https://mazovia.pl/pl/transport/aktualnosci/autobusy-dla-mazowieckich-szkol-wlasnie-ruszyl-nabor.html
WYWIAD

NIE ZROBILIŚMY KONFERENCJI, ŻEBY ODFAJKOWAĆ TEMAT

O ustawie odorowej oraz sytuacji związanej z epidemią wysoce zjadliwej grypy ptaków rozmawiamy z posłem Arkadiuszem Iwaniakiem, Przewodniczącym Parlamentarnego Zespołu ds. Zwalczania i Zapobiegania Chorobom Zakaźnym Zwierząt.

Kacper Czerwiński: W środę, 2 czerwca w Starostwie Powiatowym w Żurominie odbyło się pierwsze posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zwalczania i Zapobiegania Chorobom Zakaźnym Zwierząt, którego jest Pan przewodniczącym. W jego szeregach nie widziałem parlamentarzystów z obozu władzy.

Arkadiusz Iwaniak: To było pierwsze posiedzenie robocze. Powstawanie zespołu wygląda w ten sposób, że na stronie internetowej Sejmu pojawia się informacja, że taki zespół powstaje. Każdy, kto chce może do niego dołączyć, mam nadzieję, że więcej parlamentarzystów rozpocznie z nami wspólną pracę, także przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości.

Zespoły powoływane są do zajmowania się różnymi tematami. Po kwietniowej wizycie w Żurominie podjęliśmy decyzję, że musimy dopilnować wypłaty odszkodowań dla hodowców, to po pierwsze, a po drugie zająć się kwestią ustawy odorowej. Dla Żuromina, ale nie tylko to bardzo ważna kwestia.

KC: Jak wygląda kwestia odszkodowań dla hodowców?

AI: Rzeczoznawców powołuje Powiatowy Lekarz Weterynarii. Do 16 kwietnia komisje posługiwały się bardzo realnymi tabelami, które pomagały wyliczyć straty. Po 16 kwietnia jedna z nich zmieniła się w taki sposób, że w niektórych przypadkach jest zaniżona 3-4 krotnie. Wyciągając średnią daje to poważną stratę dla hodowców. Nie mówię już o tym, że nikt nie myśli o hodowcach w tych kategoriach, że przez najbliższe pół roku nie mogą prowadzić produkcji, co za tym idzie nie generują przychodów. Hodowcy na to nie naciskają, oni chcą tylko, żeby pokryto ich straty, a są one ogromne. Nasuwa się jedno kluczowe pytanie, czy Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydało już tyle środków na obsługę ptasiej grypy, że próbuje „skubnąć” hodowców, nie boję się użyć tego słowa, czy wkradł się tam jakiś błąd. Kura jednodniowa kosztuje 23 złote, a komisje dwutygodniowe pisklę wyceniały na 10,5. Przecież to zwierzę przyjęło jakieś szczepionki, jadło paszę. Gdzie sens i logika? Podczas posiedzenia zespołu przedstawiłem ten problem Głównemu Lekarzowi Weterynarii.

KC: Pokusiliście się o szacunek, jakie pieniądze trzeba zabezpieczyć, żeby w naszym regionie oraz na terenie całej Polski wystarczyło na wypłaty rekompensat?

AI: Kwota, którą my szacujemy to około pół miliarda złotych. Kiedy byliśmy w Żurominie (konferencja Lewicy przed PIW w Żurominie, 19 kwietnia- przyp.red.) Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi miało na ten cel zabezpieczone raptem kilkadziesiąt milionów złotych. To nieadekwatna kwota, ja to rozumiem, nikt się tego nie spodziewał, ale trzeba to zmienić.

W tym miejscu wychodzi jednak brak przepisów, które regulowałyby budowę dużych ferm. W powiecie żuromińskim jest około 800 kurników. Myślę, że każdy, kto ma wyobraźnię powinien mieć to na uwadze.

KC: To fakt, wszystkie kurniki czy chlewnie są pobudowane zgodnie z prawem. Samorządy zabezpieczają się miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, ale nie jest to idealne rozwiązanie, a co najważniejsze jest drogie. Ani gminy, ani powiat nie mają realnego narzędzia do powstrzymania tej koncentracji, czy wpływu na zmniejszenie uciążliwości już istniejących ferm.

AI: Niestety, takie jest prawo. Mało tego, rozmawiałem z samorządowcami z powiatu żuromińskiego, którzy mówili, że miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego są zaskarżane do sądów przez inwestorów. Wygrywają i budują nowe obiekty. Odpowiednie przepisy powinny powstać na szczeblu rządowym.

