WYWIAD

CHCIAŁBYM ODBUDOWAĆ POCZUCIE WSPÓLNOTY

WYWIAD Z BURMISTRZEM ŻUROMINA MICHAŁEM BODENSZACEM

– Czy zawsze chciał Pan być burmistrzem Żuromina, czy myśl ta dojrzewała w Panu w toku Pańskiej pracy samorządowej? Przypomnijmy, był Pan radnym miejskim, radnym powiatowym, zastępcą burmistrz Żuromina.

– Celem samym w sobie nie było to, żebym został burmistrzem. To nigdy nie było i nie jest moim marzeniem, bo to nie jest kategoria marzeń. Moją pasją jest samorząd jako taki, jako organizacja mogąca pomagać tworzyć lokalne społeczności. To jest motorem napędowym, żeby robić coś dla ludzi. Robiłem to jako radny miejski, jako radny powiatowy, potem działając w stowarzyszeniu WZU, którego byłem założycielem i pomysłodawcą. Działałem w nim pomagając ówczesnej kandydatce na burmistrza na tyle, na ile umiałem. Zawsze byłem do dyspozycji pracy społecznej, niekoniecznie jako ten pierwszy, jako lider, bo to nie było moim celem. A że w tym momencie moje losy potoczyły się tak jak potoczyły, to pewnie też z tego powodu, że uznałem, że czasem trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Jeśli widzę, że pewne sprawy można zrobić lepiej i mieszkańcy oczekują czegoś innego, to na tym też polega rola samorządowca, żeby powiedzieć „Jestem gotowy”. Teraz było dokładnie w ten sposób.

– Jaka była pierwsza myśl po ogłoszeniu wyniku wyborów?

– To był dziwny stan, ta niedziela wyborcza po II turze. Niecodzienne doświadczenie dla mnie z tego względu, że wokół mnie, u ludzi, którzy byli wtedy ze mną, była potężna radość. Ekipa, która mnie wspierała przez całą kampanię bardzo entuzjastycznie odbierała wyniki z kolejnych komisji wyborczych. A u mnie panował jakiś taki spokój. Nie było odruchu euforii z powodu zwycięstwa. Potem tak sobie to tłumaczyłem, że sam wynik wyborczy to była przepustka do linii startu, a tak naprawdę linia mety będzie dopiero po 5 latach, kiedy będę mógł powiedzieć „Ok, swoje zadanie wykonałem tak, jak chciałem i jak chcieli mieszkańcy. Spełniłem ich oczekiwania. I wtedy będę mógł się cieszyć bądź nie. Radość wyborcza, która powszechnie jest uznawana jako sukces tego finału, dla mnie byłą dopiero startem.

– Jaka była pierwsza decyzja po zaprzysiężeniu?

– Pierwszego dnia, 6 maja, w pierwszej kolejności odwiedziłem panią sekretarz i panią kadrową, żeby „uzbroiły” mnie w dokumenty tak, bym na drugi dzień mógł przyjść do pracy. 7 maja, kiedy oficjalnie przyszedłem do pracy to pierwsza rzecz, którą zrobiłem to poprosiłem wszystkich pracowników urzędu na salę konferencyjną, żeby się z nimi przywitać, a potem poinformować ich, kto będzie moim zastępcą.

– Dziś, po dwóch tygodniach bycia burmistrzem, co udało się zrobić?

– W ostatnich dniach powtarzam na różnych spotkaniach, że Ci, którzy zostali wójtami, burmistrzami, prezydentami bez doświadczenia samorządowego być może mają komfort błogiej nieświadomości wejścia do pociągu, który już jedzie. A ja mając to doświadczenie samorządowe, wchodząc tu do urzędu wiem, że jest milion spraw, którymi powinienem się zając, które powinienem audytować, przejrzeć, być może zmienić. A oprócz tego jest ciągłość władzy, pewne rzeczy już się dzieją, trzeba je kończyć bądź nadzorować. Na dzień dzisiejszy, jestem na etapie organizacyjnym. Staram się tak zorganizować pracę, by za kilka tygodni skupić się na pracy „do przodu”. Prócz powołania zastępcy, co było – mogę powiedzieć – pierwszą i najlepszą decyzją – zmieniłem regulamin organizacyjny. Niby to zmiany kosmetyczne, ale z doświadczenia pracy jako sekretarz miasta Płocka delegowałem upoważnienia i uprawnienia do nadzorowania konkretnych obszarów w urzędzie. Podzieliłem obszary na poszczególne osoby, z którymi najbliżej współpracuję, czyli na zastępcę, sekretarza i skarbnika. Ci się nie zmienili.

