnastoletni Bartosz przewrócił się, kiedy szedł na przystanek autobusowy. Ręka bardzo go bolała, więc nie pojechał do szkoły. Wrócił do domu. Ból jednak nasilał się. Około godziny 9:00 chłopiec znalazł się w szpitalu. Najpierw u swojego lekarza rodzinnego w Poradni Dziecięcej. Pediatra wypisał skierowanie do chirurga.

Samo skierowanie do poradni chirurgicznej nic nie gwarantuje. Trzeba się zarejestrować i w najlepszym razie odstać swoje w kolejce. Pan Adam jednak nie miał szczęścia. W rejestracji powiedziano mu , że nie ma już „numerków” do chirurga. Panie pielęgniarki poradziły, już lekko zirytowanemu rodzicowi, żeby sam zapytał chirurga, czy mimo wszystko przyjmie dziecko na wizytę. Z coraz bardziej bolącą ręką, pod drzwiami poradni chirurgicznej, Bartosz spędził kolejne kilkanaście minut, czekając na przyjście lekarza. Gdy chirurg w końcu się zjawił, nie zgodził się przyjąć chłopca na wizytę.

– Zdenerwowany lekarz tłumaczył, że ma dużo pacjentów i nie może mojego syna przyjąć – opowiada Pan Adam – Wierzyć mi się nie chciało, że coś takiego słyszę. Syna boli ręka, najprawdopodobniej ma złamaną, a lekarza w ogóle to nie interesuje.

Pan Adam usłyszał, że jeżeli inny pacjent zrezygnuje z wizyty, to wtedy chirurg przyjmie chłopca. Lekarz nie chciał nawet wypisać skierowania na prześwietlenie ręki.

Mężczyzna nie wiedział, co ma dalej robić, postanowił iść do dyrektora szpitala.

– Opowiedziałem Dyrektorowi całą sytuację, był chyba zakłopotany – relacjonuje spotkanie Pan Adam – Wspólnie wymyśliliśmy, że pójdę po skierowanie na prześwietlenie ręki do pediatry mojego syna.

W między czasie chłopcu pielęgniarki założyły opatrunek na bolącą rękę. Niewiele to jednak pomogło. Chłopiec w dalszym ciągu narzekał na ból.

Pediatra wypisała skierowanie, chłopcu zrobiono prześwietlenie. Diagnoza była taka, jakiej spodziewał się tata Bartka – ręka jest złamana.

Na podstawie zdjęcia rentgenowskiego, lekarz wypisał skierowanie na odział w szpitalu. Tam, po wypełnieniu stosu dokumentów przez ojca chłopca, Bartoszem zajęli się lekarze. Około godziny 13:00 włożono rękę w gips. Okazało się, że jest to złamanie z przemieszczeniem. Chłopiec musiał zostać w szpitalu na obserwacji.

– Od personelu szpitala dowiedziałem się, że to nie pierwszy przypadek, kiedy pacjentem z urazem nie ma się kto zająć – mówi mężczyzna – To jest przerażające, że, żeby uzyskać pomoc lekarską, trzeba ją sobie prawie wywalczyć.

Zapytaliśmy zastępcę dyrektora ds. medycznych Sławomira Pusza, co powinien zrobić pacjent i gdzie powinien szukać pomocy w tego typu przypadkach.

Pewne jest, że jeżeli zgłosi się na pogotowie, pomoc zostanie mu udzielona. Gdy pacjent jest osobą dorosłą i nie jest pewien, że ma złamaną np. rękę, najpierw powinien zgłosić się do lekarza rodzinnego. Podczas wizyty zostanie przeprowadzony wywiad lekarski, na podstawie którego zostanie postawiona diagnoza.

– Inaczej pacjenci powinni postępować, jeżeli urazu doznało dziecko – mówi Sławomir Pusz – Dzieci nie są w stanie ocenić swojego stanu. W takich przypadkach powinna zostać wezwana karetka. Fachowcy sprawdzą na miejscu, co dolega dziecku i udzielą pomocy – radzi dyrektor.

Czy w powyższym przypadku postępowanie lekarza było zgodne z etyką lekarską? Na to pytanie nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

[img]https://[/img]
 

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.