KC: We wtorek (8 czerwca) jako Lewica złożyliście projekt ustawy odorowej w Sejmie. Co dalej? Jakie korzyści ma ona przynieść mieszkańcom?

AI: W tej ustawie nie chodzi o to, żeby komuś przeszkadzać w produkcji i ją utrudniać. Ona ma zapewnić komfort życia wszystkim dookoła. Ustawa reguluje też kwestię koncentracji, kwestię grzebowisk.

KC: Projekt podobnej ustawy opublikowało Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Czy te dokumenty są podobne?

AI: Ministerstwo podobno pisze tę ustawę od pięciu lat. Czy jest to zbieg okoliczności, że ujrzała ona światło dzienne razem z naszą? Tego nie wiem. Najważniejsze, że rozpoczęła się merytoryczna praca i mam nadzieję, że wspólnie wypracujemy rozwiązania systemowe, które zaspokoją potrzeby mieszkańców, samorządowców i hodowców. Do tej grupy podmiotów, których funkcjonowanie obejmie ustawa dochodzą też składowiska śmieci, czy firmy takie jak Orlen. Tu chodzi o każdą produkcję.

KC: Mieszkańcy naszego powiatu zdecydowanie czekają na taki dokument. W jakiś sposób trzeba zapanować nad tym smrodem, jak kto woli- uciążliwościami zapachowymi.

AI: Każda duża produkcja może powodować uciążliwości zapachowe. Ktoś produkuje drożdże, inny produkuje wędliny. Wyrzucane resztki mięsa mają bardzo intensywny zapach. Ustawa ma regulować te kwestie.

Proszę mi uwierzyć, rozmawiamy w moim biurze, gdzie jeszcze nie tak dawno w sąsiedztwie funkcjonowały zakłady drobiarskie. Dzisiaj nie wysiedzielibyśmy tutaj. Smród był niesamowity. Część odpadów spłukiwano do kanalizacji. To nie zawsze poszło, więc kisło. Drób śmierdzi strasznie. Przecież kiedy przygotowujemy kurczaka w domu i wyrzucimy resztki mięsa do kosza, nie można na noc zostawić worka w mieszkaniu.

KC: Ale co w takim wypadku będzie można zrobić, jeżeli ustawa zostanie uchwalona?

AI: Grupa 50 mieszkańców będzie mogła zwrócić się pisemnie do samorządu o interwencję. Gmina czy miasto będą zobligowane do powołania zespołu, który przeprowadzi wizję lokalną. W takiej komisji będą przedstawiciele samorządu, inspekcji sanitarnej oraz mieszkańcy. Członkowie w sposób subiektywny, podkreślę jeszcze raz, w subiektywny sposób ocenią sytuację.

Jeżeli członkowie komisji będą odczuwać uciążliwość zapachową to samorząd w pierwszej kolejności wezwie dany zakład do stosowania „katalogu dobrych praktyk”, gdzie dokładnie jest wypisane, co dana firma ma robić. W ekstremalnym przypadku samorząd będzie mógł na jakiś czas zatrzymać produkcję. Oczywiście nie mówię tu np. o sytuacji, gdzie ktoś kupił sobie domek na wsi i obok na polu jakiś rolnik wywiózł obornik i zanim zdążył go zaorać, ktoś już napisał petycję do gminy, bo śmierdziało jeden dzień. Chodzi o ciągłą uciążliwość na skalę przemysłową.

Co najważniejsze, dzięki tej ustawie do obrotu prawnego może wejść w końcu stwierdzenie „uciążliwość zapachowa”, bo to zjawisko było omijane. To jest bardzo ważne.

KC: Wszystko w porządku, tylko trochę nie rozumiem pewnej rzeczy. Ministerstwo Klimatu i Środowiska pokazało swój dokument, wy jako Lewica złożyliście swój projekt w Sejmie. Czy jesteście w jakiś sposób dogadani, co dalej z tym projektem? Czy ustawa poleży sobie w sejmowej zamrażarce?

AI: Umówiliśmy się z ministerstwem, że dopracujemy tę ustawę i mieliśmy tydzień, żeby ją dograć. Złożyliśmy ją do pani Marszałek. Wyślemy ją też do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, żeby urzędnicy mogli zobaczyć co mamy. Mamy nadzieję, że będziemy dalej wspólnie pracować.