– A jest rozważana zmiana na tych stanowiskach, mam na myśli sekretarza urzędu i skarbnika?

– Póki co nie. Na razie pracujemy, docieramy się, poznajemy się na nowo. Większość  pracowników znam, ale musimy poznać się na nowo. Delegowanie uprawnień pomaga mi we wdrażaniu się w nowe rzeczy. Na razie to działa bardzo dobrze. Podzieliłem sekretariat na punkt przyjmowania dokumentów i korespondencji od interesantów (na parterze urzędu) i właściwy sekretariat. Poprosiłem każdy wydział o przygotowanie notatek służbowych dotyczących prac pilnych, które wykonują i tych, które powinny być wykonane w najbliższym czasie.

Bardzo ważnym obszarem jest planowanie przestrzenne, z racji tego, że wchodzi plan ogólny z końcem 2025r. W 2026r. wszystkie gminy będą musiały mieć plany ogólne, a to zupełnie wywraca te procedury planowania przestrzennego, robienia planów zagospodarowania. Te prace planistyczne rozpoczęte muszą przyspieszyć i muszą być skończone. Wydział planowania przestrzennego jest mi bezpośrednio podległy i tymi tematami ja bezpośrednio będę się zajmował za pośrednictwem pani kierownik. Mam też nadzór nad inwestycjami. Wygląda to różnie, niektóre są robione w terminie, niektóre niestety być może nie zostaną zrealizowane w terminie, niektóre nie są rozpoczęte, ale mamy jeszcze kilka miesięcy tego roku, żeby przystąpić do realizacji tych inwestycji.

Po poprzedniej kadencji został transport publiczny. Urząd, po perypetiach, otrzymał w końcu dofinansowanie od wojewody uzupełnienie środków na zorganizowanie transportu. Poszczególni przewoźnicy teraz dopinają formalności, by mogli jeździć na tych 13 trasach. Zorganizowałem spotkanie z wójtami i burmistrzami z naszego powiatu, bo tylko 1 osoba jest z poprzedniej kadencji, a pozostała piątka jest nowa, więc chciałem poznać zdanie wszystkich, czy chcą kontynuować ten projekt transportu z poprzedniej kadencji. To jest projekt krótki, bo wojewoda daje środki na rok, więc mamy tylko pół roku. Wstępnie są zainteresowani kontynuacją. I zaznaczali, że samo zorganizowanie nie będzie wyzwaniem, ale przekonanie ludzi, że znów są autobusy, bo kilka lat temu transport został zlikwidowany i ludzie jakoś nauczyli się żyć bez autobusów. I kolejna obawa – jeśli uda się odtworzyć i ludzie to zaakceptują, czy będą chcieli kontynuować.

-Dużym wyzwaniem będą też problemy z brakiem miejsc w przedszkolach.

– Tak, to już wybrzmiało w kampanii wyborczej, że tych miejsc właśnie po rekrutacji  zabrakło. Jak zacząłem pracę w urzędzie najpierw dostałem informację, że problemu nie ma, ale kiedy zgłębiliśmy temat okazało się, że jednak dla ok. 20 maluchów faktycznie miejsca zabrakło. Na szybko musimy reagować.

– Osobiście tego problemu doświadczyłam, kilka lat temu dla moich dzieci zabrakło miejsca w przedszkolu i znalazło się ono dopiero po interwencji mojej i innych matek… choć usłyszałam wtedy, że do swoich dzieci ówczesna burmistrz musiała zatrudnić nianię, gdy chciała wrócić do pracy. Za jej czasów jednak nie było obowiązku przygotowania przez samorząd miejsc w przedszkolu nawet dla 3-latków. Kiedy moje się nie dostały – obowiązek już był.

