Żuromin. Przychodzi pacjent do lekarza…

- W szpitalu nie było lekarza pediatry – mówi Marek Budzich, który szukał pomocy dla swojej chorej córki. O dziwo lekarz, który pełnił dyżur na oddziale, w tym czasie przyjmował pacjentów w swoim prywatnym gabinecie. Tu Budzich znalazł pomoc, ale musiał za nią zapłacić 80 złotych. – To nieporozumienie – odpowiada doktor Bogusława Sienkiewicz – Zakrzewska.

Ewa Jabłońska

e.jablonska@kurierkurierzurominski.pl

W poniedziałek przed godziną 17:00 Marek Budzich z żoną chcieli zarejestrować 2-letnią córkę do pediatry w poradni dziecięcej. Uzyskali informację, że nie ma już miejsc, ale jeżeli stan jest poważny, to mogą przyjechać. W ciągu 10 minut pojawili się w poradni.

[b]

Nie ma lekarza w poradni[/b]

Okazało się jednak, że pediatry Marianny Łyżwińskiej w poradni już nie ma, choć powinna tam być do godziny 18:00.

– Usłyszeliśmy, że lekarz, który powinien być do godziny 18:00 w poradni wyjechał na wizytę domową i tego dnia nie będzie go już w poradni – mówi Marek Budzich.

Rodzice udali się więc do swojego lekarza Dariusza Białego. Ten zbadał dziecko i uznał, że stan jego jest na tyle poważny, że należy je skierować do szpitala.

– Lekarz zajął się dzieckiem profesjonalnie – mówi Marek Budzich – ale ze względu na to, że nie jest pediatrą, poradził nam, żeby stan dziecka ocenił jeszcze lekarz pełniący dyżur na oddziale dziecięcym szpitala.

[b]Nie ma lekarza na oddziale[/b]

Rodzina Budzichów udała się więc na oddział do lekarza dyżurującego. Tam jednak Budzichowie dowiedzieli się, że doktor Zakrzewskiej, która tego dnia miała pełnić dyżur, nie ma.

– Usłyszeliśmy, że doktor Zakrzewskiej w tej chwili nie ma, bo jest w domu na kolacji i nie wiadomo kiedy wróci – opowiada ojciec dziewczynki.

Rodzice chorej dziewczynki nie mieli zamiaru czekać na pediatrę. Postanowili skorzystać z prywatnego gabinetu. Przypadkiem trafili właśnie do gabinetu Zakrzewskiej. Tu okazało się, że lekarka przyjmuje pacjentów. Zbadała również córkę Budzichów. Za wizytę radny zapłacił 80 złotych.

[b]

Co zrobi Budzich[/b]

Marek Budzich jest radnym powiatowym, członkiem komisji zdrowia i rady społecznej szpitala. O całej sytuacji próbował od razu poinformować dyrektora szpitala, ale ten nie odbierał od niego telefonu.

– Sprawa musi być wyjaśniona – mówi Budzich – nie chce krzywdzić szpitala, chcę tylko, żeby pacjenci mieli dostęp do lekarza. Sytuacja, która mnie spotkała nie powinna się więcej powtórzyć – dodaje.

O sprawie dość szybko dowiedziały się media. O żuromińskim przypadku w środę informowała zarówno telewizja, jak i radio, a Kurier o zdarzeniu pisał już tydzień temu.

Radny próbuje wyjaśnić sprawę, ale oficjalnej skargi jeszcze nie złożył. O zdarzeniu tym nie wie żuromińska policja.

– Nam na ten temat nic nie wiadomo – mówi rzecznik Komendy Powiatowej Policji aspirant Zbigniew Rzymkowski.

[b]

To nieporozumienie, mówi doktor Zakrzewska[/b]

Doktor Bogusława Sienkiewicz – Zakrzewska twierdzi, że w tej sprawie doszło do nieporozumienia. Potwierdza, że w tym czasie nie było jej na oddziale mimo dyżuru, ale że wyznaczyła swojego zastępcę doktora Jerzego Biowskiego, bo sama musiała być u ciężko chorego pacjenta.

– Rodzice pytali konkretnie o mnie – mówi lekarka – a nie o jakiegokolwiek lekarza. A mnie przecież wtedy na oddziale nie było. Lekarz Biowski udzieliłby pacjentom pomocy.

Zakrzewska tłumaczy, że musiała zejść z dyżuru, gdyż miała właśnie ciężki przypadek astmy u jednego z pacjentów.

– Musiałam zejść z dyżuru, żeby zająć się pacjentami z ciężkimi przypadkami astmy – wyjaśnia lekarka – Nie mogłam też odmówić przyjęcia innych pacjentów, którzy w tym czasie przyszli do mojego prywatnego gabinetu, dlatego zajęłam się córką państwa Budzichów.

[b]Białczak wyjaśnia[/b]

– Opuszczenie przez lekarza dyżuru to bardzo poważna sprawa – mówi dyrektor szpitala Zbigniew Białczak – skutkuje natychmiastowym rozwiązaniem kontraktu z lekarzem.

Dyrektor, gdy dowiedział się o sprawie, od razu zażądał wyjaśnień od Zakrzewskiej. Wyjaśnił również sprawę nieobecności doktor Łyżwińskiej w poradni dziecięcej.

– W tym czasie pediatra była na wizycie domowej – wyjaśnia Białczak – Wizyty domowe u pacjentów są obowiązkiem lekarzy, może się więc zdarzyć, że w poradni nie ma chwilowo nikogo.

Zakrzewska ma podpisany ze szpitalem kontrakt według, którego w czasie dyżuru nie może opuścić szpitala.

– W kontrakcie jest zapisane, że lekarz może opuścić dyżur jedynie w uzasadnionych przypadkach i pod warunkiem, że zapewni fizyczne zastępstwo na czas swojej nieobecności – wyjaśnia Białczak – W tym przypadku zastępstwo było zapewnione. Wątpliwości mogę mieć jedynie, czy powód zejścia na dwie godziny z dyżuru był ważny.

Zakrzewska wyjaśniła dyrektorowi, że zeszła z dyżuru, bo musiała przyjąć pacjentów z astmą i innymi chorobami o podłożu alergologicznym.

Dyrektor jest pewny, że w czasie nieobecności Zakrzewskiej na oddziale pełnił dyżur inny pediatra.

– Informacji Panu Budzichowi, że nie ma doktor Zakrzewskiej, prawdopodobnie udzielała salowa – twierdzi Białczak – a nie jest to osoba kompetentna do udzielania tego typu informacji.

Zarówno dyrektor, jak i wielu pacjentów, których poprosiliśmy o opinię, są zadowoleni z pracy doktor Zakrzewskiej. Zdaniem dyrektora to bardzo dobry lekarz i sumienny pracownik. W żuromińskim szpitalu pracuje od 35 lat i nigdy nie było na nią żadnych skarg.

[img]https://[/img][url=https://www.tvp.pl/warszawa/informacyjne/kurier-mazowiecki/wideo/29022012/6630280]https://www.tvp.pl/warszawa/informacyjne/kurier-mazowiecki/wideo/29022012/6630280[/url]
   

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.