Chcemy też na przełomie sierpnia i września konsultować jej treść z rolnikami. To jest ustawa poselska, ale jeżeli ministerstwo nie podejmie dalszych działań, to zaczniemy zbierać pod nią podpisy. W ten sposób będziemy chcieli wywrzeć nacisk, żeby ta ustawa weszła do obrotu. To nie na tym polega, że przygotowaliśmy projekt, złożyliśmy go i na tym się skończy. Mieszkańcy czekają na naszą skuteczność. Liczę jednak, że zbieranie podpisów nie będzie konieczne.

Podkreślę jeszcze raz, że nie zależy nam na zablokowaniu produkcji, czy to na fermach drobiu, trzody chlewnej, czy w innych zakładach. Musimy wypracować konsensus, który zadowoli obydwie strony- mieszkańców i producentów.

W przypadku ferm drobiu problemem są odchody. Hodowcy, z którymi rozmawiałem mówili mi, że część producentów w niewłaściwy sposób wywozi je na pola. Obornik nie jest zaorany od razu i dlatego śmierdzi. Nikt o to nie dba, to jest problem. Może trzeba ułatwić procedurę budowy biogazowni, ale to jest odrębny temat.

KC: No właśnie, nikt o to nie dba. W Powiatowym Inspektoracie Weterynarii pracuje raptem kilka osób. Oni nie są w stanie tego skontrolować.

AI: O tym problemie mówiłem Głównemu Lekarzowi Weterynarii podczas posiedzenia zespołu. Są powiaty, gdzie ilość etatów jest ponad miarę. W Żurominie jest ich zdecydowanie za mało. Owszem, problemem na terenie powiatu żuromińskiego może być fakt, że weterynarze mogą zarobić zdecydowanie więcej w podmiotach prywatnych niż w państwowej firmie. To jest duży problem. Ale ta kwestia musi być rozwiązana. To było pierwsze posiedzenie zespołu. Do tych spraw będziemy wracać.

KC: Szczerze mówiąc byłem pod wrażeniem frekwencji podczas posiedzenia zespołu. Robiła to głównie Lewica, ale można było zauważyć w tym ponadpartyjność. Posiedzenie odbyło się w naszym starostwie, rządzonym przez PSL. Byli też samorządowcy z różnych regionów, łączyli się pracownicy ministerstw, czy Główny Lekarz Weterynarii. Nikt nie powiedział, że widzi w tym polityczny spektakl. Była to merytoryczna praca.

AI: Pojawił się problem i widać, że zaangażowane osoby chcą go usunąć. Po pierwsze chciałem jeszcze raz podziękować całemu Zarządowi Powiatu Żuromińskiego za udostępnienie sali, udostępnienie całej infrastruktury i przygotowanie spotkania.

Ponadpartyjnie rozmawialiśmy o problemie, który nie jest polityczny. Zjadliwa grypa ptaków jest epidemią, którą musimy pokonać. Druga sprawa to ustawa odorowa. Mieszkańcy powiatu żuromińskiego z pewnością pamiętają, że od wielu, wielu lat politycy każdej opcji obiecują im rozwiązanie problemu uciążliwości zapachowych, ale nic się z tym nie działo.

Lewica przygotowała taki projekt i nie zamykamy się na dalszy dialog. Rozmawiamy ze wszystkimi, bo chcemy, żeby był dopracowany.

KC: Może nie wiem o wszystkich wizytach parlamentarzystów w naszym powiecie. Ale jeżeli chodzi o przedstawicieli naszego okręgu wyborczego to w związku z ptasią grypą był Pan, pojawił też wicemarszałek Piotr Zgorzelski i posłanka Anna Cicholska. Reszty nie widziałem.

AI: Widać, kto w jaki sposób chce się sprawą zająć. Pani poseł Cicholska w jednym z mediów zarzuciła Lewicy, że chcemy na krzywdzie ludzkiej zbić polityczny kapitał. To absurd. Widzimy problem i jesteśmy, żeby pomóc go rozwiązać. Nie byłem w terenie raz, czy dwa. Ja takich spotkań odbyłem dziesiątki. Nie rzucałem pustych obietnic. Mówiłem wprost co możemy zrobić i jakich spraw możemy dopilnować. Te słowa powtórzyłem podczas posiedzenia zespołu. Nie zrobiliśmy konferencji prasowej, żeby „odfajkować” temat. Działamy dalej.

Przecież problem ptasiej grypy nie dotyczy tylko powiatu żuromińskiego, to wszystko jest ze sobą powiązane. Ubojnie mają mniej pracy, bo jest mniej mięsa. Cena mięsa w sklepach idzie w górę. Hodowcy nie prowadzą produkcji, nie kupują paszy, gazu do ogrzewania itd.

KC: Dziękuję za rozmowę.

komentarz

Kliknij by dodać komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.