-Przyjąłem takie założenie, żeby jak najmniej wracać do przeszłości. Nie będę tego komentował. Jako samorząd mamy już pewne rozwiązanie tego problemu, który faktycznie znów zaistniał. Na razie nie chcę mówić o szczegółach. Na razie problem będzie załatwiony doraźnie, ale nie ukrywam, że w przyszłości, po szybkiej analizie demografii gdzie okazuje się, że dzieci przybywa, trzeba do tego podejść systemowo. Dzieciaków nam przybywa, więc trzeba będzie pomyśleć o nowym przedszkolu. Stare też wymagają inwestycji, są nałożone obowiązki remontów, np. przez straż pożarną.

– Problemy są zatem stare, ale i nowe. Albo jesteśmy sławni z kurników, albo z narkotyków. Ten drugi problem jakoś szczególnie będzie potraktowany?

– Ten  intensywny początkowy czas, kiedy zacząłem pracę, mocno poświęciłem na zgłębienie tematu, jak jest realizowany program profilaktyki i przeciwdziałania narkomanii i alkoholizmowi. I doszedłem do wniosku, że nie czuję się ekspertem, żeby się w tym temacie wypowiadać. Wiem, że nie wystarczy wymyślić festynu profilaktycznego, wycieczki profilaktycznej, bo można osiągnąć efekt odwrotny. Profilaktyka to proces, a nie jednorazowe strzały. Mamy na to pieniądze i trzeba je mądrze wydać, konsultując to ze specjalistami, którzy nam podpowiedzą, jak je wydać. Są rekomendowane programy, wymyślone nie przez urzędników, tylko przez specjalistów. Takie będziemy wdrażać.

Przeczytałem ostatnio informację naukową, że profilaktyka w formie sportu niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem. Bo sport to rywalizacja, czyli emocje, a jak emocje, to czasem złość, a jak złość to dlatego, że ktoś przegrał, więc czuje się gorszy… i to wszystko trzeba umieć wyważyć. Jeśli samorządowcy próbują mówić, że organizują profilaktykę w formie takiej, że organizują czas wolny dzieciom, to nie jest profilaktyka. To jest organizowanie czasu wolnego dzieciom. To też musi być robione i też to trzeba robić. Ale profilaktyka musi być robiona w oparciu o to, co zbadane, sprawdzone i to, co fachowcy podpowiedzieli.

– W pierwszym materiale interwencyjnym „Uwagi” występowała pani z Monaru, która twierdziła, że tu by się przydał taki ośrodek.

– Kontaktowałem się z nią. Ta profilaktyka powinna być na różnych etapach. Na pewno trzeba dotrzeć do osób, które już mają problem. I tu przypomnę, że są dyżury psychologa u nas, raz w tygodniu w środy. Można z nim o tych tematach porozmawiać. I pewnie dla tych, którzy są już uzależnieni takie miejsce by się przydało. Ale myślę, że nie mniej, ale nawet bardziej trzeba się skupić na dzieciach, żeby w ogóle do uzależnienia nie doszło. A rola rodzica jest najważniejsza.

– Zawsze był Pan „internetowy”, prowadził Pan kiedyś swoją stronę, bloga, kampania samorządowa też była w znacznej mierze internetowa. Teraz też ma Pan służbowy profil na Facebooku, jako burmistrz. Czy to dobry sposób komunikacji i dzielenia się w mieszkańcami ty, co się robi?

– Komunikacja to podstawa. Jak się nie komunikujemy, to nie wiemy, robimy błędy. Dlatego ta komunikacja to podstawa w samorządzie. Internet jest jednym z  kanałów komunikacji i planuję go kontynuować, czy z poziomu urzędu (Urząd ma BIP, stronę i fanpage na Facebooku), czy ze swojego profilu. Komunikacja będzie też przez konsultacje społeczne, spotkania z mieszkańcami. Będę korzystał z każdej okazji porozmawiania na konkretny temat.

– A jeśli nie będzie czasu na pytanie mieszkańców o zdanie, to Podejmie Pan sam decyzję?

– To jeden z elementów pracy burmistrza. Podejmowanie ryzyka. Od podejmowania decyzji się nie uchylam.

– Czy umiałby Pan wymienić chociażby 3 strategiczne zadania na tę kadencję? Oczyszczalnia się buduje, więc tego zaliczyć nie można. Ale co więcej?

– Założyłem sobie, że nie chciałbym o samorządzie i swoim sukcesie czy skuteczności rozmawiać przez pryzmat konkretnych inwestycji. Samorząd to trochę więcej niż budowanie. Powinien być mierzony nie dużymi rzeczami a tymi małymi, najbliżej ludzi. Tak jak przy problemie narkomanii ona nie była kiedyś priorytetem, a teraz jest, tak za chwilę może będzie nim coś innego. Przede wszystkim chciałbym odbudować poczucie wspólnoty. Może to zabrzmi patetycznie, ale chciałbym, żeby mieszkańcy miasta i gminy wiedzieli, że to jest ich miejsce, że każdy ma takie same prawa, że każdy może przyjść ze swoim problemem i oczekiwać załatwienia. Powiedzieć „Panie burmistrzu, kiedy zalatasz dziurę albo kiedy będę miał lampę”. Tych rzeczy jest mnóstwo, ludzie najczęściej oczekują tych małych, blisko siebie, a nie tych dużych. Na dowód tego, że niekoniecznie tym wyznacznikiem powinny być duże inwestycje jest to, jak kończyło wielu samorządowców – przecinając wstęgę dużej inwestycji, a za pół roku przegrywając wybory. Jeśli to ma być miarą sukcesu w samorządzie, ja się pod tym nie podpisuję. Ludzie potrzebują dobrej szkoły, dobrej opieki dla dzieci, dobrego zaopiekowania zdrowotnego. Obszarów jest mnóstwo. Tężnia nie jest jakimś wielkim elementem, patrząc w porównaniu z obwodnicami. Ale też jest miejscem, którego mieszkańcy oczekują, więc dlaczego tego nie zrobić?

– W sąsiednich miastach są świetnie zorganizowane miejsca odpoczynku i rekreacji dla dzieci i młodzieży, np. parki trampolin.

– Miałem to w swojej ulotce wyborczej i podwórko trampolin będzie jednym z pierwszych tematów, którym chciałbym się zająć. Będzie poprzedzony konsultacjami społecznymi. Mieszkańcy zdecydują , gdzie ten park trampolin ma być zbudowany i występujemy też o dofinansowanie jego budowy. Żeby było coś innego, niż typowy plac zabaw. Dzieci chcą coś innego. A i dla dorosłych to też ciekawa propozycja.

– Na pewno będziemy śledzić kolejne poczynania Pana Burmistrza. Na początek odbędą się niedługo konkursy na dyrektorów szkół – w Poniatowie, Będzyminie, Raczynach i  Kliczewie, które nie wiadomo, czy będzie funkcjonowało, bo rada poprzedniej kadencji podjęła uchwałę o zamiarze likwidacji placówki…

– Tak, ale ja przedstawiłem nowej Radzie Miejskiej wniosek o uchylenie tej uchwały i zamierzam do tematu wrócić, kiedy wszyscy będziemy mieli w tej kwestii wystarczająca wiedzę. Nie wiem, jak to wyglądało, w jakiej atmosferze odbywało się procedura, ale klimat w jakim było to robione zostawia wiele do życzenia. Czy rodzice byli zaangażowani, czy dzieci poznały inną ofertę – nie wiem. Nie chcę mówić nowym radnym „Podejmijcie decyzję o likwidacji szkoły”, bo to byłoby nieuczciwe.

 – Czy mieszkańcy już zaczęli „odwiedziny”?

-Tak, od początku spotykam się z nimi i rozmawiam. A tematy są przeróżne. Jeśli już przychodzą, muszą to być dla nich naprawdę ważne tematy. I tak należy to potraktować. Staram się omawiać je konkretnie i uczciwie, i powiedzieć prawdę nawet, jeśli się nie da czegoś zrobić, a nie zwodzić.

-Pan Burmistrz też zaczął odwiedzać i spotykać się w innymi włodarzami, nie tylko w powiecie.

To normalne, żeby nawiązywać kontakty. Współpraca jest wskazana i na pewno z mojej strony będzie.

-Na pewno my też będziemy odwiedzali Pana Burmistrza, żeby pytać o to, co interesuje mieszańców. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Orkwiszewska

Dodaj komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.